Wydział Symbolologii

Strona główna
ZOO Akademii

Machandel

Symbole Miasta to nie tylko jego herb, flaga czy charakterystyczne budynki. Na wizerunek miejsca składają się też inne elementy jego historycznego krajobrazu, a wśród nich – o ile są dostatecznie charakterystyczne – również miejscowe trunki. Do takich właśnie charakterystycznych, urastających do jednego z symboli Miasta, należał alkohol o nazwie „Machandel”.
Niestety, ów najbardziej obok słynnej Goldwasser gdański trunek nie był produkowany w Gdańsku. Pochodził z żuławskiej wytwórni rodziny Stobbe w Tiegenhof - dzisiejszym Nowym Dworze Gdańskim.
Tamże, poczynając od 3 maja 1776 r. prowadził swoje przedsiębiorstwo Peter Stobbe, mennonita. Rozpoczął produkcję legendarnego alkoholu zgodnie z recepturą, która pochodzić miała z jego rodzinnych stron, gdzieś w Niderlandach. Kto wie, czy wytwórnia „gdańskiego” Machandla nie mieściłaby się w Mieście, gdyby nasi przodkowie okazali więcej tolerancji dla mennonickich uchodźców z objętych religijnymi prześladowaniami Niderlandów.
Machandel02.jpg
Fabryka rodziny Stobbe w Tiegenhof

peterstobbe.png
Pomnik nagrobny
Petera Stobbe
w Orlofferfeld k/Tiegenhof

Tak czy owak, Peter Stobbe osiadł we wsi Tiegenhof.
Nazwa produkowanego w jego gorzelni trunku pochodzić miała od staropruskiego określenia jałowca. Surowcem do wyrobu Machandla były niebieskie jagody tego krzewu, a gotowy produkt poddawany był leżakowaniu, od długości którego zależała jego jakość i oczywiście cena. Różne były rodzaje Machandla. Najbardziej popularny był „Machandel 00” – podstawowa wersja produktu – do dzisiaj produkowana w Niemczech. Istniała też tańsza wersja, zwana Tafelmachandel. Wersjami droższymi były, przechowywane przez dziesiątki lat w piwnicach wytwórni w Tiegenhof, Machandel „Jubileuszowy”, a także najbardziej ceniony, najdroższy i najstarszy Machandel „Najstarszy rocznik”, który nie był już „biały”, nabierał natomiast barwy koniaku i podobnie też smakował.
Machandla rozlewano do bardzo charakterystycznych butelek w kształcie beczułki z poprzecznym karbowaniem i etykietą w kształcie równoramiennego krzyża. To charakterystyczne opakowanie i etykieta, która była jednym z pierwszych w naszej okolicy chronionych znaków towarowych, były kolejnymi cechami produktu Stobbego, które zapewniały mu popularność – wiadomo było czego się spodziewać w znanej wszystkim baryłce z krzyżem, której wzór został objęty ochroną w roku 1898.
Różnorodność cenowa przy bardzo wysokiej jakości trunku zapewniła mu odbiorców wśród tysięcy miłośników napojów wyskokowych w Mieście, na Żuławach i w bliższej i dalszej ich okolicy. Mimo, że głównymi amatorami taniego Machandla byli portowi robotnicy i żuławscy chłopi, jego różne wersje, stosownie do zamożności degustatorów, spożywane były przez Gdańszczan z różnych grup społecznych. W Mieście dobrze sprzedawały się butelki, na Żuławach raczej gąsiory i beczki.
Przedsiębiorstwo rodziny Stobbe przyczyniło się do wzrostu znaczenia wsi Tiegenhof, która w roku 1881 otrzymała prawa miejskie. Oczywiście głównym źródłem dostatku mieszkańców nowego miasta była praca przy produkcji i dystrybucji produktów gorzelni i browaru. Machandel stał się, czemu się trudno dziwić, przedmiotem dumy mieszkańców i wizytówką miasta.
Z tamtych czasów pochodzi zabawna historia z 1884, kiedy to pruski król, podróżując przez Prusy Zachodnie życzył sobie odwiedzić Tiegenhof. Kiedy przybył na rynek witały go tam władze i elita miasta i tłumy zwykłych mieszkańców. Kiedy wygłoszono uroczyste przemówienia sławiące dostojnego gościa, przyszedł czas na symboliczne ugoszczenie go. Dla wszystkich rzeczą oczywistą było, że króla należy podjąć tym co miasto miało najlepszego, a więc właśnie Machandlem z wytwórni Stobbego i to tym najstarszym, najcenniejszym, bursztynowym. Kiedy więc wystąpił naprzód sam Hermann Stobbe – ówczesny właściciel wytwórni gorzelni – i podał królowi nie kieliszek, nie szklankę, ale duży szklany kufel pełen bursztynowej cieczy, na twarzach miejskich oficjeli i członków świty królewskiej odmalowało się zaskoczenie i przerażenie. Kufel miał pojemność litra, a taka ilość Machandla zwaliłaby z nóg nawet wytrawnego pijaka. Z drugiej strony król, siedzący dostojnie w powozie, nie mógł ani odmówić, ani nie spożyć daru miasta – mogłoby to mieć fatalne skutki protokolarne. Sekundy płynęły, a w głowach miejskich notabli pędziły myśli: Co będzie, jeśli król wychyli kufel i popadnie w stan daleki od trzeźwości. Co będzie się mówiło o mieście, które upiło Jego Wysokość?
Przerażeni mieszkańcy nie wiedzieli, że kufel, który Hermann Stobbe podał królowi nie zawierał wcale trunku, którego wszyscy się w nim spodziewali. Był pełen innego specjału produkcji przedsiębiorstwa Stobbego – piwa z browaru który był również częścią firmy. Król wychylił kufel, uścisnął dłoń Stobbego z wyraźnym zadowoleniem, bo pewnie i jemu kamień spadł z serca, kiedy zorientował się, że monstrualne naczynie nie zawiera mocnego Machandla, a tylko dobre żuławskie piwo. Kufel stał się jedną z najcenniejszych relikwii domu Stobbe i był przechowywany wraz z innymi rodzinnymi precjozami.
Machandel03.jpg Machandel04.jpg
Gdański dystrybutor Machandla i innych produktów Stobbego w księdze adresowej z 1938 r..
Machandelstube.jpg
Wnętrze "Reimannstube" - firmowego lokalu dystrybutora Machandla w Gdańsku przy Hundegasse 23 w latach 40-stych XX w.

