Wydział Postaciologii



Strona główna
ZOO Akademii
BrostErich.jpg

Erich Brost

1903-1995

Erich Brost urodził się 29 października 1903 roku w Elblągu. Wychował się w protestanckiej, robotniczej rodzinie, jego ojciec – Gustav - był konstruktorem maszyn w zakładach Schichaua, matka Maria zaś pracowała jako krawcowa. Erich miał również starszego o trzy lata brata Curta, który później zrobił karierę urzędniczą.
Brost spędził w Elblągu 10 lat życia, tam chodził do szkoły powszechnej i dzięki swojemu ojcu, robotnikowi niewykształconemu, acz ciekawemu świata i oczytanemu, zaczął interesować się historią. W roku 1913 r. cała rodzina przeniosła się do Kłajpedy, gdzie Gustav Brost dostał posadę w dozorze tamtejszej filii zakładów Schichaua. Nowym życiem cieszyli tylko przez rok, do wybuchu I Wojny Światowej kiedy to Gustav został powołany do armii. Maria, w obawie przed nadciągającym rosyjskim wojskiem, zdecydowała się na powrót z synami do Elbląga. W roku 1915 zaś na stałe przenieśli się do Gdańska, gdzie zamieszkali przy dzisiejszej ulicy Kramarskiej 7. 12-letni wówczas Erich zapewne dotkliwie odczuł wówczas skutki wojny – większą niż zazwyczaj biedę, brak węgla w okresie zimowym, a także brak jedzenia.
W Gdańsku Brost kontynuował naukę w Gimnazjum św. św. Piotra i Pawła. Jednym z profesorów, który już w latach szkolnych, a , także poprzez rozmowy w późniejszych latach, wywarł duży wpływ na ukształtowanie jego socjalistycznych poglądów, był liberalny w zapatrywaniach nauczyciel języka niemieckiego i historii – Meyer. Przedmioty humanistyczne zresztą najbardziej interesowały młodego Ericha, nie przejawiał natomiast większego entuzjazmu względem przedmiotów ścisłych. Prawdziwą pasją Brosta były natomiast książki i prasa – zaczytywał się przede wszystkim dziełami ekspresjonistów i naturalistów, regularnie też przeglądał prenumerowane przez ojca czasopisma, a także dzienniki, który to szczegół jest dość istotny w kontekście jego późniejszych losów.
Idąc w ślady swojego politycznie zaangażowanego ojca, Brost już w wieku 15 lat wstąpił w szeregi Socjalistycznego Związku Młodzieży Robotniczej (Bund der Sozialistischen Jungarbeiter), w którym szybko wybił się na pierwszy plan. Miewał nawet odczyty mające na celu przekonanie młodzieży do socjaldemokratycznych idei. Jeden z takich odczytów, który miał miejsce w październiku 1925 w Kolbudach, nosił tytuł „Historia robotniczego ruchu młodzieżowego”. Nie poświęcał jednak całego wolnego czasu na naukę, czytanie ekspresjonistów czy przygotowywanie odczytów, często bowiem jeździł z kolegami ze Związku na liczne wycieczki poza Miasto - do nadmorskich miejscowości, czy na tereny Szwajcarii Kaszubskiej. W 1920 uzyskał małą maturę i na tym, gnany chęcią usamodzielnienia, zakończył swoją edukację.
Zapewne nie było dla nikogo zaskoczeniem, gdy Brost, zawołany humanista, zdecydował się na zawód księgarza. Do 1924 roku związany był z jedną z największych i zarazem najstarszych gdańskich księgarni „John & Rosenberg”. Pomimo niewątpliwej renomy, jaką cieszyła się owa księgarnia, a także nieograniczonego dostępu do nowości wydawniczych, po czterech latach porzucił pracę. Wraz z przyjacielem Ernstem Hornemannem postanowił poszukać szczęścia w Berlinie, gdzie chciał znaleźć pracę związaną z rozprowadzaniem książek. Najwyraźniej jednak nie był przekonany do robienia kariery w stolicy Rzeszy, gdyż po kilku tygodniach pobytu tam, dał się namówić do powrotu do Gdańska Juliusowi Gehlowi, jednemu z przywódców gdańskiej SPD, który widział w młodym działaczu duży potencjał.
