M U Z E U M
Akademii Rzygaczy


Strona główna
ZOO Akademii

Szubienica

Jednym z podstawowych sposobów pozbywania się drobniejszych przestępców w miastach było ich wieszanie. Kara ta była zastrzeżona dla złodziei, jako, że tradycyjnie uważano ją za hańbiącą. Podobnie było w Gdańsku. Już w kodeksie prawa lubeckiego Decretum Civitatis Danceke z 1263 r. czytamy: Jeśli ktoś zostanie przyłapany na kradzieży, której wartość zostanie wyceniona, karą będzie powieszenie.1
Egzekucja złodzieja skazanego na powieszenie nie była aktem prostej jego eliminacji ze społeczeństwa. Miała mieć poważne znaczenie profilaktyczne, przeto nadawano jej odpowiednią oprawę i zachęcano do udziału w niej mieszkańców miasta, których zresztą specjalnie nie trzeba było do tego zmuszać, bowiem w czasach, kiedy życie było dość monotonne, egzekucja stanowiła prawdziwe wydarzenie. Droga skazanego na szubienicę zaczynała się wyprowadzeniem go z siedziby sądu karnego – Ławy – to jest z Dworu Artusa, w towarzystwie sądowych pachołków i woźnego, którzy ogłaszał wyrok i łamał białą laskę, na znak definitywnego zakończenia sprawy. Skazany przekazywany był pomocnikom kata, a następnie formował się spontaniczny pochód zainteresowanych urzędowo, osobiście i rozrywkowo mieszczan, który ulicą Długą ruszał w kierunku Bramy Długoulicznej, Bramą Wyżynną przekraczał miejską fosę i ruszał na północ w kierunku Wrzeszcza. W miejscu, w którym dzisiaj znajduje się zataczająca łuk ulica Daniela Chodowieckiego, pochód zatrzymywał się przy "małym domku zwanym Jeruzalem", gdzie skazaniec otrzymywał symboliczny, ostatni napój (Labetrunk),po czym pochód ruszał wzdłuż dzisiejszego "Traktu Końskiego".
Minąwszy Szpital Wszystkich Bożych Aniołów pochód docierał do miejsca, gdzie od Wielkiej Alei – dzisiejszej Alei Zwycięstwa – odbija pnący się wzwyż trakt nazywany kiedyś „Drogą św. Michała”. Nazwa ta pochodziła od pierwotnego wezwania kaplicy pobliskiego Szpitala Bożych Aniołów. Tą drogą, obecnie noszącą imię polskiego wodza powstania styczniowego – Romualda Traugutta, pochód dreptał pod górę, aż do miejsca, w którym dzisiaj odbija od niej szeroka aleja dawnego Cmentarza Krematoryjnego, czyli parku przy Cerkwi św. Mikołaja Cudotwórcy – dawnego miejskiego Krematorium. Dalszą trasę ostatniego orszaku skazańca można przejść i dzisiaj, zapuszczając się w wąską i stromą ścieżkę pomiędzy ogrodzeniem cerkwi, a stadionem. Mijając resztki nagrobków dotrzemy do szczytu wzgórza wysokiego na 55 metrów npm., wznoszącego się nad najstarszymi zabudowaniami Politechniki Gdańskiej. Miejsce to, dzisiaj zarośnięte krzewami i sporymi drzewami, niegdyś pozbawione roślinności, mieściło ponurą budowlę, na której pochód pozostawiał na zawsze swojego głównego bohatera.
Galgenberg – Góra Szubieniczna, ze względu na swoje umiejscowienie nad główną drogą prowadzącą z zachodu do Miasta, wybrane zostało przez Radę na miejsce straceń miłośników cudzego majątku, a także innych zbrodniarzy (wykonywano tam również część egzekucji w formach innych niż powieszenie). Każdy gość zbliżający się do Gdańska od strony Oliwy mógł i powinien przerazić się widokiem potężnej szubienicy i innych strasznych urządzeń rozmieszczonych w jej pobliżu, co dawało mu możliwość rozważenia sensowności niewłaściwego zachowania się w trakcie pobytu w Mieście.
Wróćmy jednak do uczestników pochodu, którego przejście śledziliśmy od Długiego Targu. Po jego dotarciu na szczyt Szubienicznej Góry, na tle szubienicy, po raz kolejny odgrywany jest w skrócie proces złoczyńcy, aby akt sprawiedliwości zapadł dobrze w umysły widzów. Sędzia jeszcze raz zadaje pytania skazanemu, a ten przyznaje się do wszystkiego, zatem sędzia ogłasza wyrok, jakby go właśnie po raz pierwszy wydawał. Następnie wszystko toczy się już łatwym do przewidzenia biegiem. Kat otwiera furtkę w murze szubienicy, wprowadza skazańca na jego koronę, z pomocą swoich asystentów i drabiny łączy szyję skazańca z grubą belką i po chwili, zaznaczonej głośnym „ach!” zebranych, przestępca wykonuje kilka gwałtownych ruchów nogami, a po upływie kolejnej chwili rytmicznie kołysze się na wietrze. W tym czasie w Mieście, na południowo-wschodniej wieżyczce Ratusza odzywa się smutno dzwon „Biedny Grzesznik”, dając do zrozumienia pozostałym w mieście Gdańszczanom, że „causa finita”.
Co wiadomo o urządzeniu służącemu eliminacji złodziei i wzmaganiu praworządności pozostałych mieszkańców Gdańska?
