Wydział Morski



Strona główna
ZOO Akademii

Peter von Danzig

Przybył do Gdańska tuż po Zielonych Świątkach 1462 r. wioząc sól z Brouage - portu na zachodnim wybrzeżu Francji. Był to jego dziewiczy rejs. Nosił jeszcze wtedy nazwę francuską „Pierre de La Rochelle” (lub flamandzką "Peter van Rosseel"). Był bowiem własnością francuskiego armatora, Pierre’a Cosimot. Dowódcą był również Francuz - kapitan Marot Boeff. Był to bardzo duży statek, więc zgodnie z przyjętą praktyką nie zawinął od razu do portu na Motławie, gdzie z powodu zbyt dużego zanurzenia mógłby ulec uszkodzeniu. Port motławski był zawsze płytki, więc większe statki rozładowywano częściowo już na redzie i przewożono część ładunku do Miasta na małych jednostkach. Tak też planowano zrobić w przypadku „Piotra z La Rochelle”. Niestety plan ten nie powiódł się, bowiem kiedy statek czekał na redzie na częściowy rozładunek, nadeszła burza, która uszkodziła go w znacznym stopniu. W wyniku uderzenia pioruna zniszczeniu uległ wysoki na 41 metrów grotmaszt (wg. Weinreicha „rozpadł się na dwoje”), padając zniszczył pokład, a tragedii dopełnił pożar, który tenże sam piorun spowodował.
Statek został przyholowany do Miasta, gdzie stał przez kilka lat w porcie, będąc obiektem powszechnego zainteresowania zarówno fachowców (jego karawelowe poszycie „na styk” było czymś nie znanym dotąd w Gdańsku), jak i ogółu mieszkańców – tak wielkiego statku jeszcze bowiem w Gdańsku nie oglądano. Zaraz po wprowadzeniu statku do portu kapitan Marot Boeff wrócił do Francji, zapewne uwożąc pieniądze uzyskane ze sprzedaży przywiezionej soli, przekazawszy uprzednio sprawy związane z dalszymi losami statku w ręce przebywającego w Gdańsku Francuza Pierre’a Bezart. Ten jednak niedługo zajmował się statkiem, jako że wkrótce umarł, a obowiązki plenipotenta francuskiego armatora przejął Bretończyk Pierre de Nantes. Ten ostatni – wobec braku środków na kosztowny remont statku, pożyczył sumę tysiąca grzywien od gdańskich kupców Rolofa Feldstete i Jaspara Lange. Zabezpieczeniem spłaty pożyczki był oczywiście sam statek i jego wyposażenie, złożone tymczasowo w składach na Szafarni. Z bliżej nieznanych względów pożyczone pieniądze nie zostały wykorzystane na doprowadzenie statku do stanu używalności, a może kwota 1000 marek była zbyt mała... Wobec niewywiązania się przez Francuzów z terminów zwrotu pożyczki wierzyciele przejęli na własność statek i jego ekwipunek. Wyprzedając stopniowo elementy wyposażenia statku „wyszli na swoje” na tyle, że stracili zainteresowanie statkiem i de facto porzucili go. Niszczał więc stopniowo w gdańskim porcie. Trwało to tak długo, że władze portu uznały, że czas „wyzłomować” wrak, utrudniający żeglugę w i tak dość ciasnym korycie Motławy. Uratowała go wojna Hanzy z Anglią i Francją.
Rada, przygotowując się do gdańskiego udziału w odwecie na angielskim królu za jego poczynania względem hanzeatów w Londynie, postanowiła wyremontować wrak i przebudować go na potężny okręt wojenny. I tak, w 1470 r., po dziewięciu latach postoju, statek został wyciągnięty na ląd na Brabanku i oddany w ręce gdańskiego szkutnika Hansa Pale, który dokonał gruntownego remontu konstrukcji i poszycia. Następnie przeholowano jednostkę do stoczni na Lastadii, gdzie wykonano dla niej nowy grotmaszt oraz kasztele na dziobie i rufie. Prawdopodobnie dodano również dodatkowy pokład w ładowni, przeznaczony na pomieszczenia dla licznej załogi okrętu wojennego.
PeterVonDanzig01.jpg
Stawianie grotmasztu - ostatni etap remontu Wielkiej Karaweli w 1471 - rysunek Hansa Craemera.