Po powrocie Brost nie został pozostawiony samemu sobie – w 1924, dzięki wstawiennictwu Gehla otrzymał stanowisko w socjaldemokratycznym dzienniku Danziger Volksstimme. Była to praca poniekąd odpowiadająca jego ambicjom, jeszcze pracując w księgarni marzył bowiem o założeniu własnego pisma o tematyce socjaldemokratycznej, skierowanego do młodzieży. Z racji braku odpowiedniego wykształcenia początki były dla niego niełatwe, a dziennikarskie szlify musiał zdobywać podczas codziennej pracy. W Danziger Volksstimme nie brakowało jednak profesjonalnych dziennikarzy, z których rad często korzystał. Jendym z takich zawodowych opiekunów Brosta był Fritz Weber, w latach 30-tych redaktor pisma. W roku 1929 Brost pojął za żonę Margarete Ortmann, sekretarkę z ośrodka doradczego Wolnych Związków Zawodowych. Po ślubie zamieszkali przy Brösener Weg (dzisiaj Bolesława Chrobrego) 37, potem przeprowadzali się jeszcze dwukrotnie – na Holzmarkt (Targ Drzewny) 7, a w 1934 na Schichaugasse (Jana z Kolna) 6.
W Danziger Volksstimme Brost zaczynał karierę od działu lokalnego, gdzie jednym z jego codziennych obowiązków było szukanie informacji z terenu Gdańska. Wiązało się z tym częste przebywanie na ulicach Miasta, poznawanie rozmaitych ludzi a także codziennego życia mieszkańców. Równolegle do kariery dziennikarskiej, Brost realizował się jako aktywny działacz socjaldemokracji – w roku 1932 wszedł do dziewięcioosobowego zarządu SPD, co było dowodem dużego uznania dla jego przenikliwości i inteligencji, działał również w Socjalistycznym Związku Kulturalnym Wolnego Miasta Gdańska. W 1933 w gazecie również doceniono rozeznanie Brosta w meandrach polityki i powierzono mu dział polityczny. Od tego też roku zaczął uczestniczyć w zebraniach Volkstagu jako sprawozdawca. Artykuły, które wtedy powstały, dawały obraz agresywnej polityki narodowego socjalizmu, która wyrażała się m.in. w skierowanych w opozycję napastliwych wystąpieniach nazistowskich posłów. Brost potrafił znaleźć wspólny język jedynie z dwoma działaczami NSDAP – z prezydentem Senatu Hermanem Rauschningiem i jego sekretarzem Georgiem Streiterem. Po dymisji Rauschninga w listopadzie 1934 Brost nawiązał nawet z oboma politykami współpracę.
Godną wspomnienia jest interwencja Brosta w sprawie zajęcią przez hitlerowców siedziby Związków Zawodowych przy Karpfenseigen (Karpiej) 26. Udał się z tym do Rostinga, ówczesnego Wysoki Komisarza Ligi Narodów, spotkał się jednak z obojętnością ze strony dyplomaty. Po zrelacjonowaniu tej rozmowy członkom SPD i przedstawicielom partii Centrum i Niemiecko-Narodowej, zdecydował się pojechać do Genewy, gdzie próbował zainteresować polityków i dziennikarzy wymykającą się spod kontroli sytuacją polityczną w Gdańsku. Dzięki tym staraniom Wolne Miasto przynajmniej chwilowo znalazło się na łamach zachodnioeuropejskiej prasy, ale na tym sprawa się skończyła.
Znacznie lepiej układała się Brostowi współpraca z następcą Rostinga, Seanem Lesterem, jako, że wykazywał on dużo większe zainteresowanie działaniami hitlerowców niż jego poprzednik, Brost informował go o wszelkich poczynaniach nazistów niezgodnych z prawem lub konstytucją. Zaangażowanie Lestera nie kończyło się na pisaniu raportów - gdy hitlerowskie władze wydały zakaz wydawania Danziger Volksstimme na dwa miesiące, Wysokiemu Komisarzowi udało skutecznie interweniować, i w ten sposób - choć tylko na chwilę – powstrzymać godzące w opozycję działania partii nazistowskiej.
