Wydział Archistologii



Strona główna
ZOO Akademii

Galeria Niezrealizowanych Projektów

To jak wygląda Miasto i jego poszczególne budowle nie jest dziełem przypadku. Jest to konsekwencja stanu finansów, polityki, historii, gustu (i bezguścia). Nie wszystko musiało wyglądać tak jak wygląda. Galeria prezentuje projekty obiektów architektonicznych, które z różnych przyczyn nie zostały zrealizowane. Znajdą się tu zarówno projety niezrealizowane z braku pieniędzy, jak i czasu, a także te odrzucone przez odpowiednich decydentów. Są też nieco zwariowane i barbarzyńskie.
Galeria nie jest miejscem, gdzie ocenia się projekty architektoniczne jako takie. Zanim więc w oburzeniu chwycisz za pióro, by napisać protestacyjny list, przyjmij, proszę, do wiadomości, że kategorie wartościujące architekturę, dzielące ją na tę dobrą i tę złą, są całkowicie obce przedmiotowi zainteresowania Akademii Rzygaczy. Mogą pojawić się tu całkiem interesujące projekty architektoniczne i zostać totalnie (czasem nawet agresywnie) skrytykowane, a to dlatego, że swoim charakterem niszczą zabytkową część Miasta. Z góry zaznaczam, że nie mam nic przeciwko modernizmowi, socrealizmowi, corbusieryzmowi i wszystkim innym "-izmom", jednakże nigdy nie zaakceptuję eksperymentów architektonicznych na obszarze zabytkowej części Miasta, które jako całość jest zabytkiem, chronionym (nie najlepiej co prawda) przez prawo.
Oczywiście zapewne wielu Gości Galerii uzna, że nie mam pojęcia o architekturze, skoro nie zachwyca mnie to co ich zachwyca. Takiej opinii spodziewam się szczególnie od bezpośrednio, być może, zainteresowanych i dotkniętych moją niekomptetencją adeptów i koryfeuszy architektury. Ja, według profesjonalnych kategorii, rzeczywiście nie znam się na architekturze. Nie odróżniam pewnie także wielu oczywistych dla fachowca pojęć. Ale proszę, przed obrzuceniem mnie stosem obelg, zarzuceniem mi tępoty umysłowej, niekompetencji i nieuctwa, poświęcić chwilę i przeczytać poniższy tekst:

Tak jak Bóg dał całemu swemu dziełu możliwie piękną postać, tak też wyposażył swoje ukochane stworzenie w popęd, każący mu naśladować ten wzór. I jak się zdaje, udawało się rodzajowi ludzkiemu przez setki lat tworzyć tak pięknie, jak to tylko było w jego mocy. dopiero od stu lat zdaje się być nie wszystko w porządku. Tylko niewiele dzieł w porównaniu z przeszłością można nazwać dziełem tworzenia. Najwyraźniej widać to w tworzeniu układów miejskich, które najprędzej porównać można do organizmu ludzkiego.
Dzisiejsze miasto to organizm szalenie skomplikowany w porównaniu ze skromnymi wymaganiami, które trzeba było technicznie zabezpieczać w przeszłości. I jeśli wówczas układ i konstrukcja miasta stanowiły artystycznie jednolitą syntezę rzeczy, to obecne nowoczesne miasto przedstawia, mimo wielu starań, obraz chaosu. Fakt ten stał się przyczyną coraz silniejszego dązenia do utrzymania owych starych, tworzących piękną całość obrazów miasta. Takie konserwatorskie podejście napotyka jednak na ostry opór, zwłaszcza ze strony przedstawicieli trzech grup. Po pierwsze chodzi tu o właścicieli domów, którym opieka nad ich zabytkowymi domami wydaje się zamachem na ich własność. Nader rzadko można ich pozyskać, podkreślając artystyczne wartości ich domów. Drugą grupę stanowią ci, którzy decydują o strukturach technicznych, sanitarnych itd., ale i tu możliwe jest porozumienie.
Trzecia grupa to architekci, którzy czują się zagrożeni przez konserwatorów w swej wolności twórczej. Wydaje się, że ta właśnie grupa stanowi największe zagrożenie. Wyróżnić można trzy kategorie architektów: staroświeckich, nowoczesnych i nowomodnych. Architekt staroświecki ze swą niechęcią do wszelkich nowości, fałszywym pojęciem istoty tworzenia przestrzennego był niegdyś wielce niebezpieczny dla starego obrazu miasta, dziś praktycznie nie stanowi problemu. Architekt nowoczesny zawsze wyróżniał się rozsądnym podejściem. Z radością witał nowe zadania, materiały budowlane i konstrukcje otwierające możliwości artystyczne kształtowania przestrzeni. Zdawał sobie sprawę, że sztuka budowlana to sztuka przestrzenna, a jej zasady są niezmienne. I tak w niewielkim tylko stopniu skłania się do eksperymentów, odchodzących od istoty jego zadania. Zawsze potrafi dojść do porozumienia z konserwatorem, bywa nawet jego najlepszym pomocnikiem. Inaczej ma się sprawa z architektem nowomodnym. To człowiek wielkich słów. Cała, licząca wieki, artystyczna przeszłość jest dla niego jedynie odskocznią dla jego własnego, imponującego dzieła. Ale to szokujące nowoczesnością dzieło, zmienia się co najmniej raz na pięć lat, a istotą jego jest sensacja. Środki potrzebne do osiągnięcia owej nowości, są mu równie obojętne jak odwieczne zasady sztuki przestrzennej. Jeśli dziś gustuje w nagromadzeniu osobliwych form, to jutro odrzuci wszelką formę, żonglując wyłącznie bryłami kubistycznymi. Takie nastawienie czyni niemożliwą wszelką współpracę z konserwatorem.

Do której grupy zaliczasz się, krytyku mojej niekomptetencji? Mi można bezkarnie zarzucić kompletne 'nie znanie się' na architekturze. Autorowi tego tekstu już nie. Napisał go bowiem w roku 1928 Otto Kloeppel, profesor architektury gdańskiej Politechniki i jeden z jej rektorów. Wiele razy pewnie będę się jeszcze odwoływał do tego autorytetu (i innych), bo nie bardzo mam ochotę po raz kolejny wysłuchiwać, że nie mogę mieć racji, wypowiadając się o architekturze, bo się na niej nie znam. Ale są tacy, którzy się znali i znają, a myśleli i myślą o niej dokładnie to samo, co ja, niegodny kontynuator ich walki z bezmyślną dewastacją architektoniczną Miasta.

A oto niezrealizowane projekty:
Teatr przy Kohlenmarkt
Wiadukt kolejowy nad Głównym Miastem
Projekty dla Targu Rybnego
Projekt dla Wyspy Spichrzów
Projekt rekonstrukcji Baszty Atutowej
Krzywy Hotel
Polski Hak á la Libeskind
Hilton nad Motławą
prof.wirt. Grün
© 2004-2009