Latem 1471 roku okręt był prawie gotowy. Z handlowego „Piotra z La Rochelle” przekształcony został w „Piotra z Gdańska” ("Peter von Danczik" - według ówczesnej pisowni) – pływającą fortecę z miejscem dla 400 ludzi i uzbrojoną w siedemnaście dział, 15 kusz i jedną hakownicę. Przy pomocy nowego dźwigu – Wielkiego Żurawia – ustawiono maszt, wyposażono okręt w artylerię pokładową i ożaglowanie. 19 sierpnia „Peter von Danzig” wyszedł w swój drugi dziewiczy rejs. Dowodził nim rajca Bernt Pawest, a towarzyszącym okrętem – Michel Ertmann. Rejs prowadził do Brugii we Flandrii.
Trasa i losy okrętu w tej wyprawie znane są z relacji dowódcy – Bernta Pawesta, który regularnie słał Radzie listy z opisami wydarzeń. Listy te są nieocenionym źródłem informacji, bowiem oprócz opisu trasy i bieżących spraw, zawierają relacje na temat technicznych problemów związanych z okrętem.
PeterVonDanzig02.jpg
Zdobycie galaidy z "Sądem ostatecznym" na pokładzie.

W Brugii Pawest dokonał bieżących remontów „Petera”, uzupełnił stan żołnierzy, dobrał dwa dodatkowe okręty i eskadrą złożoną w sumie z czterech jednostek wypłynął w morze 6 stycznia 1472 r., by rozpocząć patrolowanie wód Kanału La Manche. Wyprawa trwała 9 tygodni i zapewniła hanzeatom swobodę żeglugi na Kanale, bowiem eskadra Pawesta skutecznie zniechęcała Anglików do działań zaczepnych przeciw statkom Hanzy. Wieść o pojawieniu się w okolicy gdańskiej "Wielkiej Karaweli" powodowała chronienie się w portach zarówno statków handlowych, jak i okrętów kaperskich. Takie zachowanie wroga uniemożliwiło jednak Pawestowi i załodze eskadry wsławienie się bohaterskimi czynami. Wyprawa omal nie skończyła się tragicznie, bowiem w wyniku burzy 23 lutego 1472 r. pojawił się jeden wielki i kilka mniejszych przecieków w poszyciu okrętu, które tylko cudem udało się opanować i wypompować wodę z kadłuba. Po tym zajściu „Peter von Danzig” wszedł do portu Sluis we Flandrii, gdzie 12 marca 1472 r. wyciągnięto go na ląd i poddano gruntownemu remontowi. Uszkodzenia były tak znaczne, że prace trwały aż do końca czerwca. Niezależnie od szkód, niebezpieczeństwa zatonięcia, którego ledwo udało się uniknąć, sława gdańskiej karaki lotem błyskawicy obiegła północną Europę. Mimo braku dotychczasowego bojowego kontaktu z wrogiem, sama nazwa okrętu budziła paniczny strach u wrogów Hanzy. Przedłużająca się bytność „Petera” w stoczni portu Sluis spowodowała pojawienie się swoistej turystyki, bowiem ludzie z całej Flandrii przybywali do miasteczka, żeby obejrzeć teraz już sławnego olbrzyma, podobnie jak kilka lat wcześniej oglądali go z innych powodów, ale z równym zainteresowaniem Gdańszczanie w porcie na Motławie.
PeterVonDanzig03.jpg
Obraz Adolfa Bocka z 1943 r. przedstawiający ostatni zakręt Motławy. W dumnym okręcie poznajemy bez trudu "Petera von Danzig"