W tym czasie Danziger Volksstimme nabrało zdecydowanie antyhitlerowskiego wydźwięku, a dziennikarze spotykali się z licznymi utrudnieniami w pracy, rosło też ich poczucie zagrożenia. Ukazywanie prawdziwej twarzy NSDAP stało się dla Brosta priorytetem. Po wyborach w 1933, w których naziści uzyskali 50-procentowe poparcie, Brost na łamach pisma podał w wątpliwość wiarygodność wyników. A sama choćby polemika z narodowymi socjalistami wymagała dużej odwagi cywilnej, gdyż z czasem zaczęli pozwalać sobie na coraz więcej. W 1934 przeprowadzono rewizję u Brosta i jego redakcyjnego kolegi, Fritza Hirschfelda. Postawiono im zarzut kontaktów z polityczną emigracją, co dla Hirschfelda, jako obywatela Niemiec skończyło się wywiezieniem do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Brost udał się wtedy do Lestera z prośbą o interwencję, która zakończyła się uwolnieniem dziennikarza.
Volksstimme0001.jpg
Tytułowa strona numeru Danziger Volksstimme z 23 marca 1932 r. ze sprawozdaniem z obrad Senatu prawdopodobnie autorstwa E.Brosta

W lutym 1935 posłowie NSDAP uznali, że wynik 50 % jest zbyt skromny i złożyli wniosek o rozpisanie nowych wyborów. Protesty opozycji wobec takich działań spotkały się z ostrą reakcją hitlerowców, doszło nawet do rękoczynów, kiedy to podczas posiedzenia Senatu przewodniczący komunistów Anton Plenikowski został pobity przez posłów nazistowskich. Wobec obecnego na sali Brosta również użyto przemocy, nakazano mu bowiem oddać notatki z zajścia, a gdy ten odmówił, Policja Polityczna odebrała je siłą i usunęła dziennikarza z zebrania. Spotkało się to z negatywną reakcją świadków zdarzenia – ale negatywnymi reakcjami hitlerowcy od dawna się już nie przejmowali. O incydencie tym usłyszano również w świecie za sprawą Seana Lestera, którego sekretarz obecny był na posiedzeniu. Zaniepokojony poczynaniami nazistów Wysoki Komisarz Ligi Narodów wysłał do Genewy raport w którym zawiadamiał o całym zajściu.
NSDAP dopięło swego i nowe wybory zostały rozpisane na kwiecień 1935 roku. Na liście wyborczej SPD na pewnym, ósmym miejscu znalazło się nazwisko Ericha Brosta, co było niemałym wyróżnieniem dla 32-letniego wówczas dziennikarza. Duży wpływ na uznanie tej kandydatury miał Julius Gehl, a poparcie to miało solidne postawy – Brost aktywnie i regularnie uczestniczył we wszystkich zebraniach partii, nieraz przysługiwał się także samemu Gehlowi przygotowując mu przemówienia. Jednak to uznanie wiązało się z niemałym ryzykiem, osoby związane z kampanią wyborczą opozycji nierzadko były zastraszane i padały ofiarami pobicia. Brost również spotkał się z otwartymi atakami ze strony nazistów podczas spotkań przedwyborczych – podczas jego przemówienia w Brętowie hitlerowcy chcąc rozpędzić spotkanie i zastraszyć potencjalnych wyborców socjaldemokracji posunęli się do strzelania w powietrze.
Wyniki kwietniowych wyborów przyniosły rozczarowanie wszystkim partiom. Wśród nazistów, którzy liczyli aż na 2/3 miejsc w parlamencie, a otrzymali 57%, nastąpił kryzys. Opozycja natomiast zgodnie stwierdziła, że wynik NSDAP i tak był mocno zawyżony i tym razem to ona złożyła wniosek o unieważnienie wyborów. Sprawa w końcu upadła, ale wpłynęła znacząco na porozumienie między trzema partiami opozycyjnymi (SPD, Centrum i Niemiecko-Narodowymi), które zdecydowały się nawiązać współpracę wy­mierzoną we wspólnego wroga. Jednym z inicjatorów tego porozumienia był Erich Brost, który już wcześniej utrzymywał kontakty z przedstawicielami partii Niemiecko-Narodowej i Centrum. Brostowi zależało również na nawiązaniu porozumienia z Polską, do czego wraz z kolegami z SPD przekonywał koalicjantów.
