Wydział Symbolologii

Strona główna
ZOO Akademii

Pomnik ofiar tragedii Wilhelma Gustloffa, Goyi i Steubena

Wojna jest wojną i w jej trakcie giną ludzie. Jeśli idą na tę wojnę z bronią w ręku by zabijać, jeśli są agresorami - ich śmierć jest niejako wliczona w koszty przedsięwzięcia. Niestety do dalekiej przeszłości należą (o ile w ogóle istniały) wojny, w których ginęli tylko żołnierze. Wojny strasznego XX wieku to konflikty, które pociągały za sobą niezliczone ilości cywilnych ofiar. Pomniki natomiast stawia się głównie tym, którzy ginęli jako żołnierze, nie zaś tym, których dosięgnęła zabłąkana kula, bomba zrzucona na otwarte miasto, czy torpeda wystrzelona z łodzi podwodnej w okręt, który akurat przewoził cywilnych uciekinierów.
Stawianie pomników jest rzeczą dość delikatną. Pomniki odwołują się bowiem zazwyczaj do uczuć patriotycznych, a w praktyce nacjonalistycznych. Jeśli idzie o pomniki ludzi, mówiących językiem agresora, to sprawa zdaje się być skazana na niepowodzenie.
Z powyższych względów nie ma jak dotąd pomnika ludzi, którzy postradali życie w największych w historii morskich katastrofach - ofiar zatopień niemieckich trasportowców wojennych, wiozących (oprócz normalnego wojennego ładunku i żołnierzy) tysiące ludzi, szukających ucieczki gdziekolwiek, byle dalej od miejsc pustoszonych przez tym razem zwycięską armię spod znaku czerwonej gwiazdy.
Ludzie ci, w większości Niemcy, ale nie tylko, byli wystraszoną, zziębniętą i skuloną masą, widzącą zbawienie w dostaniu się na pokład jednego z okrętów uwożących resztki armii szalonego malarza ze wschodu.
Akcja ewakuacji ludności wschodnich terenów ówczesnej Rzeszy, nazwana błyskotliwie "Hannibal" (od słynnego rzymskiego przysłowia: Hannibal ante portas - czyli 'wróg u bram') była sukcesem. W jej wyniku uratowano około dwóch milionów ludzi, oszczędzając im w ten sposób gwałtu i śmierci z rąk azjatyckich hord. Ale ogólny sukces akcji, poza wszystkimi okolicznościami sprawiającymi, że pozytywna ocena czegokolwiek w tym czasie jest bardzo trudna, na "Hannibalu" kładzie się długi, zimny i smutny cień trzech gigantycznych morskich katastrof, przy których opiewany w licznych dziełach los "Titanica" zdaje się być niewiele znaczącym wypadkiem.
Mowa rzecz jasna o zatopieniu przez dwa radzieckie okręty podwodne trzech niemieckich transportowców - Wilhelm Gustloff ,Steuben i Goya.
PomnikOfiarTragediiWilhelmaG...01.jpg
m/s Wilhelm Gustloff był początkowo statkiem pasażerskim, zbudowanym w latach 30-stych XX w. jako flagowy statek i duma nazistowskiej organizacji Kraft durch Freude ('Siła przez radość'). Służyć miał zasłużonemu wypoczynkowi niemieckich ludzi pracy, na co dzień w pocie czoła budujących potęgę III Rzeszy. Nadano mu imię bohatera hitleryzmu, zastrzelonego w 1936 roku przez żydowskiego studenta, który stał się w nazistowskiej legendzie uosobieniem ofiary "żydowskiego spisku". Po wybuchu wojny zmieniono go w pływające koszary dla załóg okrętów podwodnych Kriegsmarine.
30 stycznia 1945 r. wyszedł z Gdyni - a właściwie z Gotenhafen - wioząc niemieckich żołnierzy (ok. 1200 ludzi), ale głównie tysiące uciekinierów. Łączna liczba ludzi na jego pokładzie, zgodnie z różnymi danymi, waha się od blisko 8.000 do ponad 10.000. Chciało by się dodać sakramentalne "...głównie kobiet i dzieci" - i nie byłoby to wcale nieprawdą.
Pierwszego dnia rejsu, około 21-szej, na wysokości Łeby, trafiony został trzema spośród czterech torped wystrzelonych w jego kierunku przez radziecką łódź podwodną "S-13", dowodzoną przez już uprzednio okrytego niesławą kapitana Aleksandra Marinesko, który gwałtownie musiał wykazać się skutecznością i oddaniem, po serii pijackich, ocierających się o dezercję wybryków.
Co było dalej, łatwo się domyślać. Temperatura powietrza owej nocy wynosiła -21ºC. Przybyłe na miejsce tragedii niemieckie okręty uratowały 838 żywych ludzi.
PomnikOfiarTragediiWilhelmaG...02.jpg
m/s Steuben zwodowany został 1923 r. w Hamburgu jako statek pasażerski. Wówczas nazywał się „München”, a w roku 1931 nadano mu nazwę „General von Steuben”, na pamiątkę pruskiego oficera, a zarazem bohatera wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Nazwa ta została skrócona do samego nazwiska w roku 1938. W 1945 r. włączony został do Kriegsmarine, z przeznaczeniem do ewakuacji niemieckiego wschodu. 9 lutego 1945 wypłynął z Pillau (Pilawy), kierując się do portu Kiel (Kilonii) z około 4.300 ludźmi na pokładzie, z czego mniej więcej połowę stanowili żołnierze.
Tuż przed pierwszą w nocy następnego dnia po rozpoczęciu rejsu ugodzony został trzema torpedami z tego samego okrętu podwodnego, który kilka dni wcześniej posłał na dno „Wilhelma Gustloffa”. Przy zbliżonych do poprzedniej tragedii warunkach atmosferycznych uratować udało się około 600 ludzi.
PomnikOfiarTragediiWilhelmaG...03.jpg
m/s Goya zwodowany został w 1940 r. w Oslo jako statek handlowy. Podobnie jak Steuben w 1945 r. stał się częścią Kriegsmarine, jako okręt przeznaczony do udziału w akcji „Hannibal”. W jednym z ostatnich transportów akcji, 16 kwietnia 1945 r. - z ok. 6.100 uciekinierami na pokładzie - opuścił helską redę kierując się do Kopenhagi, wraz z drugim transportowcem o nazwie "Mercator" - z 5.000 ludzi na pokładzie - i chroniącymi konwój okrętami. Zaraz po rozpoczęciu rejsu konwój zaatakowany został przez radzieckie bombowce, a niedługo później, tuż przed północą, „Goya” trafiony został przez dwie torpedy wystrzelone z radzieckiej łodzi podwodnej L-3, dowodzonej przez Władimira Konowałowa. Zatonął w ciągu siedmiu minut. Jeden z okrętów eskorty podjął się ratowania rozbitków. Uratowano 165 osób. Woda miała temperaturę 3ºC. „Mercator” szczęśliwie wymknął się i ruszył w kierunku Kopenhagi.
Żaden opis nie jest w stanie oddać przerażenia ludzi, krzyku dzieci, wycia tonącego statku...
Ale należy chyba pamiętać o tym co się stało. Czy warto jednak by istniał pomnik tych dwudziestu tysięcy ludzi, którzy zginęli wówczas jako nikły procent uratowanych w ramach akcji „Hannibal”? Uważam, że warto. Dlatego też, jeszcze w 2003 r. zaprojektowałem i wirtualnie odsłoniłem pomnik tych ofiar wojny, zimna i morza. Wówczas pojawił się na nie istniejącej już dziś w zasadzie „Rzygaczowej Stronie Grüna”, a dzisiaj wraca – już w Akademii Rzygaczy.
Nie przytoczę tu treści korespondencji jaką otrzymywałem po pierwszej publikacji pomnika w internecie (i nawiązującego do niego materiału na łamach Gazety Wyborczej) od tzw. „wzburzonej ludności”, bo szkoda słów. Ale pamiętając ton, epitety i owo wzburzenie, chciałbym zaproponowac następujące uzasadnienie wirtualnego istnienia pomnika ofiar tych trzech morskich tragedii: dla tych, którzy litują się nad ich cierpieniem i straszną śmiercią, niech ten pomnik będzie wspomnieniem; dla tych, którzy uważają, że, jako „najeźdźcy” i „pokonani”, nie zasługują na pomnik, niech będzie to pomnik przypominający wszystkim i każdemu narodowi, jak może się skończyć coś, co się pięknie zaczyna, a oparte jest na zagładzie niesionej innym.