Anglicy i Francuzi na wieść o „uziemieniu” gdańskiego okrętu rozpoczęli śmiałe działania przeciw hanzeatom, przeprowadzając wiele udanych akcji i przejmując kontrolę nad wodami południowej części Morza Północnego i Kanału La Manche. Sprawa powrotu „postrachu wrogów” na morze stawała się pilna.
W tym czasie okręt zmienił właściciela. Rada stwierdziła, że jego utrzymanie staje się zbyt kosztowne, sprzedała go zatem spółce trzech gdańskich kupców. Byli nimi Johann Sidinghusen, Tidemann Valandt i Henrick Niederhof. Zmienił się również dowódca – został nim wsławiony już brawurowymi rajdami przeciw Anglikom, a z czasem najsłynniejszy gdański żeglarz – Paweł Beneke. Beneke wraz z komendą nad okrętem uzyskał udział szóstej części w jego własności. Od Miasta otrzymał list kaperski, uprawniający go do zbrojnego występowania przeciw wrogom Gdańska na morzu w jego imieniu.
Pierwszą decyzją nowego kapitana było udanie się na zimowe leże do ujścia Łaby, skąd wygodniej było rozpocząć działania wojenne w nowym roku.
W kwietniu 1473 „Peter von Danzig” wyszedł w morze wraz z drugim gdańskim okrętem i czterema hamburskimi. Eskadra podzieliła się następnie, a Beneke uwieńczył ów kaperski „sezon” swoim najsławniejszym zwycięstwem – zdobyciem 27 kwietnia 1473 r. płynącej pod burgundzką banderą galaidy z przebogatym ładunkiem – w tym również słynnym „Sądem ostatecznym” Memlinga. Treść legendarnej przemowy Pawła Beneke do żołnierzy i marynarzy, rejterujących wobec przewagi bojowej galaidy, poznać można w Zakładzie Źródłologii Biblioteki Akademii.
Po tym zwycięstwie Beneke skierował „Petera von Danzig” latem 1473 r. do Gdańska, by przekazać należną część łupów pozostałym właścicielom okrętu i uzyskać ich dyspozycje co do dalszych działań.
W następnym roku (1474) doszło do zawarcia między wojującymi stronami pokoju w Utrechcie. Działania kaperskie zostały wstrzymane. „Peter von Danzig” został na powrót statkiem handlowym.
W 1475 r. wyruszyła z Gdańska duża flota, kierując się do Francji. W jej składzie była również Wielka Karawela. Portem docelowym było francuskie Brouage – to samo, z którego 13 lat wcześniej Wielka Karawela – jeszcze jako „Peter van Rosseel” – wyruszyła do Gdańska z ładunkiem soli. Z tego rejsu miała już nie powrócić. W porcie Brouage statek doznał uszkodzenia tak wielkiego, że nie podjęto próby jego naprawy. Wrak rozebrano. Tak dziwnie zakończyła się historia słynnej "Groote Kraveel".
Ostatni rejs do portu z którego statek wyruszył w swój pierwszy rejs... 13 lat... Czyżby fatum? Klątwa?
W tym miejscu urywają się również losy Pawła Beneke.
Jak wyglądał "Peter von Danczik"?
Próbą rekonstrukcji dumy gdańskiej floty było opracowanie Otto Lienaua, profesora Technische Hochschule, który opierał się na zapiskach kronikarskich Caspara Weinreicha, zachowanych listach rajcy Bernta Pawesta i dokumencie zastawnym z 19 maja 1464 r. Wyniki swych badań opublikował w pracy pt. Geschichte und Aussehen des Großen Kraweels "Der Peter von Danzig" / 1462-1475, wydrukowanej w 1942 w zeszycie 21-szym czasopisma Schiffbau Schifffahrt und Hafenbau.
Zgodnie z wynikami badań prof. Lienaua „Peter von Danzig” miał trzy maszty, ponad 52 metry długości, ok. 12 m szerokości, ponad 5 metrów zanurzenia, ładowność około 800 ton i żagle o powierzchni ponad 750 metrów kwadratowych. Biorąc pod uwagę przeciętne rozmiary kogi – dominującego w średniowiecznej bałtyckiej żegludze statku – która zazwyczaj miewała około 25 metrów długości i około 10 szerokości, "Wielka Karawela", która jako pierwszy tego typu statek zjawiła się w Gdańsku, była rzeczywiście wielka.
W tym miejscu trzeba wspomnieć o problemach z klasyfikacją „Petera”. W źródłach z epoki pisze się o nim „Kraweel”, a nawet „Groote Kraweel”. Tłumaczenie tego określenia na język polski wydaje się oczywiste. Jednak w części opracowań na temat „Petera” czytamy o „karaweli” w innych o „karace”. Kto ma rację?
Nie wdając się w szczegółowe opisy obu typów średniowiecznych jednostek, zajmijmy się jedynie tymi cechami, które stawiają je względem siebie w opozycji. Otóż karawela to statek z ożaglowaniem co do zasady łacińskim (trójkątne żagle umocowane ukośnie do masztu), a jeśli nawet pojawia się żagiel rejowy (prostokątny, na rei prostopadłej do masztu) to jedynie na fokmaszcie – pierwszym licząc od dziobu. Dla karaki charakterystycznym jest odwrócenie tych proporcji – żagle są rejowe – łaciński pozostaje samotny na bezanmaszcie, czyli ostatnim licząc od dziobu. Karawela ma płasko zakończoną rufę, rufa karaki jest zaokrąglona. Długość karawel waha się od 15 do 30 metrów, podczas gdy karaki to statki o długości od 30 do ponad 70 metrów. Nadbudówki: w przypadku karaweli jest zazwyczaj jeden kasztel na rufie, a jeśli są dwa, to rufowy jest wyższy niż dziobowy; kasztel dziobowy karaki jest z reguły wyższy od rufowego.
Teraz spójrzmy na rysunek Lienaua – wniosek jest prosty: „Peter von Danzig” karawelą nie był. Oczywiście jest to wniosek słuszny jedynie dla współczesnego nam, systematycznego podejścia. Dla późnośredniowiecznych Gdańszczan był „Groote Kraweel” – którą to nazwą określali wielki statek o, nowym naonczas, „karawelowym” poszyciu „na styk”. Chcąc zachować precyzję określenia i jednocześnie zgodność z ową średniowieczną manierą, nazwę „Groote Krawel” należałoby tłumaczyć jako „wielka krawela” lub, jeśli ktoś woli rodzaj męski, „wielki krawel” – ponieważ „krawel” to, jak widać, coś zupełnie innego niż „karawela”. Na potrzeby niniejszego artykułu przyjąłem jednak zgodną z systematyką okrętową nazwę typu „karaka”, a jeśli zdarza mi się pisać o „Wielkiej Karaweli” to oznacza to jedynie nazwę własną alternatywną dla „Petera von Danzig”.
PeterVonDanzig04.jpg
Rysunek z pracy Otto Lienaua (pokolorowany dla większej czytelności)