Działalność Brosta jako posła w Volkstagu nie przebiegała spokojnie. Szczególnie dawały się we znaki agresja i brak kultury, ze strony posłów nazistowskich. Z racji radykalnego zmniejszenia ilości obrad Volkstagu, a także utrudnianie pracy poselskiej partiom opozycyjnym, Brost nie miał częstej okazji do przemówień. Jedno z jego wystąpień (z 5 maja 1936), mające trwać 10 minut, było przerywane przez narodowych socjalistów aż siedmiokrotnie i to w wielce niewybredny sposób. Brost nie dawał się jednak zbijać z pantałyku, próbował nawet przeciwstawiać się najbardziej agresywnym posłom, zwracając się bezpośrednio do nich. Wypowiedź jednego skwitował w następujący sposób: „Panie Temp, kiedy razem uczęszczaliśmy do szkoły, był pan milszy.” Poniekąd można to uznać za akt odwagi, gdyż poza atakami werbalnymi wobec posłów opozycji zdarzały się też ataki fizyczne, a wszelkim skargom hitlerowcy ostentacyjnie ukręcali łeb.
Brost również jako poseł aktywnie występował przeciwko nazistom. Na uwagę zasługuje jego wystąpienie w sprawie zniesienia rocznicy przejęcia władzy w Rzeszy przez NSDAP, które to wydarzenie naziści ustanowili świętem w Gdańsku. Uzasadniał to przesadnym ingerowaniem partii w sferę życia publicznego, a także tym, że NSDAP „wykorzystuje swoją władzę w tym sensie, aby zwalczać światopoglądy wszystkich innych grup ludności i to z taką agresywnością, jakiej przedtem nie przejawiała żadna partia”. Będąc człowiekiem czynu nie ograniczał się tylko do przemawiania i redagowania gazety – działał także jako emisariusz, o czym wiedziało niewiele osób nawet spośród socjaldemokratów. Niewątpliwie miał wszelkie przymioty potrzebne w poufnej działalności – niezłomność i uczciwość, łatwość w nawiązywaniu kontaktów, świetne rozeznanie w świecie polityki, a także bardziej pragmatyczne walory jak dobrą znajomość angielskiego i kondycję fizyczną. Częste podróże pociągiem wagonami niższego standardu wymagały wytrzymałości, zwłaszcza, że przy każdym wyjeździe trzeba było omijać teren III Rzeszy, co czasem znacznie wydłużało drogę.
W lipcu 1936 roku Brost pojechał do Warszawy, by jako reprezentant trzech partii prowadzić rozmowy z radcą MSZ, Jerzym Warchałowskim. Głównymi tematami było przedstawienie trudnej sytuacji opozycji w Gdańsku i propozycja nawiązania współpracy pomiędzy Wolnym Miastem a Polską. Lato 36 należało do bardzo aktywnych w życiu Brosta, wyjeżdżał do Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Francji, gdzie rozmawiał z politykami, związkowcami i dziennikarzami, m.in. z premierem Francji Leonem Blumem. Wyjazdy te zostały dostrzeżone także w Rzeczpospolitej – polski delegat MSW w Gdańsku w swoim raporcie stwierdził, że misje w Londynie i Paryżu należały do jednych z bardziej znaczących działań w walce z hitleryzmem. Niestety, nie można jednak powiedzieć, że przyniosły one spektakularne efekty. Brost twierdził wręcz, że Anglia celowo hamowała międzynarodowe działania względem Gdańska. W sierpniu ponownie spotkał się z Warchałowskim, gdzie przytoczył mu stanowisko Anglików, którzy „wyraźnie oświadczyli, że ich zdaniem sytuacja opozycji w Gdańsku i jej przyszłość w znacznej mierze zależy od stanowiska Polski i że Polska musi się jednak zainteresować bezpośrednio rozwojem sytuacji wewnętrznej w Gdańsku”. Wyprawy Brosta nie pozostały całkowicie bezowocne – uzyskał fundusze dla socjaldemokracji od II Międzynarodówki, a także doprowadził do przyjazdu do Gdańska dwóch posłów angielskiej Labour Party.
