Wydział Archistologii



Strona główna
ZOO Akademii

Hilton nad Motławą

Jak donosi prasa, budujący się z rozmachem przy ul. Pędzącej Wody duży obiekt, to pięciogwiazdkowy hotel słynnej, ogólnoświatowej sieci Hilton. Każda nowa inwestycja tej skali w historycznej części Gdańska budzi (zazwyczaj uzasadnione) obawy o jej wpływ na zabytkowe otoczenie. Tym razem stierdzić jednak trzeba, że nie jest źle. W kontekście niektórych recenzji przedstawianych w Galerii Niezrealizowanych Projektów określenie "nie jest źle" stanowi niewątpliwy komplement dla autorów koncepcji zabudowy, jak i dla inwestora. Przyjrzyjmy się więc projektowi.
Zabudowaniu ulega cała pięciokątna działka między ulicami Grodzką, Wartką, Sukienniczą i Targiem Rybnym. Działka ta, po zniknięciu w 1945 r. dotychczasowej zabudowy, byla przez kilkadziesiąt lat obszernym trawnikiem. Tak ciekawe miejsce w centrum Miasta nie powinno się marnować, dobrze więc, że powstanie tam obiekt podnoszący atrakcyjność okolicy.
Hotel ma mieć wszystko, co nowoczesny obiekt tego typu mieć powinien, a więc 150 pokoi, część rekreacyjną z krytym basenem i tarasem na dachu, podziemnym parkingiem i zapleczem konferencyjnym.
Zgodnie z zapewnieniem kierującego zespołem projektantów Stefana Kuryłowicza, prace projektowe poprzedziły studia nad historią miejsca, w którym projekt jest realizowany. Chwała za to najwyższa i oby stało się to wzorem i praktyką wszystkich architektów, tworzących plany rozwoju Miasta. Nie od rzeczy będzie również wspomnieć o tym, że architektci działali w ramach ściśle określonych wytycznych, a więc projekt nie ma charakteru "radosnej twórczości" - tak charakterystycznej dla nowoczesnej architektury - podległ bowiem nadzorowi służb konserwatorskich, mało tego - wobec zdecydowanej postawy konserwatora projektant zmienił pierwotnie znacznie mniej pasujące do okolicy plany wyglądu fasad. Taki powinien być właśnie model powstawania projektów dla miejsc, w których nie jest obojętnym co i jak zostanie zbudowane.
z15179.jpg
Projekt budzi ciepłe uczucia już na pierwszy rzut oka. Znacznie cieplejsze, kiedy przyjrzeć się wizualizacji ukazującej południową (tę od strony Motławy) fasadę hotelu, nieco chłodniejsze przy oglądaniu pozostałych. Fasada od strony rzeki bardzo sprawnie komponuje się z otoczeniem, pozostając nowoczesna. A więc jest to możliwe (oczywiście że jest!) i to właśnie jest nawiązanie - w przypadku tego projektu nie będące jedynie pustym sloganem. Bryła hotelu nawiązuje zarówno do skali otoczenia, jak i do schematu podziałów fasady sąsiedniej kamienicy oraz do charakterystycznego dla Gdańska materiału - czerwonej cegły (mogłaby być o ton ciemniejsza, ale miejmy nadzieję, że z czasem się przybrudzi). Nawiązania są przypieczętowane formą dachu - niemalże identycznego jak na kamienicy obok. Szklana część budynku wkomponowana jest w całość w sposób tak nienachalny, że nie przytłacza reszty założenia, nie dominuje nad nim, nie jest - jak to się często zdarza - jedynym elementem godnym uwagi, choć zupełnie nie pasującym do niczego. W elewacji południowej "Hiltona" szkło nie gryzie się z sąsiadującym murem, ani z resztą otoczenia.
z15180.jpg z15183.jpg
Nieco gorzej prezentują się pozostałe trzy fasady. Tutaj projektanci pofolgowali już zbytnio nowoczesności, a raczej ulegli wpływowi charakterystycznego niestety dla nowoczesnej architektury chaosu. Przyznać trzeba, że podział fasad na kamienice o ogólnym kształcie nawiązującym do hanzeatyckiej architektury Gdańska to pomysł dobry. Rozwiązanie to z powodzeniem stosowano od wieków i w Gdańsku sprawdza się ono dobrze od czasów Wielkiej Zbrojowni Antona van Opberghena. Jednakże o wyglądzie gdańskiej kamienicy przesądza nie tylko wąski front i trójkątny szczyt, ale również regularny układ osi symetrii. Tu symetria poszczególnych modułów nieco się niestety zagubiła, a szkoda. Ładniej można by rozwiązać również strefę szczytów poszczególnych "kamieniczek" fasady. Tym niemniej ta część budynku również nie razi nowoczesnością.
Projekt nie stanowi oczywiście bliżej niesprecyzowanego ideału, czyli tego, co Rzygacze lubią najbardziej, jest jednak krokiem w kierunku autentycznego pogodzenia architektonicznej przeszłości z przyszłością.
Jak widać da się projektować tak, by budować, nie niszcząc jednocześnie. Da się przyjrzeć okolicy przed podejściem do deski kreślarskiej (o ile którykolwiek projektant używa jeszcze tego przedpotopowego urządzenia), da się poddać projekt sprawnej weryfikacji konserwatorskiej. Trzeba tylko chcieć i umieć. W tym przypadku osoby zaangażowane w projekt najwyraźniej chciały i umiały. Sam szef zespołu projektowego stwierdził, że obiekt pasuje tylko i wyłącznie w miejscu, dla którego został opracowany. I właśnie o to chodzi.
Gdańsk ma już budynek, który określany jest mianem "Hilton". Jest nim obrzydliwy, pudełkowaty wieżowiec, brutalnie rujnujący harmonię gmachu Victoriaschule przy ul. Kładki. Żartobliwą nazwę nadali mu studenci - mieszkańcy mieszczącego się w nim akademika. Prawdziwy "Hilton" nad Motławą, jeśli zbudowany będzie według projektu zespołu S.Kuryłowicza, będzie jednym z przykładów dobrej, bo nieagresywnej nowoczesnej architektury i, miejmy nadzieję, stanie się punktem odniesienia dla koncepcji dalszej rozbudowy historycznej części Gdańska. Okolica Targu Rybnego, z powstającym "Hiltonem" i Krzywym hotelem - na razie w fazie planów - stałaby się miejscem o bardzo ciekawej architekturze, czego tradycyjnie sobie i Państwu życzę.

Opracował: prof. wirt. Grün

Ilustracje: www.trojmiasto.pl

13 czerwca 2008
© 2004-2009