Biblioteka

Strona główna
ZOO Akademii

Malowniczy Gdańsk

(album)

malowniczy.jpg
Inga:
Do „Malowniczego Gdańska”, muszę przyznać, mam sentyment – dostałam tę książkę w zamierzchłych czasach, na początku fascynacji Miastem i byłam nią wtedy zachwycona. Teraz, kiedy po paru latach wzięłam ją ponownie do ręki i ponownie porządnie ją przeczytałam, a nie tylko przejrzałam pośpiesznie obrazki – mój zachwyt, niestety, zmalał…
Nie odpowiada mi, przede wszystkim, sposób rozmieszczenia fotografii i tekstu – po prostu nie lubię, kiedy parę pierwszych stron zajmuje właściwie tylko tekst, a dalsze – same zdjęcia bądź obrazki. Zresztą, sam wstęp też nie powala na kolana: rozumiem, że pozycja ta jest raczej albumem, niż studium nad historią czy architekturą Gdańska – ale, jak na moje upodobania, jest on zbyt chaotyczny, zanadto przemieszane są w nim informacje o historii Miasta jako takiej i wiadomości o architekturze…
Opisy pod fotografiami wydają się być miejscami niedopracowane czysto merytorycznie, chwilami wydaje się, że były napisane od niechcenia i „na odczepnego”. Niektóre teksty robią wrażenie urwanych w połowie, nie wyjaśniają do końca poruszanego w nich tematu (np. „(…) Kierunek, w którym patrzą lwy, miewa znaczenie symboliczne” – ale jakie?). W innych zaś pominięto, wydawałoby się, „tradycyjne” informacje (przykład – na czterech stronach poświęconych piecowi z Dworu Artusa nie ma ani słowa o kaflu z podobizną Dyla Sowizdrzała).
Niestety, w podpisach pod zdjęciami nie ustrzeżono się także przed niezręcznościami stylistycznymi; szczególnie razi mnie zdanie: „Po pożarze wieży Ratusza w 1556 r. gdańszczanie odbudowali ją, przyozdabiając nowym hełmem i zegarem, który wskazuje godziny od 1561r.” i tłumaczenie napisu z Bramy Wyżynnej: „Sprawiedliwości (sic!) i Pobożność dwie są królestw wszystkich podstawy”… Irytuje mnie także nagminne występowanie „kamieniczek” zamiast zwyczajnych „kamienic”; pocieszający jest jednak fakt, że w całej książce nie udało mi się znaleźć koszmarnego słowa „Starówka”…
Od strony wizualnej nie mam za to do albumu praktycznie żadnych zastrzeżeń; zdjęcia są bardzo ładne, ogląda się je z przyjemnością i z przyjemnością do nich wraca. Szkoda tylko, że autorzy pokazali jedynie najbardziej znane, standardowe miejsca w Gdańsku, ograniczając się praktycznie do Głównego i Starego Miasta, kilku zdjęć z Oliwy i Westerplatte…
Podsumowując – „Malowniczy Gdańsk”, pomimo niedociągnięć, to album całkiem sympatyczny. Jest to jednak książka dla kogoś, kto po prostu chce przywieźć sobie z Gdańska pamiątkę, ewentualnie dla osoby, która dopiero zaczyna swoją przygodę z Miastem – bo ktoś, kto na co dzień zajmuje się tematem gdańskim, niczego nowego się z niej nie dowie…
© by Akademia Rzygaczy Members