Zgodnie z obyczajem panującym w europejskich miastach, gdańską szubienicę ulokowano w pewnym oddaleniu od Miasta, na wysokim wzniesieniu, dobrze widocznym zarówno z miejskich wież, jak i z głównego traktu lądowego, łączącego Gdańsk ze światem. Powstała w roku 1529 i, podobnie jak w innych miastach, była trwałą, murowaną konstrukcją. Rozebrana została w 1804 r.
Nie wiemy nic o okolicznościach jej budowy. Znamy jednak relacje na temat procedury związanej z jej remontami.
Z urządzeniami służącymi kaźni wiązało się łatwe do uzmysłowienia sobie tabu. Arcysprytnym rozwiązaniem był zatem, prawem i obyczajem przepisany, udział wszystkich rzemieślników należących do cechów merytorycznie związanych z budownictwem we wzniesieniu i okresowych remontach szubienicy. Realizacji tych inwestycji nadawano formę miejskich festynów z muzyką, uroczystymi flagowymi pochodami i dużą ilością alkoholu, którym raczono zatrudnianych przy tej niewdzięcznej pracy rzemieślników. Opis jednego z remontów szubienicy z 1680 r. przytacza Gotthilf Löschin:2
Naprawy, które potem trzeba było wykonać dawały okazję zobowiązanym do tego rzemieślnikom do hucznych zgromadzeń. I tak w 1680 r. „tako się stało”, jak to wiemy z dokumentów, »że szubienica nieopodal miasta miała zostać odnowiona i ruszyły z powiewającymi chorągwiami niżej wymienione cechy ją budować. Naprzód rzeczone cechy stawiły się przed domem Królewskiego Pana Burgrabiego, Pana Joh. Kratzera. Następnie przemaszerowały jeden za drugim Długim Targiem. Dotarłszy między Studnię i Ratusz, ustawili się na tak zwanym Prosięcym Rynku i ze swymi chorągwiami w ordynku pozdrowili Szl. Jaśnieoświeconą Radę (z której wiele osób w oknach Sali Wety się ukazało). Za co każdy cech po kolei przez Starszego Sług i wielu urzędników winnym napitkiem został obdarzony. Poczem każdy z cechów pociągnął przed dom swego Starszego, gdzie także, po uczczeniu go sztandarami, winem zostali uraczeni. Zebrane cechy trzymały następujący porządek: Pierwszy był cech cieśli w sile około 180 ludzi, z 6 bębnami i 3 piszczałkami, pod czerwono-zielono-białym sztandarem. Drugi był cech murarzy, w sile 206 ludzi, 4 bębnów i 4 piszczałek i pod niebieską flagą. Trzeci był cech kowali cum incorporatis, 233 uzbrojonych ludzi, 6 bębnów i 3 piszczałki, pod niebieską flagą. Jako czwarty cech cieśli okrętowych, 186 ludzi, bez broni, z toporami, 3 bębny, 2 piszczałki, pod czerwono-biało-niebieską flagą.
Owego kolektywego udziału w remontach szubienicy przestrzegano w sposób szalenie rygorystyczny. Znana jest historia (nie dotycząca wprawdzie Gdańska, ale dobrze ilustrująca ów rygoryzm panujący w miastach europejskich) jakoby pewien skazaniec trzymany był długie tygodnie w lochu w oczekiwaniu na wykonanie wyroku, bowiem świeżo wyremontowana szubienica oczekiwała na pewnego cieślę, który, bawiąc w podróży, nie mógł uczestniczyć w uroczystym, wspólnym remoncie przeprowadzonym przez jego cech. Kiedy wrócił do miasta wbił symbolicznie jeden gwóźdź w konstrukcję szafotu i wówczas wyrok mógł być bez przeszkód prawidłowo wykonany.
Edwin Rozenkranz stwierdza w swojej ostatniej pracy3, że gdańska szubienica była „potrójna”. Cóż to by miało oznaczać? Zapewne trzy belki na trzech słupach. Taką właśnie konstrukcję widzimy na planie Miasta w dziele Curickego Der Stadt Danzig historische Beschreibung i pozwalam sobie przypuszczać, że na tym właśnie wyobrażeniu oparł prof. Rozenkranz swoje przekonanie. Na planie tym potwierdza się lokalizacja szubienicy na szczycie wzgórza wznoszącego się ponad drogą św. Michała. Stwierdzenie o owej „potrójności” jest o tyle zaskakujące, że w tej samej pracy prof. Rozenkranz pokazuje ilustrację z dzieła P.Mundy’ego, o czym za chwilę.
Zupełnie inaczej przedstawił gdańską szubienicę Chodowiecki, rysując siebie jadącego Wielką Aleją w stronę Miasta. W swoim pamiętniku z podróży do Gdańska pod datą 11 czerwca 1773 r. napisał:
Stąd dostaję się na dobrze utrzymaną aleję, przy której po obu stronach zasadzone są młode drzewa. Wzdłuż alei prowadzą chodniki obsadzone również drzewami. Środkiem alei jezdnia. Na początku alei gdańska straż graniczna, robiąca bardzo smutne wrażenie. Po prawej stronie na wzniesieniu szubienica, nieopodal której stoi mały, biały domek, w którym skazaniec otrzymuje ostatni kubek napoju.
szubienica01.jpg szubienica01a.jpg
Chodowiecki na Wielkiej Alei

