Biblioteka

Strona główna
ZOO Akademii

Sprawa rewindykacji gdańskich zbiorów muzealnych

Józef Kostrzewski*



Komentarz: artykuł jest ciekawym świadectwem stosunku Polaków do Wolnego Miasta Gdańska w pierwszych latach jego istnienia. Autor, prof. Kostrzewski, był Wielkopolaninem - w tym czasie gorąco zaangażowanym w sprawę przejmowania dóbr kultury z rąk niemieckich. Rok wcześniej udało mu się doprowadzić do scalenia zbiorów archeologicznych Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (Muzeum im. Mielżyńskich, którym kierował od 1914 r.) i dawniejszego Muzeum Prowincjonalnego (Kaiser-Friedrich-Museum). Reprezentował środowisko, które stanowiło zaplecze naukowe rozwijanej m. in. pod wpływem Narodowej Demokracji tzw. polskiej myśli zachodniej. W tym kręgu badaczy żywo interesowano się sprawami polskości na polsko-niemieckich "kresach": Pomorzu, Śląsku, Mazurach, a nawet Łużycach.
W tym, co pisze prof. Kostrzewski o zbiorach gdańskich, widać dwa wyraźne wątki: jeden to typowe dla wszystkich muzealników pragnienie pozyskania atrakcyjnych zbiorów, drugi to troska, że na skutek bierności rządu polskiego te właśnie zbiory, oraz opiekująca się nimi instytucja, są wykorzystywane do walki ideologicznej po stronie żywiołu niemieckiego. Głos Kostrzewskiego nie znalazł oddźwięku i aż do 1939 r. dawne
Westpreussisches Provinzial-Museum pozostawało w zarządzie Wolnego Miasta Gdańska. W tym kontekście ciekawy jest cytat z "Przewodnika po Gdańsku, nakładem Gdańskiej Macierzy Szkolnej" z 1939 r.: "(...) Przeważna część przedmiotów, jak urny, broń kamienna, bronzowa itp. pochodzi z miejscowości, leżących na polskim Pomorzu. Jednakże nazwy tych miejscowości zostały prawie wszystkie przez zarząd muzeum usunięte.".



