M U Z E U M
Akademii Rzygaczy


Strona główna
ZOO Akademii

Za Dworem Artusa

Po przejściu wąziutką uliczką Kramarską z Długiego Targu wychodzimy na tyły Dworu Artusa. Można stąd podziwiać tylną, gotycką elewację tej wspaniałej budowli. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na położoną tuż obok Dworu Artusa niepozorną kamieniczkę (jej obecny adres to Chlebnicka 1; w dawnych wiekach ten fragment Prawego Miasta nosił także nazwę Schnüffelmarkt, czyli "Targ niuchany"). W mocno zniszczonym portalu wyróżnia się czerwona płyta nadproża, a na niej złocone litery niemieckiego czterowiersza.
ZaDworemArtusa01.jpg
Napis ten głosi: Was Menschen und der Zeiten Zahn/ dem Hause uebles angetan/ ward hier trotz Krieg mit viel Bedacht/ nach Kraeften wieder gutgemacht.
W miarę dosłowne, niekoniecznie literackie, tłumaczenie napisu brzmiałoby: Co ludzie i ząb czasu uczynili złego temu domowi, zostało tutaj, mimo wojny, z dużą rozwagą i wszystkimi posiadanymi środkami naprawione.
Napis ten stanowi zatem pamiątkę jakichś prac renowacyjnych. Język inskrypcji odbiega nieco od współczesnego niemieckiego, co w połączeniu z nienajlepszym stanem portalu wywołuje wrażenie obcowania z komunikatem sprzed paru wieków. Kilka lat temu pokazałem ten portal mojej znajomej, historykowi sztuki z Wrocławia, i zapytałem, jak ona oceniłaby wiek tego napisu. Ku mojemu zdziwieniu koleżanka od razu poinformowała mnie, że w inskrypcji zawarta jest data: niektóre litery są większe niż pozostałe, i należy je odczytywać jako cyfry w zapisie łacińskim, a więc M=1000, C=100 itd. Fachowo taki zaszyfrowany zapis daty określa się jako "chronostych" (w Gdańsku podobny chronostych znajduje się np. na portalu plebanii przy kościele Mariackim). W przypadku portalu na Chlebnickiej zastosowano pewien nietypowy dla chronostychów zabieg, mianowicie łacińskie "10", czyli "X", zostało ukryte w literze "W". Poniżej zaznaczyłem czerwonym kolorem odpowiednie litery - cyfry.
ZaDworemArtusa02.jpg
Sumując te cyfry dochodzimy do wyniku:
X+C+D+I+M+X+I+I+I+V+I+C+C+X+I+C=10+100+500+1+1000+10+1+1+1+5+1+100+100+10+1+100=1941!!!
Płycina w nadprożu portalu jest zatem pamiątką po pracach konserwatorskich dra inż. Ericha Volmara, a wspomniana w tekście inskrypcji wojna to druga wojna światowa.
Utrzymany w stylu wczesnomanierystycznym dom z 1572 r. przy Chlebnickiej 1 był już ostatnią z kamieniczek, które gdańscy konserwatorzy zdążyli odnowić w ramach prowadzonego od 1934 r. projektu przywracania cennym elewacjom wyglądu, jaki posiadały przed dziewiętnasto- i dwudziestowiecznymi przeróbkami. Nie dotarłem niestety do zdjęcia, które pokazywałoby stan elewacji domu przy Chlebnickiej 1 bezpośrednio przed tą renowacją. Znam jedynie fotografię wykonaną już po zakończeniu prac konserwatorskich:
ZaDworemArtusa03.jpg ZaDworemArtusa04.jpg
1941

