Biblioteka

Strona główna
ZOO Akademii

Stefan Chwin, Dolina Radości

dolinaradosci.jpg
Magrat:
Akcja Doliny Radości pióra Stefana Chwina zaczyna się na początku XX wieku, a rozgrywa się przede wszystkim, zapewne ku rozczarowaniu wielu Gdańszczan zwiedzionych tytułem i nazwiskiem autora, w hitlerowskich Niemczech i stalinowskiej Rosji. Oliwa pojawia się nieraz, a jakże, ale istotą powieści nazwać jej nie można.

Głównym bohater Doliny Radości jest Eryk Stamelmann, który nie tylko obserwuje z bliska najważniejsze wydarzenia XX wieku, ale też będąc niecodziennie utalentowanym makijażystą bierze w nich czynny udział używając swych magicznych zdolności w służbie dobra, a nieraz i zła – w zależności, komu te usługi były potrzebne. I tak m.in. z Żydów robi podręcznikowych aryjczyków, wydatnie przyczynia się do sukcesu Marleny Dietrich, a nawet dostępuje„zaszczytu” poprawiania urody martwego już Lenina. Pomimo że sam nazywa siebie „skromnym pracownikiem piękna” (stwierdzenie to wręcz zbyt namolnie pojawia się w ksiażce), swoim życiorysem i sukcesami mógłby obdarzyć przynajmniej kilkudziesięciu makijażystów Hollywoodu. Tak niezwykła postać, osadzona w „ciekawych czasach” dawała duże pole do popisu. Czy więc Chwin wyeksploatował ten pomysł? Jeśli spojrzeć na obfitą ilość stron można by pomyśleć, że tak. Problem tylko w tym, w jaki sposób autor to zrobił. Dużo miejsca zmarnowały zbyt nachalna i wszędobylska „erudycja”, a także „kwiecistość” wypowiedzi Chwina. Te przypadłości, dość charakterystyczne dla tego autora, mogłyby być smaczkiem książki, jednak przez ich ilość można poczuć duży przesyt. Również namnożenie wątków sprawiło, że mniej więcej od momentu rosyjskiego etapu odyseji Eryka książka nuży.

A jeśli już o Eryku mowa, to tak jak inni bohaterowie Chwina jest w swojej rzekomej wrażliwości i przesadnej indywidualności drażniący. Jest też chorągiewką na wietrze, zazwyczaj robi to, co mu każą bez większych skrupułów i rozterek, co czyni go mdłym i niewyraźnym. Jedyną wyraźną i stałą cechą u Stamelmanna jest to, że nieustannie się zmienia dopasowując się do sytuacji niczym kameleon do tła – jest więc jednocześnie każdym i nikim. Oczywiście jest to zabieg celowy, jednak moim zdaniem niezbyt udany.
Mimo wszystko jednak chciałabym napisać też o zaletach książki – całkiem estetyczna okładka, duży druk, generalnie dobre wydanie.

Dolina Radości to jedna z tych książek, nad którą zachwytów nie będę w stanie zrozumieć mimo najszczerszych chęci. I to nie w fabule leży problem, a w osobie autora, którego książki trącą fałszem i pisarskim nadęciem. Reasumując – przerost formy nad treścią.
© by Akademia Rzygaczy Members