Powiększenie fragmentu z szubienicą

Pomińmy to, że owo „nieopodal” w przypadku „małego, białego domku Jeruzalem” – to ponad kilometr, i przyjrzyjmy się ilustracji. Patrząc na nią dostrzegamy z trudem dziwny kształt po prawej stronie Wielkiej Alei – tuż za drzewami, który po bliższym przyjrzeniu się okazuje się być właśnie szubienicą. Łatwo zauważyć, że opis samego Chodowieckiego przeczy temu co narysował. Pisze o szubienicy na wzniesieniu, a rysuje ją tuż obok jezdni Wielkiej Alei – gdzieś na dzisiejszym Trakcie Konnym. Uznajmy to za swoistą „licentia pinctorica”. Szubienica Chodowieckiego jest z całą pewnością murowana, zdaje się być okrągła i mieć trzy filary. Swoją drogą ciekawe co powiedziałby Chodowiecki, gdyby mu oznajmić, że w miejscu, gdzie stoi „mały, biały domek” będzie kiedyś ulica... Chodowieckiego.
Wyżej cytowany Gotthilf Löschin, w I poł. XIX w. – czyli niedługo po zniknięciu szubienicy z krajobrazu Miasta – pisze o niej tak:
Szubienica o murowanych filarach i potężnych belkach znajdowała się przy drodze do Świętej Studzienki, w miejscu gdzie w tym roku (1837) wykonano dwa wyroki ścięcia.
Widać z tego, że, mimo rozbiórki szubienicy, Galgenberg służył nadal w początkach XIX w. jako miejsce wykonywania wyroków śmierci. Dowiadujemy się również o murowanych filarach i zapewne drewnianych belkach, z których składała się szubienica. Tu wypada się zastanowić, z jakiego materiału zbudowano murowane części złowrogiego urządzenia. Biorąc pod uwagę to, że kamień był w XVI w. dość drogi i w budownictwie miejskim dominowała cegła, ta ostatnia właśnie jest główną podejrzaną. Nie jest wykluczone, że szubienica mogła mieć elementy kamienne, jednakże sam korpus oraz filary były raczej konstrukcjami ceglanymi.
Poszukując dalszych informacji o kształcie szubienicy przyjrzyjmy się XVIII-wiecznym planom okolicy. Na planach z 1760 i 1786 r. w miejscu odpowiadającym szczytowi Góry Szubieniczej widzimy w obu przypadkach bardzo zbliżony w kształcie obiekt. Narysowany jest w rzucie z góry i ma kształt kwadratu o mocno zarysowanym obwodzie uzupełnionego o dwie przecinające się przekątne. Na planie z 1760 r. widzimy również jego opis: „Gericht” (dosł. ‘sąd’). Podobnie wyraża się o nim autor relacji o remoncie gdańskiej szubienicy z 1680 r., pisząc „...das Gericht vor der Stadt...” Biorąc pod uwagę lokalizację oraz ów opis, z całą pewnością możemy więc stwierdzić, że mamy do czynienia z interesującym nas obiektem. Jak jednak interpretować te maleńkie i niezbyt wyraźnie rysunki na obu planach? Patrząc na plan z 1760 r. ma się wrażenie, że ukazuje on potężną, ceglaną budowlę na planie kwadratu, z maleńkim „dziedzińcem” i dwiema belkami, krzyżującymi się ponad jego centrum. Tak też (z wyjątkiem owych krzyżujących się belek) wyglądały miejskie szubienice zbudowane na planie czworokątu. Taki obiekt widzimy na rycinie przedstawiającej szubienicę we Frankfurcie nad Menem z 1741 r., na dużo starszej – średniowiecznej jeszcze ilustracji do XIV w. romansu Les trois bossus ménestrels. Podobnie prezentuje się również nieco bardziej rozbudowana szubienica w Regensburgu widoczna na XVI w. rycinie.
mapka1.jpg 1760.jpg mapka2.jpg
1739