Reimann.jpg
Imponujące zapasy Machandla, stanowiące "wojenne dostawy", złożone przed siedzibą probierni J.Reimanna w 1914 r.

W latach międzywojennych, kiedy dystrybucję Machandla w Gdańsku prowadziła firma Reiman, a Gdańsk i jego kurort – Sopot stały się atrakcją turystyczną w pełnym tego słowa znaczeniu, turyści nie wyobrażali sobie opuszczenia Miasta bez mniejszej lub większej „pamiątkowej” flaszki żuławskiej jałowcówki. Przedstawicielstwo znajdowało się w latach dwudziestych przy Hundegasse (Ogarnej) 23, a w późniejszym okresie przy Fleischergasse (Rzeźnickiej) 37.
Machandel05.jpg Machandel06.jpg Machandel07.jpg
Machandel08.jpg Machandel09.jpg Machandel10.jpg
Słynna reklama ukazująca gdański rytuał picia Machandla w wykonaniu aktora Teatru Miejskiego Gustava Norda.
Istniały różne obyczaje związane ze spożyciem Machandla. Znany powszechnie ceremoniał picia go ze śliwką wrzuconą do kieliszka to obyczaj gdański, polegający na tym, że śliwkę należało wyjąć z kieliszka przy pomocy wykałaczki, włożyć do ust, popić Machandlem i złamać wykałaczkę przed odstawieniem kieliszka. Jeśli ktoś się pomylił – stawiał następną kolejkę. Na Żuławach obowiązywał inny zwyczaj. Pół litra Machandla wlewało się do dużego kufla i przyprawiało obficie cukrem, mieszając drewnianym patyczkiem. Z kufla pili następnie wszyscy biesiadnicy, a płacił zań ten, kto wypił przedostatni łyk. Zabawa polegała zatem na tym, żeby tak dopasować taktykę picia do swoich i sąsiadów możliwości, żeby nie wypić owego kosztownego przedostatniego łyku.
W czasie wojny Machandel był dostarczany niemieckim żołnierzom. Nie był już wówczas rozlewany do charakterystycznych butelek, a do zwykłych – często zupełnie przypadkowych butelek po innych alkoholach. Głównym odbiorcą był garnizon bazy okrętów podwodnych w Gotenhafen (Gdyni).
Machandel11.jpg
Zdjęcie reklamowe Machandla.

