Wydział Archistologii



Strona główna
ZOO Akademii

Langgassertor

Brama Ulicy Długiej, przez Polaków nazwana "Bramą Złotą", cudem przetrwała zagładę Miasta w stanie dość dobrym. Jest to dość dziwne, kiedy weźmie się pod uwagę, że jej konstrukcja bynajmniej nie zapewnia jej odporności na pociski artyleryjskie, a taki właśnie pocisk najprawdopodobniej wpadł do wnętrza bramy na wysokości okien nad przejazdem i eksplodował w środku. Spowodowało to naruszenie konstrukcji w takim stopniu, że po wojnie zamknięto przejazd przez bramę, kiedy stwierdzono, że grozi ona zawaleniem się od strony Wieży Więziennej. Konserwacja wymagała przemurowania zachodniej elewacji, a więc również demontazu kamieniarki. Po wymurowaniu na nowo naruszonych przez wojnę ścian, kamienne elementy zostały na powrót zamontowane na elewacji. Szczegóły tej operacji opisał Marian Kossakowski w I tomie Wspomnień z odbudowy Głównego Miasta (str. 57-58).
Mimo, że Brama zaliczana jest do miejskich fortyfikacji (zajmuje miejsce dawnej, autentycznie obronnej, gotyckiej Bramy Długoulicznej), ma raczej charakter wystawnego łuku triumfalnego - reprezentacyjnej budowli witającej gości, zwłaszcza tych szczególnie prominentnych. Jej zadaniem było nie tyle bronić miasta przed wrogiem (tę rolę spełniała już pobliska Brama Wyżynna), a raczej porazić przybysza swym bogactwem, olśnić go, uświadomić mu niesamowitą zasobność Miasta. Nie znaczy to, że była pozbawiona funkcji obronnych, miała bowiem normalne skrzydła bramne i opuszczane z izby na piętrze brony.
To że przetrwała w sumie w znośnym stanie wojenne potworności i dość szybko udało się ją przywrócić do stanu używalności, zepchnęło jej właściwą konserwację na dalsze miejsca na liście najpilniejszych prac tego typu w Mieście. I stała tak, doraźnie naprawiana, przez ponad pół wieku, szara i brudna, "złota" jedynie z nazwy.
Doczekała w ten sposób końca XX wieku kiedy to (poczynając od roku 1995) zabrano się w końcu za przywrócenie jej dawnej świetności. To jakże odpowiedzialne zadanie powierzone zostało firmie konserwatorskiej małżeństwa Brzuskiewiczów.
Przez dłuższy czas stała zasłonięta rusztowaniami zawieszonymi reklamami piw, telefonów i innych dóbr doczesnych.
kompara.jpg
Nieco zdziwieni byli Gdańszczanie, kiedy po zdjęciu rusztowań, oczom ich ukazała się... brama NIEBIESKA. Złota pojawiło się na niej dużo, zniknęły wszystkie spękania i dziury po kulach, tyle, że NIE BYŁA ZŁOTA...
Okazało się, że w czasie swojej długiej historii Brama wielokrotnie zmieniała kolor, a taki właśnie, niebieskawy, uznany został przez konserwatorów za najbardziej odpowiadający pierwotnej barwie, tej nadanej jej być może w roku 1612 przez Abrahama van den Blocka.
Tak czy owak, czy komu się nowy kolor podoba czy nie, konserwacja była Bramie bardzo potrzebna.
Szkoda tylko, że została przeprowadzona na tyle nieskutecznie, że podstawy filarów pomiędzy przejazdem i przejściami pieszymi niezmiernie szybko pokryły się wilgotnymi wykwitami, farba zaczęła się łuszczyć, a całość zaczęła bardzo przypominać to, co było w tym miejscu przed renowacją. Zastanawiające jest to że firma Brzuskiewiczów nie poczuła się do naprawienia tego, co ewidentnie spartoliła... Ale to już temat na inną dyskusję na innej stronie...
Opracował: prof.wirt. Grün

O tajemnicach napisów na fryzie Bramy Długoulicznej i o przekłamaniach dotyczących jej obiegowej nazwy przeczytać można w wykładzie prof. wirt. Pumeksa pt. Błogosławieństwo dla Miasta
© 2004-2009