Wydział Parahistorii


Strona główna
ZOO Akademii

Machandlowe schody

Jednym z ulubionych miejsc spotkań studentów Technische Hochschule czyli gdańskiej Politechniki, był należący do Ernsta Zielke lokal przy Hauptstrasse (dzisiejszej Grunwaldzkiej) pod numerem 52. Lokal nazywano „Machandeltreppe” (Machandlowe Schody), po części z dość oczywistego powodu – nazwy trunku obficie tam spożywanego. Schody w nazwie brały się stąd, że lokal nie był dostępny z poziomu ulicy, a żeby doń wejść trzeba było się dostać na przedproże, pokonując kilkanaście schodków. W tym właśnie lokalu zdarzyła się następująca historia.
MachandloweSchody01.jpg
Reklama firmy Ernsta Zielke, właściciela Machandeltreppe w książce adresowej z 1937 r.

Pewnego wieczora w „Machandlowych Schodach” było, jak zwykle, tłoczno i gwarno. W pewnej chwili do lokalu weszli dwaj młodzi ludzie w strojach studentów Politechniki. Krzyczeli na siebie i wyglądali jakby mieli się zaraz pobić. Sala zamarła obserwując to widowisko. Wtedy zjawiła się kolejna grupa studentów, licząca ośmiu młodzieńców i sprawnie rozdzieliła skaczących sobie do oczu kolegów. Chwilę potem cała dziesiątka siedziała już spokojnie za stołem, a przed nimi kelner ustawiał zamówione 40 kufli piwa i 40 kieliszków Machandla. Sala znowu tętniła gwarem i śmiechem.
Resize_of_UD176Machandeltreppe.JPG
Lokal zwany popularnie "Machandeltreppe" na przedwojennym zdjęciu.

Nagle wbiegł do knajpy człowiek, który moment wcześniej wyszedł, krzycząc, że na przedprożu lokalu stoi samochód. Goście wybuchnęli śmiechem, a w stronę zwiastuna nieprawdopodobnej nowiny posypały się uwagi sugerujące mu, żeby nie pił tak dużo. Zdenerwowany osobnik otworzył szeroko drzwi, za którymi biesiadnicy rzeczywiście zobaczyli dwumiejscowy samochód marki DKW. Wszyscy rzucili się ku wyjściu, żeby podziwiać niezwykłe zjawisko. Pewien pan zaczął krzyczeć, że to jego auto i że trzeba zadzwonić na policję. Tak też się stało, a że posterunek policji był niedaleko, szybko zjawił się funkcjonariusz. Z niedowierzaniem obejrzał stojący w dziwnym miejscu wehikuł, wysłuchał wzburzonej relacji właściciela, chwilę się zastanawiał, po czym stwierdził, że skoro samochód nie został skradziony, to nie jest to sprawa policji. Doradził też, żeby zawołać straż pożarną. Klienci „Machandeltreppe” tymczasem snuli mniej lub bardziej fantastyczne domysły na temat sposobu w jaki auto mogło przebyć schody.
MachandloweSchody02.jpg
Tak mógł wyglądać samochód, który w tajemniczy sposób znalazł się przed wejściem do lokalu.

Wezwana straż pożarna zjawiła się równie szybko jak policja. Strażacy wyskoczyli z czerwonego wozu, wprawnie rozwinęli długie strażackie węże i właśnie mieli je podłączać do hydrantu, kiedy zorientowali się, że nic się nie pali. Dowódca drużyny, dowiedziawszy się powodu wezwania strażaków, oświadczył, że jeśli samochód się nie pali, to nie jest to sprawa straży pożarnej. Oświadczenie to musiał powtórzyć z groźną miną, kiedy tracący cierpliwość właściciel „dekawki” zapytał, czy ma ją w takim razie podpalić, żeby zainteresować straż pożarną swoim kłopotem. Zirytowani strażacy zwijali tym czasem kunsztownie rozwinięte przed chwilą pochopnie węże. Kiedy skończyli, odjechali bez słowa.
Tymczasem na przedprożu knajpy zaczęto burzę mózgów. Padały przeróżne koncepcje od sprowadzenia dźwigu ze stoczni, po użycie zeppelina. Wreszcie ktoś wpadł na pomysł, żeby zwrócić się do studentów Politechniki, którzy przecież na co dzień rozwiązują różne techniczne problemy. Zdesperowany właściciel samochodu wszedł zatem spowrotem do lokalu i rzeczywiście poprosił o pomoc dziesięciu studentów, których już znudziła sprawa tajemniczego wspięcia się „dekawki” na schody, przeto od dłuższej chwili raczyli się znowu swoimi czterdziestoma kuflami piwa i czterdziestoma kieliszkami Machandla. Studenci obiecali opracować metodę zdjęcia samochodu ze schodów pod warunkiem, że jego właściciel zapłaci ich rachunek. Ów zgodził się na to skwapliwie, zapłacił, a studenci, zakasawszy rękawy, unieśli auto i zeszli z nim po schodach i postawili na ulicy. Widząc to, fundator czterdziestu kufli piwa i czterdziestu kieliszków Machandla pokiwał głową i powiedział: „No, teraz to już wiem jak moja dekawka wjechała na schody!”

W Danziger Hauskalender 1990 podczytał: prof. wirt. Grün

21 października 2005
© by Akademia Rzygaczy Members