W Gdańsku tymczasem sytuacja SPD i Danziger Volksstimme stawała się coraz cięższa. Nazistowskie władze wprowadzały częstsze zakazy dla ukazywania się pisma, co doprowadziło do poważnych problemów finansowych. Brost w tym czasie otrzymywał 5-10 guldenów pensji, co było kwotą mniej niż skromną. Od biedy ratował dziennikarza jego brat, Curt, do którego udawał się z żoną na obiady, kiedy nie mieli co jeść. Niestety, działalność Ericha nie pozwalała braciom na utrzymywanie bliskich stosunków, Curt, mając rodzinę na utrzymaniu, nie mógł afiszować się więzami rodzinnymi z zażartym opozycjonistą, nie ryzykując przy tym utraty pracy.
GrosseKraemergasse2004_01a.jpg
Tablica na domu przy Kramarskiej 7 poświęcona Brostowi.

Zakaz ukazywania się pisma był ze strony nazistów tylko preludium działań które planowali wobec SPD. 3 października 1936 roku o 14 Policja Polityczna wtargnęła do siedziby Danziger Volksstimme i po rewizji, w takcie której rzekomo znaleziono broń, aresztowano pięciu dziennikarzy. Następnego dnia uderzono w samą opozycję aresztując 74 osoby i w tym przypadku również znaleziono broń, tym razem w mieszkaniach prywatnych najbardziej aktywnych członków SPD, w tym w mieszkaniu Ericha Brosta. Kolejnym krokiem hitlerowców było zdelegalizowanie SPD pod pozorem rzekomego paramilitarnego charakteru partii. Odbiło się to echem w zachodnioeuropejskiej prasie, która z niepokojem patrzyła na tak bezpardonowe rozwiązanie jednej z największych partii Wolnego Miasta. Przebywającego w Gdyni Brosta aresztowanie ominęło, a wkrótce po tych wydarzeniach próbował zorganizować nadzwyczajne posiedzenie partii opozycyjnych i szukał każdej możliwej drogi do wybrnięcia z sytuacji.
Brost do końca października pozostał w Gdyni, gdzie otrzymał pomoc od członków bratniej PPS. Zdając sobie sprawę z problemów, jakie mogą wystąpić po jego powrocie do Wolnego Miasta, zdecydował się na wyjazd do Warszawy. Zamieszkał tam wraz z żoną w budynku Związku Zawodowego Kolejarzy przy ulicy Czerwonego Krzyża, w którym znajdowało się centrum pomocy dla niemieckojęzycznych politycznych emigrantów, głównie związkowców i socjaldemokratów. Brostowie utrzymywali się z zasiłku w wysokości 30 złotych, a także z honorariów za artykuły publikowane w szwedzkiej, fińskiej, duńskiej czy holenderskiej prasie i z okazjonalnych tłumaczeń. Emigracja z całą pewnością nie była dla niego łatwa, nie znał polskiego co utrudniało tak kontaktowemu człowiekowi jak Brost integrację, nie mógł uczestniczyć w pogrzebie ojca w 1937 roku, a przede wszystkim czuł, że w tej sytuacji niewiele jest w stanie zrobić dla opozycji. Jednak nieustępliwy charakter nie pozwolił mu się poddać. Ciągle utrzymywał kontakty z ludźmi z SPD, jeździł także do Gdyni, Tczewa i Bydgoszczy, gdzie spotykał się opozycyjnymi działaczami. Nawiązał też kontakt z nowym Komisarzem Ligi Narodów Carlem J. Burckhardtem, lecz nic poza paroma rozmowami z tej współpracy nie wyszło. Brost dzięki stałym kontaktom z pozostałą w Gdańsku opozycją miał nawet świeższe informacje o poczynaniach hitlerowców niż przebywający w Wolnym Mieście Komisarz, który został skutecznie odizolowany przez hitlerowców od społeczeństwa.