1870

Obok fotografia z około 1870 r. - z porównania obu zdjęć widać, że przywracanie pierwotnego wyglądu nie było konsekwentne. Najbardziej rzuca się w oczy, że po renowacji w 1941 r. kamieniczka posiadała okna trzyosiowe, zamiast dwudzielnych, które prawdopodobnie były znacznie bliższe oryginału. Można też odnaleźć inne szczegóły, którymi różnią się te dwa zdjęcia.
W swej wydanej tuż po wojnie książce "Gdańsk, miasto nasze" Jan Kilarski wykorzystał inskrypcję Volmara do antyniemieckiej figury retorycznej: Zwiedzających, nieobojętnych na sprawę wskrzeszenia Gdańska - miasta, zainteresuje treść napisu umieszczonego w portalu zabytkowego domu, starannie przebudowanego jeszcze w czasie tej wojny, co Gdańsk zniszczyła - domu przy ul. Chlebnickiej pod nr. 1. Podaję to w tłumaczeniu: "Co złego czas i człowiek domowi temu uczynili, to w wojennym czasie z rozwagą i w miarę sił naprawiono". Tragicznym jest w tej chwili kontrast treści tej tablicy na tle zniszczenia, jakie dokoła tego miejsca widnieje. Jest w tym jednak i dobra wróżba na przyszłość. Przemawia z tego duch Gdańska, miasta, które nie raz już przez wojnę niszczone, z popiołów powstawało, miasta - miejsca nie niemieckiego: niemieckość nalotem chwilowym tu była, lecz od chwili, gdy je po raz pierwszy "Gyddanyck" pisano, polskiego. Zniknie ta tablica wraz z wszelkim innym niemieckim słowem, którego rola tu się już skończyła; pozostanie, wyrażona w niej wola losu, w którego bezwolnej służbie byli ci, którzy mu służyli. Ten los wolni my, dziś w ręce ująwszy - z ruiny Starego wyprowadzamy Nowy Gdańsk. Zamieszczam ten cytat (podziękowania dla Prof. Grüna) jako ciekawostkę, ale komentować nie czuję się na siłach...
W bardziej merytorycznym polskim piśmiennictwie powojennym panuje tendencja, by krytykować renowację przeprowadzoną przez Volmara. Na przykład Franciszek Mamuszka w 1990 r. pisał: zabudowę południowej strony ulicy Chlebnickiej zaczyna niefortunnie zrekonstruowana w 1941 r. fasada domu nr 1. Jego lico wyłożono klinkierem, a renesansowe kamienne elementy wystroju zastąpiono kanciastymi rautami. Podobnie ostre formy widać w oprawie szczytu. Jedynie portal posiada spokojne renesansowe linie. Z kolei w przewodniku z 1970 r., napisanym przez Lecha Krzyżanowskiego, czytamy: Sztywne formy klinkierowej fasady i fragmentów portalu pozwalają się naocznie przekonać jak znaczna różnica dzieli powojenne prace rekonstrukcyjne od tej ostrej i zimnej fasady.
Ano właśnie z tym ostatnim sprawa wcale nie jest taka jednoznaczna. Np. kilkadziesiąt metrów dalej, po tej samej stronie ulicy znajduje się wybudowany w toku "powojennych prac rekonstrukcyjnych" zwarty blok elewacji kamieniczek (13, 14 i 14a), co do których łatwo się "naocznie przekonać", że zbudowano je z identycznej, dwudziestowiecznej cegły. Tymczasem środkowa fasada ukształtowana jest w stylu późnogotyckim, a dwie skrajne - w manierystycznym, więc należałoby oczekiwać, że w fasadzie gotyckiej będziemy mieli dużą cegłę palcówkę, a w manierystycznych - drobną "holenderkę". Po cóż zresztą sięgać do sąsiednich kamieniczek? mimo wszystkich niedociągnięć, to, co zrobił Volmar ze swoimi współpracownikami, zasługuje chyba na wyższą ocenę niż działanie tych osób i instytucji, które są odpowiedzialne za wygląd kamieniczki przy Chlebnickiej 1 dzisiaj. Jej obecny, dość opłakany stan widać na zdjęciu poniżej:
ZaDworemArtusa05.jpg
Nie bardzo rozumiem, o jakich to formach oprawy szczytu pisał w przytoczonym wyżej cytacie Mamuszka, bo pani z biura wojewódzkiego konserwatora zabytków poinformowała mnie, że kamieniczka nigdy po wojnie szczytu nie miała: od czasu odbudowy pozostawiono ją w tzw. stanie surowym. Renowacja kamieniczki jest, jak się dowiedziałem, "w planach", ale o terminie nic na razie nie wiadomo (wiąże się to z dość skomplikowaną sytuacją własnościową budynku). Ostatnio wymieniono okna pierwszego piętra: zamiast stolarki okiennej malowanej na biało, jest ona teraz zielona. Nie wydaje mi się jednak, by poprawiało to ogólną estetykę zabytku. Ale może w najbliższych latach zmieni coś się i będę mógł tu zamieścić zdjęcie odnowionej i pełnej dawnej urody fasady?
Na zakończenie jeszcze jeden widok tej samej kamieniczki: obraz Alberta Juchanowitza "Dwór Artusa w Gdańsku" z 1841 roku.
ZaDworemArtusa06.jpg

Opracował: prof. wirt. Pumeks



Ilustracje:
3. Zdjęcie z 1941 r., z "30 Dni" nr 46 (2/2003).
4. Zdjęcie z ok. 1870 r. (A. Ballerstaedt?) ze zbiorów Biblioteki Gdańskiej PAN, z albumu Jana Kucharskiego "Dawny Gdańsk", Ossolineum 1990.
6. Albert Juchanowitz, "Dwór Artusa w Gdańsku", obraz ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku, reprodukcja z archiwum Akademii Rzygaczy.
Pozostałe: prof. wirt. Pumeks.


2 czerwca 2005, aktualizacja 30 marca 2007
© Marcin Stąporek 2005
© by Akademia Rzygaczy Members