Biblioteka

Strona główna
ZOO Akademii

Wojciech Gruszczyński, Wolne Miasto Gdańsk Przewodnik po mieście

Sabaoth.jpg
Grün:
Z dużym zainteresowaniem wziąłem do ręki od lat zapowiadany w środowisku pasjonatów gdańskiej historii przewodnik napisany przez Wojciecha Gruszczyńskiego, autora jednej ze starszych (i lepszych) stron internetowych poświęconych Miastu. Na pierwszy rzut oka książka robi bardzo dobre wrażenie – zgrabny format i objętość, piękna ilustracja na okładce. Z przyjemnością przeczytałem też krótki wstęp, bardzo spokojny, acz chwytający za serce każdego Gdańszczanina. Niestety, na tym przyjemność z lektury w moim przypadku zakończyła się. Następne 150 stron książki to dość chaotyczna (czasowo i przestrzennie) wycieczka po Gdańsku. Nie jest to jednak, mimo deklaracji we wstępie, wycieczka po Gdańsku, którego już nie ma, bowiem rzeczywistość międzywojennego Gdańska, i owszem, stanowi sporą część narracji, jednakże zbyt wiele miejsca zajmują wielce zdawkowe opisy obiektów, które istniały na długo przed pojawieniem się II Wolnego Miasta i w znacznej części istnieją do dziś. Idąc z autorem przyglądamy się gotyckim kościołom, Żurawiowi, ratuszowi, domom Heweliusza i innym miejscom, bardzo oczywiście istotnym, ale niewiele mającym wspólnego z krajobrazem Miasta lat 20-stych i 30-stych. Jednocześnie zmuszeni jesteśmy nie zauważać licznych obiektów, które właśnie z Wolnym Miastem wiele wspólnego miały. Autor zmusza nas przy tym do przeskakiwania po kilka ulic naraz, kiedy to jakiś obiekt na trasie kojarzy mu się z całkiem innym, mimo że kawałek dalej, lub chwilę wcześniej moglibyśmy ten czy ów obiekt spokojnie, bez skoków, obejrzeć. Irytujący jest brak konsekwencji w zastosowaniu form gramatycznych czasów w książce. Autor bez żadnego uzasadnienia przeskakuje z czasu teraźniejszego na przeszły i odwrotnie, powodując – zwłaszcza u czytelnika słabo znającego historię Gdańska – kompletną dezorientację – czytelnik nie wie po chwili, czy obiekt opisywany w przewodniku istnieje lub spełnia funkcję o której czyta dzisiaj, czy istniał w okresie międzywojennym, a może jeszcze wcześniej.
Książka roi się od błędów merytorycznych. Przytoczmy tylko kilka:
Herb po prawicy herbu Rzeczypospolitej na Bramie Wyżynnej to herb Prus Królewskich, a nie Prus po prostu. Katownia nie powstała z przebudowy baszty, tylko przedniej bramy Zespołu Przedbramia. Strop Sali Wety (czyli Białej) Ratusza Głównego Miasta nie miał przed wojną sklepienia gotyckiego, a neogotyckie. Statua Neptuna na fontannie na Długim Targu powstała w Gdańsku, nie w Norymberdze. Hak, a raczej haki Żurawia nigdy nie były zamocowane na łańcuchu, który nawijał się na bęben – zawsze była to lina, nawijająca się na oś pomiędzy bębnami napędowymi. Owszem – łańcuch był używany, ale w końcowym okresie funkcjonowania Żurawia jako portowego dźwigu i jedynie jako element z dwoma dodatkowymi hakami, mocowany do haków głównych. Baszta Łabędź nie jest i nigdy nie była fragmentem obwarowań zamku krzyżackiego, skoro zbudowano ją na fundamentach poprzedniej baszty, której faktycznie można taką funkcję śmiało zarzucić. Ulica Am Brausenden Wasser to dzisiejsza Wartka, a nie 'Wartka Struga'. Tablica