Brost już wtedy zdawał sobie sprawę z nieuchronności wojny, a także z niekorzystnie rozłożonych sił między armią polską a Wermachtem. W obawie przed aresztowaniem i wysłaniem do obozu koncentracyjnego jako zdrajcy narodu niemieckiego na kilka dni przed rozpoczęciem wojny uciekł wraz z żoną przez Litwę, Estonię i Finlandię do Sztokholmu, a potem do Uppsali. Wybór Szwecji wynikł zapewne z tego względu, iż już w połowie 1937 szwedzki minister spraw zagranicznych oferował pomoc dla uchodźców politycznych z Wolnego Miasta. Po kilku tygodniach przeznaczonych na urządzenie się i adaptację, Brost nawiązał kontakty z niemieckimi i austriackimi emigrantami. Podobnie jak w Warszawie, Brostowie w Szwecji żyli ze skromnego zasiłku i honorariów za artykuły. Wolny czas Erich spędzał w bibliotekach, gdzie dokształcał się w zakresie historii, literatury i nauk politycznych. Jednak już wtedy planował wyjazd do Anglii – nie podobała mu się szwedzka polityka ustępstw wobec Rzeszy. Pod naciskiem nazistów zabraniali bowiem Szwedzi niemieckim emigrantom działalności politycznej, a jako że Brost ani myślał siedzieć z założonymi rękoma, na przełomie 1939/40 został aresztowany na trzy miesiące i osadzony w ośrodku dla internowanych.
Po kilku miesiącach szwedzkie władze postawiły mu zarzut przekazywania angielskiemu wydawcy relacji o nazistowskich okrucieństwach w Polsce oraz pomocy w organizowaniu łączności między ruchem oporu w Rzeszy a emigracją. Wtedy, ku zadowoleniu Brosta, wydalono go do Finlandii, gdzie zamieszkał wraz z żoną w Grankulla koło Helsinek. Spędzili tam tylko rok, do czasu, gdy po utraceniu przez Finlandię neutralności Szwedzi cofnęli swoją decyzję i Brostowie wrócili do Uppsali. Pozostał jednak pod policyjną kontrolą, więc nie mogło być mowy o żadnej aktywności politycznej. Pozostawał jednak w kontaktach z uchodźcami, zaprzyjaźnił się wtedy z innym gdańskim emigrantem, Antonem Plenikowskim.
Brost w dalszym ciągu myślał o wyjeździe do Anglii, poprosił więc przebywających tam niemieckich socjaldemokratów o załatwienie wizy, ci z kolei zwrócili się o wstawiennictwo do polskich władz emigracyjnych, które poparły ten pomysł. Jako, że Anglicy obawiając się nazistowskich szpiegów byli nastawieni nieufnie wobec niemieckich emigrantów, starania te trwały ponad rok. Brost wraz z małżonką wylecieli ze Sztokholmu do Aberdeen dopiero w grudniu 1942 roku. Zamieszkali w Londynie, a pomocy finansowej udzielili im zarówno socjaldemokraci, jak i strona polska. Podobnie jak w Szwecji, Brost pogłębiał stale w Anglii swoją wiedzę z dziedziny historii i polityki, zainteresował się ponadto historią Polski. Nie spędzał jednak całego czasu na czytaniu prasy i przesiadywaniu w bibliotekach, dzięki wstawiennictwu znających Brosta posłów Labour Party, socjaldemokratów i polskich władz otrzymał pracę w niemieckojęzycznej sekcji BBC, a Anglicy szybko docenili jego dziennikarskie umiejętności.