Koniec wojny wiązał się z ewakuacją właścicieli fabryki i jej pracowników, a także części produkcji. Najcenniejsze beczki najstarszego Machandla przetransportowano do garażu domu w Sopocie, w którym zamieszkali członkowie rodziny Stobbe, kiedy Rosjanie zaczęli zbliżać się na tereny Żuław. W Tiegenhof pozostał jedynie właściciel - Bernhard Stobbe, bowiem fabryka miała status przedsiębiorstwa strategicznego i nie wolno mu było jej opuścić. Po wkroczeniu Rosjan do Sopotu zasoby najcenniejszego trunku zostały oczywiście skonfiskowane przez radzieckiego komendanta miasta. Browar i gorzelnia na Żuławach spłonęły za sprawą zdobywców, a co stało się z 45.000 litrów gotowych spirytualiów można się łatwo domyśleć. Bernhard Stobbe został aresztowany przez Rosjan zaraz po zajęciu przez nich Żuław i wysłany za Ural, gdzie pracował jako niewolnik w kopalni, a później w kołchozie. Zwolniony został 23 października 1949 r. Rodzina spotkała się ponownie w Oldenburgu. Z wojennej zawieruchy udało im się ocalić część dokumentów przedsiębiorstwa – w tym również bezcenną recepturę Machandla. Tuż po powrocie Berharda z rosyjskiej niewoli, po przezwyciężeniu wielu trudności, jego syn, Ott-Heirich Stobbe uruchomił w 1951 r. na nowo produkcję Machandla w dawnych koszarach dragonów w Oldenburgu. Na niemieckim rynku znowu pojawiły się charakterystyczne butelki pełne jałowcówki. Do Gdańska już oczywiście nie docierały.
Machandel12.jpg
Reklama Machandla produkowanego w Oldenburgu

W 1969 roku Bernhard zdecydował się sprzedać przedsiębiorstwo. 1 stycznia 1970 r. nastąpiło jego przejęcie przez firmę G.Vetter. W ten sposób dwustuletni okres funkcjonowania rodzinnej firmy rodziny Stobbe dobiegł końca. Bernhard Stobbe przeszedł na emeryturę. Zmarł 27 czerwca 1982 r. Jego syn, Ott-Heirich, pracował nadal dla nowego pracodawcy i do roku 1982 był szefem sprzedaży jego produktów na północne Niemcy.
Produkcja Machandla odbywała się nadal, jednakże w związku ze spadkiem popytu na żuławską jałowcówkę miała być ostatnio wstrzymana. Oldenburskiego Machandla można jeszcze kupić za kilkanaście euro. Butelka nie przypomina już jednak w niczym firmowej baryłki, pozostała jedynie etykieta w formie równoramiennego krzyża.
Machandel zniknął z Gdańska na wiele lat. Ostatnio jednak nieoczekiwanie pojawiło się w ofercie jednej z gdańskich restauracji coś, co nosi tę nazwę, różni się jednak mocno od przedwojennego oryginału. Różni się - acz dyskretnie - również forma butelki oraz kształt i treść nalepki. Nie ma na niej - co zaskakujące - informacji o licencji na produkcję i sprzedaż trunku, nie ma nawet nic na temat miejsca jego produkcji, no chyba, że uznać za miejsce produkcji adres restauracji uwidoczniony na tylnej etykiecie. Jest za to informacja, że "od ponad 200 lat ten napitek o szlachetnym smaku jest sporządzany według starej receptury z jałowca". Ciekawe czy chodzi o tajną recepturę uwiezioną w końcu wojny z Tiegenhof i czy aktualni właściciele tej receptury wiedzą o trunku sprzedawanym w Gdańsku.
Machandel11.jpg
Po lewej oryginalna, przedwojenna butelka po Machandlu, po prawej zakupiona w jednej z gdańskich restauracji butelka trunku określanego tą samą nazwą.

W Gdańsku nie pije się już ceremonialnie Machandla, szkoda, że ów „narodowy trunek Gdańszczan” odszedł już w zasadzie w przeszłość. Warto jednak pamiętać o nim, jako o jednym z symboli starego Gdańska.

Opracował: prof. wirt. Grün

Ilustracje:
1), 3), 7)-13) Danziger Hauskalender 1966
2) Danziger Heimatkalender 1925
4), 5) Danziger Einwohnerbuch 1938-39
6) Danziger Einwohnerbuch 1942
14) Archiwum Akademii Rzygaczy
15) Unser Danzig
16) foto: prof. wirt. Grün

19 października 2005
© 2005 Aleksander Masłowski
© by Akademia Rzygaczy Members