upamiętniająca miejsce, gdzie znajdował się zamek krzyżacki nie była umieszczona na 'pozostałościach murów otaczających zamek krzyżacki' a na niskim, całkiem nieśredniowiecznym murku dobre 20 metrów dalej w stronę ujścia Motławy. Krzyże na gdańskim herbie w okresie międzywojennym nie były 'połączone ze sobą w pionie', a, podobnie jak na 99 % wizerunków gdańskiego herbu z całej historii Miasta, zdecydowanie od siebie oddzielone. Pomnik na Górze Gradowej nie jest pomnikiem żołnierzy rosyjskich poległych w 1734 r., skoro napis na nim wymienia oprócz tej dwie inne daty oblężeń Gdańska, w których równie wielu Rosjan poległo. Kościół św. Olafa znajdował się na terenie twierdzy Wisłoujście, nie zaś 'we wsi' o tej samej nazwie. Wielka Aleja powstała w latach 1768-1770, nie zaś 1770-1772. Nazwa 'Cafe Halbe Allee' nie ma nic wspólnego ze znajdowaniem się w połowie Wielkiej Alei – nazwą tą określano całą okolicę po południowej stronie alei i to od jej początku aż do wylotu dzisiejszej ul. Traugutta. Zakład dla ociemniałych (i to tylko najstarsza jego część) nie nosił imienia Augusty, a całej pary cesarskiej w składzie Wilhelm i Augusta, a z całą pewnością nie 'księżnej Augusty'. Budynek ukazany na fotografii 136, znajdujący się przy dzisiejszej ulicy Legionów nie był siedzibą polskiego gimnazjum, a jedynie Polskiego Domu Akademickiego, polskiej ochronki i szkoły powszechnej. Fotografia 192 nie przedstawia ruin Volkstagu, a szpitala przy dzisiejszej ul. Rogaczewskiego – dzisiejszej siedziby nadleśnictwa.
I tak dalej i tak dalej.
To najbardziej rażące błędy merytoryczne. Oprócz tego sporo jest w książce błędów świadczących o braku językowej konsultacji tekstu. Pisząc o czasach, kiedy w Mieście mówiło się po niemiecku, nie wypada kaleczyć nazw miejsc i obiektów w tym języku. Mamy więc 'Kleines Irrgarten' zamiast 'Kleiner Irrgarten', 'Fische Brücke' zamiast 'Fischbrücke' itd.
Fatalna jest redakcja tekstu, liczne są powtórzenia, powracanie do zdania w inny sposób napisanego akapit wyżej, interpunkcja również pozostawia wiele do życzenia – żaden redaktor nie podpisał się w stopce książki – i słusznie. Uwagi na temat stylu sobie daruję, bo to rzecz subiektywna.
Jaki wniosek z mojej przydługiej recenzji? Nie pisać? Ależ pisać. Jak najwięcej – dzielić się tym co się o Mieście wie z innymi. Ale tym co się naprawdę wie... a poza tym konsultować, konsultować i jeszcze raz konsultować – to żaden wstyd. A jeśli, to na pewno mniejszy niż podpisanie dzieła pełnego (niezamierzonej zapewne) dezinformacji.
Nie znaczy to oczywiście, że książka nie ma zalet. Liczne ilustracje, częściowo bardzo mało znane, bardzo pomagają wyobrazić sobie klimat gdańskiej ulicy lat międzywojennych. Sporo wzmianek o osobach i miejscach dobrze uzupełnia dość skąpą wiedzę Gdańszczan o czasach Wolnego Miasta. Książka zasługuje zatem na rekomendację jako album, treść natomiast traktować należy bardzo ostrożnie. Wiedząc jednak jak trudno pisać w ogóle, a przewodniki w szczególności, nie mówiąc już o przewodniku po innych czasach, mimo wszystkich zastrzeżeń, gratuluję debiutu Autorowi i życzę, by recenzje następnej książki były bardziej entuzjastyczne.
© by Akademia Rzygaczy Members