Okręt i jego dowódca pamiętani byli w Gdańsku przez wieki (ze zmiennym natężeniem), pojawiając się w miejskich legendach i nazwach. Ta nić pamięci przerwana została brutalnie – jak większość tego co tworzyło hanzeatycki Gdańsk – przez wymianę ludności Miasta po II wojnie światowej.
Scenę walki wielkiej gdańskiej karaki z jeszcze większą galaidą z 1473 r. mogli Gdańszczanie oglądać codziennie jako ruchomy obraz na wieży nazistowskiego schroniska dla młodzieży – Paul-Beneke-Jugendherberge – na Biskupiej Górze, przy wtórze melodii wygrywanych na dzwonach carillionu. Codziennie w południe na wieży pojawiała się galaida, doganiana przez "Wielką Karawelę", okręty zwierały się w walce, następnie maszt galaidy łamał się i, płynąc już burta w burtę, oba okręty znikały na powrót we wnętrzu wieży. Po wojnie carillion wtórujący scenie morskiej bitwy sprzed 500 lat, przeniesiony został na odbudowaną wieżę Ratusza Głównego Miasta, gdzie z uporem godnym lepszej sprawy co godzinę przypominał o tym, że „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, co było zapewne dla dzwonów dość zaskakującą odmianą po latach grania utworów równie nacjonalistycznych (o, rzekłbym, „przeciwnym zwrocie”) na wieży pralni mózgów hitlerowskiej młodzieży. Mechanizm wieżowej bitwy istnieje do dzisiaj. Co stało się z blaszanymi figurami okrętów – niestety nie wiem.
PeterVonDanzig05.jpg PeterVonDanzig06.jpg
Walka okrętów na wieży Paul-Beneke-Jugendherberge

Mechanizm poruszający sceną bitwy morskiej (stan z 2004 r.)

Nazwę niegdysiejszej dumy gdańskej floty nosił przez lata zbudowany w 1936 r. dla Akademischer Segler-Verein (Akademickiego Związku Żeglarskiego) pełnomorski jacht, który od 1991 r. nazywa się „Peter von Seestermuehe” – jak widać zmiana miejsca skąd pochodzić miał „Piotr” zdarzyła się nie tylko „Piotrowi z La Rochelle”. Inny jacht – również będący własnością ASV, w 1994 r. przejął i dumnie nosi zwolnioną nazwę. Szkoda, że legendarnej nazwy nie ma żadna jednostka, której portem macierzystym byłby Gdańsk.

Pojawienie się "Groote Kraveel" w motławskim porcie, jako pierwszej tak wielkiej jednostki, nieszczęśliwa dla armatora, a szczęśliwa dla Miasta przygoda z burzą na gdańskiej redzie, nieoczekiwane objęcie przez Gdańszczan własności olbrzyma i jego późniejsze sławne wyczyny pod wodzą Pawła Beneke, uwieńczone przywiezieniem do Miasta obrazu po dziś dzień będącego jednym z najważniejszych dzieł sztuki w światowych kolekcjach, a wreszcie zakrawający na wyrok przeznaczenia ostatni rejs, dużą kropką zamykający historię „Petera von Danzig”... to wszystko czyni dzieje statku niezwykłymi i zasługującymi na wieczną pamięć Gdańszczan. Żadna inna jednostka nie jest tak mocno i tak wieloma wydarzeniami wpisana w historię Miasta, które swoje znaczenie i bogactwo czerpało przecież właśnie z morza.
PeterVonDanzig07.jpg PeterVonDanzig08.jpg
"Peter von Danzig" na gdańskim znaczku

Model ze zbiorów Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku

Opracował: prof.wirt. Grün

Ilustracje:
1)-3), 5) - Danziger Hauskalender
4) - opr. na podst. Otto Lienau, Geschichte und Aussehen des Großen Kraweels "Der Peter von Danzig" / 1462-1475, w: Schiffbau Schifffahrt und Hafenbau, Heft 21/1942
6) Die Möve 1940
7) - www.seemotive.de
8) - www.rgzm.de

Serdeczne podziękowania dla dra Krzysztofa Gerlacha za pomoc w zrozumieniu zawiłości systematyki średniowiecznych okrętów.

26 lipca 2006
© 2004-2007