Po zakończeniu wojny pomimo, że stosunki pomiędzy polskimi a niemieckimi emigrantami w naturalny sposób się rozluźniły, Brost w dalszym ciągu był w dobrych kontaktach z polskimi politykami. Utrzymywał nawet, że zaproponowano mu wejście w skład Polskiej Rady Narodowej. Otrzymał też propozycję dalszego zatrudnienia w BBC, Nie chciał jednak pozostać w Anglii, czuł, że jego miejsce jest w Niemczech, więc już w 1945, jako jeden z pierwszych, postanowił pojechać wraz z dwoma innymi socjaldemokratami do Niemiec. Emigranci podówczas nie mogli liczyć na ciepłe przyjęcie ze strony Niemców, którzy spędzili okres wojny w kraju, Brost jednak rozumiał taką postawę i zawsze starał się szukać porozumienia. Po przyjeździe do Zagłębia Ruhry dostał pracę w Koelnischen Kurier i Ruhr-Zeitung, a także współpracował z German News Service. Następnie pod koniec 1945 roku redagował w hamburskiej rozgłośni radiowej serwis informacyjny. Kariera dziennikarska rozwijała się szybko, już w 1947 został redaktorem Neue Ruhr-Zeitung. W tym samym roku porzucił tę funkcję, gdyż jego kariera polityczna przebiegała równie błyskotliwie i skierowano go do Berlina. Nie uważał jednak polityki za swoje przeznaczenie i gdy w listopadzie 1947 otrzymał licencję na wydawanie dziennika, poświęcił się temu bez reszty. Rezygnując ze swego partyjnego stanowiska, zaproponował je Willy'emu Brandtowi, późniejszemu kanclerzowi Niemiec. Mimo odsunięcia się od polityki w późniejszych latach nie stronił od kontaktów z politykami, a w gronie jego znajomych znajdowali się m.in. Helmut Schmidt i Helmut Kohl. Brost utrzymywał w późniejszych latach też częste stosunki z Polakami, a w szczególności z Gdańszczanami – Edmundem Cieślakiem, Bronisławem Facem czy Leonem Lendzionem, synem Antoniego.
brost1.jpg
Brost w jesieni życia.

Jego własny dziennik - Westdeutsche Allgemeine Zeitung, prowadzony wraz z Jacobem Funkem zadebiutował na rynku wydawniczym 3 kwietnia 1948 i szybko zdobył popularność. Przez lata zyskiwał na znaczeniu, a zainteresowanie nim czytelników wzrastało bardzo szybko. Z czasem umiejętne zarządzanie gazetą dało początek jednemu z dominujących koncernów prasowych w RFN. Brost, zaczynając jako dziennikarz prowincjonalnej, jakby nie patrzeć, gazety, dzięki własnej ciężkiej pracy, samozaparciu i wybitnej inteligencji stał się potentatem prasowym i przedstawicielem elity finansowo-politycznej Niemiec. Mieszkając w Essen bardzo aktywnie wspierał tamtejsze życie kulturalne, z Essen związał też życie prywatne – w 1966 zmarła na raka jego żona, Margarete. Ożenił się ponownie 8 lat później z sekretarką Anneliese z którą pozostał do śmierci w 1995 roku.
Brost przez lata działał na rzecz polsko-niemieckiego pojednania, był też zwolennikiem przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Został za to uhonorowany w wieloraki sposób. W 1994 z inicjatywy Alfreda Przybój-Jareckiego, wieloletniego przyjaciela Brosta, założono fundację jego imienia przy Fundacji Friedricha Eberta, działającej na rzecz podstawowych wolności demokracji społecznej. W 1996 ustanowiono Gdańską Nagrodę im. Ericha Brosta, przyznawaną za szczególne inicjatywy służące polsko-niemieckiemu pojednaniu. Laureatami tej nagrody byli m.in. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie i Stefan Chwin. W tym samym roku warszawska seria wydawnicza prezentująca problemy polsko-niemieckiej historii otrzymała nazwę Brostiana. Został upamiętniony również w Niemczech - w Dortmundzie istnieje Europejski Instytut Dziennikarstwa im. Ericha Brosta.
Brost był człowiekiem obdarzonym niewyczerpaną chęcią działania, niezłomnym charakterem i niezwykłą inteligencją, człowiekiem bezkompromisowym w poglądach, lecz jednocześnie dążącym do dialogu. Pozostawał wierny ideałom socjaldemokracji gdy stracił pracę, był zmuszony do emigracji, spotykał się z obojętnością polityków, gdy w końcu został aresztowany, nigdy jednak przy tym nie tracił rozsądku i nie narażał się bezzasadnie. Przeciwstawiał się hitleryzmowi także wtedy, gdy nie było realnej szansy na wygraną a inni tracili nadzieję. Wpisuje się zatem bezsprzecznie w nurt tradycyjnego gdańskiego nonkonformizmu.


Opracowała: prof. wirt. Magrat


Ilustracje:
1) M.Andrzejewski, Ludzie Wolnego Miasta, Gdańsk 1997
2) foto: prof. wirt. Grün
3) Archiwum Akademii Rzygaczy
4) www.ebbk.essen.de


6 września 2008




© 2008 Marta Krzyżowska
© 2004-2007