Biblioteka

Strona główna
ZOO Akademii

Izabela Żukowska, Teufel

Nowy Świat, Warszawa 2010

teufel.jpg
Magrat:
Tajemnicze morderstwo, dociekliwy policjant, zindoktrynowana kobieta, afera szpiegowska i napięta atmosfera w Gdańsku z przedednia II wojny światowej to elementy składowe „Teufla”, literackiego debiutu dziennikarki i muzykologa Izabeli Żukowskiej. Głównym bohaterem książki wcale nie jest, jak można by się spodziewać, bystry detektyw, ale Lotte, młoda dziewczyna z nizin społecznych, naiwna i łatwowierna, będąca marionetką w rękach bardziej wyrachowanych i przebiegłych ludzi. To przede wszystkim jej oczyma patrzymy na rozgrywające się wydarzenia. Choć umieszczona na okładce opinia Stefana Chwina sugeruje, że „Teufel” jest powieścią sensacyjną, nie należy jednak spodziewać się wartkiej akcji i tego szczególnego napięcia, które nie pozwala odłożyć książki póki nie przeczyta się ostatniego zdania. Autorka przesunęła akcenty na relacje międzyludzkie i to, co rzuca się w oczy właściwie już od pierwszych stron, czyli bogate tło historyczne. I szkopuł w tym, że bogate aż do przesady. Żukowska bowiem postawiła sobie chyba za zadanie zapoznanie czytelnika z każdym aspektem przedwojennego Gdańska, zarówno historycznym, jak i czysto „gadżeciarskim”, dotyczącym przedmiotów, które z Miastem były i są związane. Przez to książka bardziej niż kryminał przypomina katalog.
Przede wszystkim katalog ulic i miejsc. „Przeszła Grünebrücke i skierowała się na Hopfengasse na Speicherinsel w stronę ujścia Neue Motlau.” (s. 111), lub „(...) taksówka nie skręciła w Bärenweg, która stając się Labesweg, prowadziła do zwalistych budynków Danziger Aktien Bierbrauerei, ale pojechała dalej w stronę Brösen” (s.139). Bohaterowie spotykają się w Tiefer Keller, pojawiają się także lokale Cafe Lindenhof, Cafe Reichskrone, Renk, Strandhalle, Grosser Stern... W większości takie wyliczanki nie służą wcale fabule, a dodatkowo brzmią dość sztucznie, jednak ktoś, kto chce poznać Miasto i jego okolice bliżej, powinien być zadowolony. Może w końcu połączyć przyjemne z pożytecznym i nauczyć się ich podczas czytania powieści, w czym pomoże mu umieszczony na końcu książki spis nazw ulic i dzielnic. Autorka wrzuciła do książki również mnóstwo przedmiotów i „dodatków” z epoki. Wspomniany jest Machandel, bohaterowie piją wodę z rozlewni Otto Goetza i czytają niemal wszystkie wychodzące ówcześnie w Gdańsku dzienniki. Czytelnik może też uraczyć się licznymi fragmentami wierszy i piosenek.
Żukowska nie poprzestaje na wymienianiu nazw ulic i związanych z Gdańskiem przedmiotów. W ilościach równie imponujących reprezentowane są także osoby znane z tamtych czasów. Pojawiają się m.in. przedstawiciele gdańskiej Polonii, w tle przemyka Herbert von Karajan, Bertold Brecht i Ignacy Jan Paderewski. W fabułę wpleceni są także sztandarowi gdańscy bohaterowie literaccy. Jednak o ile robiący sekcję zwłok dr Hanemann został wpisany całkiem zgrabnie, o tyle Oscar Matzerath wciśnięty jest wyraźnie na siłę.
Losy Lotte, choć pełne potencjału, niestety stłumione są przez wymienione dodatki, które w rzeczywistości dominują całą książkę. Pozostali bohaterowie, choć także dobrze się zapowiadający, są ledwo zarysowani, Autorka nie pozwala czytelnikowi zainteresować się ich życiem i spróbować wczuć się w ich tok myślenia. Podobnie, jak nie pozwala zainteresować się fabułą, która choć jest logicznie zbudowana i ma zwroty akcji, niestety nie zaskakuje.
Liczne nawiązania do historii ukazują, jaki ogrom pracy włożono w napisanie tej książki. Sprawiają jednak wrażenie, jakby zostały wręcz przepisane z różnych opracowań. Nie uniknięto także błędów przy nawiązaniach w języku niemieckim – zarówno w nazewnictwie, jak i w tych nielicznych niemieckich zdaniach, nawet tak powszechnie znanych jak np. „Raus, du polnischen Schweine!”. Pojawia się też pewna niekonsekwencja: wszystkie dzielnice występują w wersji niemieckiej, zaś Dolne Miasto pozostało Dolnym Miastem.
Patrząc na „Teufla” jako na całość nie można oprzeć się wrażeniu, że autorka kieruje fabułą tak, by umieścić w niej jak najwięcej nawiązań do przeszłości. W pewnym momencie czytelnik może zacząć obstawiać, co jeszcze i w jakich okolicznościach się pojawi. Otrzymujemy zatem kolorowy katalog przedwojennych gedaników ale, jak to w katalogu, w formie bardzo powierzchownej, a w tym przypadku również mocno przesadzonej. Domniemywam, że Izabela Żukowska fabułę potraktowała pretekstowo, by napisać jak najwięcej o Gdańsku, jego okolicach i skomplikowanej historii, zarówno małej, jak i wielkiej. Szkoda jednak, że nie zostawiła sobie tych licznych wątków i detali na przyszłe książki.
© by Akademia Rzygaczy Members