1760

1786

frankfurt.jpg zromansu.jpg regensburg.jpg
Szubienica we Frankfurcie n/Menem

Szubienica z romansu Les trois bossus ménestrels

Szubienica w Regensburgu

Obraz szubienicy w XVIII w. uzupełnia rysunek na planie zatytułowanym „Lageplan und Stadtprospekt” z 1739 r. wydanym w Norymberdze. Widzimy na nim obiekt, który, mimo schematycznego zobrazowania, zdaje się być czworokątnym w rzucie murowanym budynkiem z czterema filarami i poprzecznymi belkami. Odpowiada zatem w pełni opisowi Löschina.
Najdokładniejszy obraz gdańskiej szubienicy pokazuje jednak Peter Mundy, angielski podróżnik z I połowy XVII w. W swoim dziele The travels of Peter Mundy, in Europe and Asia, 1608-1667. opisuje on swoją wizytę w Gdańsku i różne kurioza, które w Mieście zaobserwował. Kilka słów poświęca również egzekucji prawa, uzupełniając je szalenie sugestywną ilustracją, podpisaną „Execution of Justice at Dantzigk”. Zgodnie z podpisem rysunek ukazuje dwóch skazańców łamanych kołem, licznych katowskich pomocników, samego miejskiego kata o imieniu „Gregory” i... szubienicę w tle. Już pierwszy rzut oka pozwala stwierdzić, że to nasza, gdańska szubienica, z opisu Löschina i planów z 1739, 1760 i 1786 r. Mamy więc potężny murowany korpus, z murowanymi filarami, na których wspiera się dość skomplikowana plątanina belek, których połączenia zdobią renesansowe hełmy. Czyżby Gdańszczanie byli aż tak bogaci, że urządzeniu penitencjarnemu nadali aż tak bogaty wystrój? Jest to możliwe. Szubienica powstała w I poł. XVI w., czyli w najdostatniejszym okresie gdańskiej historii. Ponadto widać owe krzyżujące się po przekątnych belki znane nam z XVIII-wiecznych planów. Przyglądając się innym rysunkom Mundy’ego (np. tym przedstawiającym stroje polskiej szlachty), stwierdzamy, że posługiwał się dość prymitywną kreską, miał kłopoty z perspektywą, ale jeśli chodzi o szczegóły był bardzo skrupulatny.
mundy.jpg
Execution of Justice in Danzigk - rysunek w dziele Petera Mundy'ego