Pomnik

PomnikOfiarTragediiWilhelmaG...04.jpg
Ma formę prostego cokołu z piaskowca, na wierzchu którego leży koło ratunkowe, częściowo weń zanurzone. Na kole widnieją nazwy trzech okrętów wiozących uchodźców, które zostały zatopione na Bałtyku w 1945 r. Na trzech stronach cokołu umieszczono napis w języku niemieckim, polskim i angielskim. Napis mówi:
Pamięci mieszkańców
Wolnego Miasta
Gdańska,
Prus Wschodnich
i Zachodnich,
którzy zginęli
w lodowatych
wodach Bałtyku w zimie
1945 roku
PomnikOfiarTragediiWilhelmaG...05.jpg PomnikOfiarTragediiWilhelmaG...06.jpg
Niemiecka strona pomnika

Angielska strona pomnika

PomnikOfiarTragediiWilhelmaG...07.jpg PomnikOfiarTragediiWilhelmaG...08.jpg PomnikOfiarTragediiWilhelmaG...09.jpg
Detal: Wilhelm Gustloff

Detal: Steuben

Detal: Goya

Opracowanie i projekt pomnika: prof. wirt. Grün

Ilustracje:
1) www.ilexikon.coml
2) www.wlb-stuttgart.de
3) www.rijskamp.com

23 września 2006
© 2006 Aleksander Masłowski
© by Akademia Rzygaczy Members