Dlatego też nie potrójna szubienica z planu u Curickego, nie okrągła, stojąca przy Wielkiej Alei szubienica Chodowieckiego, ale właśnie dziwaczny obiekt narysowany przez Mundy’ego wydaje się być najwierniejszym przedstawieniem budowli na Galgenbergu. Ilustrację uzupełnia krótki opis:
Szubienica o dziwnym kształcie, jest czworokątna, ma 8 belek w poprzek do wieszania, podpory z cegły, drabiny z podwójnymi szczeblami, jedne dla delikwenta, drugie dla kata.
Tu wszystko się wyjaśnia. Dowiadujemy się o ceglanych filarach, a ponadto o podwójnych drabinach stosowanych przy umieszczaniu skazanego na szubienicy. Dlaczego identyczna w kształcie szubienica z planu z 1739 r. nie ma już ani pięciu efektownych wieżyczek, ani czterech belek tworzących kształt piramidy? Czy nigdy ich nie było? Mało to prawdopodobne, ze względu na dużą spostrzegawczość i sporą rzetelność relacji Mundy’ego. Sądzić można by raczej, że usunięto je w trakcie któregoś z remontów w XVII lub XVIII w. ze względu na zły stan techniczny, lub uznawszy ich remontowanie za zbędną ekstrawagancję na którą podupadającego Miasta nie było już stać. Możliwym również jest to, że w trakcie którejś z wojen, które przewaliły się w okolicy od czasu wizyty Mundy’ego do momentu sporządzenia planu miedziane hełmy zostały zarekwirowane przez którąś z armii i już ich nie odtworzono.
Biorąc pod uwagę nieco skomplikowaną, wyżej opisaną w mniej więcej chronologicznym porządku, drogę autora niniejszego artykułu do prezentowanego stanu wiedzy o gdańskiej szubienicy, jej wygląd w czasach jej świetności wyobrażać można sobie w sposób następujący:
rekon.jpg
Wykonując rekonstrukcję wirtualną pozwoliłem sobie na ukazanie kamiennego boniowania narożników korpusu szubienicy, obrysu wejścia, oraz kamiennego pokrycia wierzchu korpusu. Biorąc pod uwagę architektoniczny przepych zwieńczeń szubienicznych belek, trudno bowiem uwierzyć, że ceglany korpus był prostą i pozbawioną najdrobniejszych choćby zdobień ceglaną kostką.
R.Curicke przytacza ciekawą anegdotę związaną z szubienicą. Jest to historia o Oswaldzie Pape, który dokonać miał wielu podstępnych kradzieży, okradając bogatych podróżnych mieszkających w gdańskich gospodach. Pochwycono go na owym procederze w roku 1559 (a więc równo 30 lat po zbudowaniu szubienicy) i skazano na śmierć. Kiedy, zgodnie z przepisami, wisiał, pewien cieśla ściągnął z wisielca spodnie i zabrał je do domu. Kradzież została wykryta i cieśla również skazany został na powieszenie. Dla większego dramatyzmu kazano mu udać się na Galgenberg właśnie w owych skradzionych wisielcowi spodniach. Kronikarz, nie bez racji, stwierdza, że były to bardzo pechowe spodnie, skoro w krótkim czasie powieszono w nich dwóch ludzi.
Po gdańskiej szubienicy nie ma śladu w miejscu, gdzie stała przez 275 lat. Jak wyżej wspomniano, rozebrana została w 1804 r., niemalże jednocześnie z „małym domkiem Jeruzalem”, podobnie jak większość tego typu obiektów w Europie, padając ofiarą okołonapoleońskich reform prawa karnego. Widocznie musiały się bardzo źle kojarzyć, skoro nie można było się ograniczyć po prostu do zaprzestania wykonywania na nich wyroków śmierci przez powieszenie (inne formy pozbawiania życia przestępców, jak już wiemy, z powodzeniem uprawiano w tym miejscu nadal). Tak zniknął z krajobrazu Miasta obiekt, który był bardzo istotnym elementem miejskiej kultury. Samo miejsce zmieniło również bardzo swój charakter. Jest teraz zdziczałym sadem na szczycie wzgórza, częściowo ogrodzonym rozpadającym się płotem, niewidocznym już z Wielkiej Alei. Tak więc ewentualni złodzieje, zmierzający na gościnne występy do Miasta nie mają się już specjalnie czego obawiać, czego efekty niestety widać na co dzień. Amen.

Opracował: prof. wirt. Grün

Ilustracje:
1. i 2. Daniela Chodowieckiego dziennik z podróży do Gdańska z 1773 roku, opr. Małgorzata Paszylka, Gdańsk 2002
3. Fragment Lageplan und Stadtprospekt z: Hanz Wenig, Danzig Betrachtung der Stadt in vier Jahrhunderten, Hamburg 1980
4. i 5. Fragmenty planów z 1760 i 1786 r. - BG PAN
6. www.altfrankfurt.com
7. www.facere.net
8. www.regionalgeschichte.net
9. The travels of Peter Mundy, in Europe and Asia, 1608-1667, London 1925
10. Rekonstrukcja wirtualna: prof. wirt. Grün

 1 Tadeusz Domagała, Decretum Civitatis Danceke gdański kodeks prawa lubeckiego, Gdańsk 2005
 2 Gotthilf Löschin, Beiträge zur Geschichte Danzigs und seine Umgebungen..., Danzig 1837
 3 Edwin Rozenkranz, Gdańska archeologia prawna, Gdańsk 1993


9 września 2006
© 2006 Aleksander Masłowski
© by Akademia Rzygaczy Members