W historycznym gmachu nad Motławą, t. zw. "Zielonej Bramie" przy Langemarkt 24, który służył ongiś za mieszkanie królom polskim w czasie ich pobytu w Gdańsku, a także w kilku innych budynkach mieszczą się bogate zbiory byłego muzeum prowincjonalnego zachodniopruskiego (Westpreussisches Provinzialmuseum). Obejmuje ono ogromny zbiór okazów przyrody żywej i martwej Pomorza polskiego z działami: botanicznym, zoologicznym, geologiczno-paleobotanicznym i mineralogiczno-petrograficznym, dalej niezwykle cenny naukowo zbiór wykopalisk przedhistorycznych, wreszcie kolekcję ludoznawczą. Poza głównym budynkiem "Zieloną Bramą" mieściła się część zasobów muzealnych w wynajętem mieszkaniu na Jopengasse (większość zbiorów botanicznych), w wieży zw. Milchkannenturm (zbiory ludoznawcze) oraz w szopie w Legan1 służącej jako magazyn muzealny. O wartości naukowej zbiorów świadczy wymownie fakt licznego odwiedzania ich przez uczonych nietylko niemieckich, lecz z rozmaitych krajów zagranicznych. Dla każdego badacza zajmującego się przyrodą czy pradziejami Pomorza, są one niewyczerpaną kopalnią materjałów naukowych. Już ogromny i jedyny w swoim rodzaju zbiór bursztynów mógłby zapewnić muzeum temu stanowisko jakie zajmuje wśród innych muzeów tego typu.
Jako własność samorządowa nie podlegało muzeum rozdziałowi przez aljancką komisję podziału mienia państwowego, która zajmowała się likwidacją dawnej własności państwa pruskiego w Gdańsku (na podstawie par. 107 Traktatu Wersalskiego). Muzeum to należy do tej kategorji obiektów, które - jak gmach Stanów Prowincjonalnych (Landeshaus) lub majątek "Landszafty" zachodniopruskiej - dzielą się nie między Gdańsk i Polskę, lecz między Polskę, Gdańsk i Prusy, jako obecnych właścicieli ziem wchodzących dawniej w skład prowincji zachodniopruskiej. - Gdyby Prusy i Gdańsk zgodziły się na podział według klucza terytorjalnego, t. zn. że Polska otrzymałaby zabytki przyrodnicze i prehistoryczne pochodzące z obszaru dzisiejszego województwa pomorskiego, pozyskalibyśmy dla Polski zbiory imponujące ilością i wartością naukową, które umożliwiłyby odrazu stworzenie podobnego muzeum centralnego dla województwa pomorskiego, jakiem jest obecnie Muzeum Wielkopolskie w Poznaniu. Niewątpliwie znalazłyby się też wówczas fundusze na nabycie reszty zbiorów, przypadłych w podziale Prusom i Gdańskowi. Nie potrzeba zapewniać, jakie znaczenie miałoby dla Polski pozyskanie tych zbiorów, szczególnie, gdyby zdecydowano się zbiory te pozostawić nadal w Gdańsku. Przybyłaby nam od razu w mieście tem placówka naukowa pierwszorzędnej wagi, nie pozbawiona zarazem znaczenia reprezentacyjnego i propagandowego wobec cudzoziemców, zwiedzających licznie Gdańsk.
Mimo niewątpliwego znaczenia, jakie miałoby pozyskanie muzeum wspomnianego dla Polski i mimo zupełnie wyraźnej sytuacji prawnej, czynniki nasze oficjalne dotąd słabo tylko interesowały się tą sprawą. Stworzona w r. 1922 Rada Muzealna w Poznaniu już w początku istnienia zwróciła się w tej sprawie do Ministerstwa Wyznań Rel. i Ośw. Publ. i do Komisariatu Generalnego Rzeczypospolitej w Gdańsku, przedstawiła ją też w r. ub. na zebraniu Centralnej Rady Muzealnej, organu doradczego Min. W. R. i O. P. jak dotąd jednak nic nie słychać o jakichkolwiek krokach powołanych czynników urzędowych w celu odzyskania cennych zbiorów. Ta bierność naszych władz rozzuchwala oczywiście tymczasowych posiadaczy b. muzeum prowincjonalnego w Gdańsku. Jeszcze w r. 1922 władze gdańskie nie liczyły się zupełnie z zatrzymaniem na własność zbiorów, które znajdowały się w t. zw. fiducjarnej administracji Wolnego Miasta. Poza dyrektorem i asystentem wszyscy urzędnicy byli zaangażowani wówczas za krótkoterminowem wypowiedzeniem, a na rok przedtem pruski komisarz likwidacyjny b. prowincji zachodniopruskiej proponował nawet odstąpienie całych zbiorów Polsce za sumę ubezpieczeniową od pożaru, t. j. za 1.500.000 mk. niem. W miarę przedłużania się stanu tymczasowego władze gdańskie przestały liczyć się z możliwością oddania zbiorów, przemianowały muzeum najprzód na "Museum für Naturkunde und Vorgeschichte", opuszczając sprytnie dawny tytuł własności a w roku obecnym nazwali muzeum wprost "Staatliches Museum" (Muzeum Państwowe), anektując je w krótkiej drodze dla Wolnego Miasta. Mamy tu do czynienia z podobnym faktem jaki zaszedł swego czasu z inną instytucją samorządową zachodniopruską, mianowicie b. prowincjonalnem ubezpieczeniem ogniowem, które pod zmienioną nazwą "Die Danzig" również zagrabiono na rzecz Gdańska.
Zreorganizowano też zarząd muzealny, powierzając kierownictwo w miejsce spensjowanego prof. Kumma2 dotychczasowemu asystentowi dr. La Baumowi3, uporządkowano muzeum na nowo i myśli się o przeniesieniu go do nowych obszernych ubikacyj4 w dawnym gmachu Arsenału. Stworzono dalej - w ścisłym związku z muzeum "Gdańskie Towarzystwo Prehistoryczne" (Danziger Gesellschaft für Vorgeschichte), będące równocześnie organem samego muzeum. O duchu, panującym w towarzystwie i celach, jakim służy, świadczą wymownie tytuły wykładów, przez nie urządzanych: Altgermanische Kulturhöhe (prof. Kossinna5 z Berlina), Altgermanische Weltanschauung und deutschchristliche Kunst (dr. Maria Grunewald z Berlina) itd. W ten sposób instytucja naukowa, która już od szeregu lat powinna być w administracji polskiej sprawy przez czynniki urzędowe, staje się miejscem agitacji, mającej budzić w Niemcach gdańskich poczucie krzywdy, wyrządzonej im przez Traktat Wersalski i podtrzymywać w nich przekonanie o niezwykłem posłannictwie narodów germańskich, zasiedziałych od wieków na ziemi pomorskiej i będących prawemi jej dziedzicami. Czy nie byłby nareszcie czas na wszczęcie energicznej akcji w celu pozyskania należnych nam zbiorów gdańskich, czy samorząd województwa pomorskiego nie byłby w pierwszym rzędzie powołany do przypomnienia odpowiedzialnym czynnikom rządowym ich obowiązku w tej sprawie? Dalsza zwłoka nie tylko rozzuchwali Niemców gdańskich, lecz może doprowadzić do przekreślenia słusznych naszych praw i zaprzepaszczenia placówki o ogromnem znaczeniu naukowem i reprezentacyjnem, jaką byłoby muzeum polskie w Gdańsku.


* Józef Kostrzewski (1885-1969), wybitny polski archeolog, od 1919 profesor i współorganizator uniwersytetu w Poznaniu, od 1923 kierownik Działu Przedhistorycznego Muzeum Wielkopolskiego, autor wielkiej liczby prac naukowych, w tym wielu książek. Uważał, że dane archeologiczne świadczą o nieprzerwanej obecności Słowian w dorzeczach Odry i Wisły od środkowej epoki brązu (ok. 1300 lat przed nar. Chr.) aż do początku czasów historycznych. Więcej o profesorze Kostrzewskim na stronach Muzeum Archeologicznego w Poznaniu.
1 Tzw. Składy, okolice dzisiejszych ulic Swojskiej, Twardej, Okrąg.
2 Paul Kumm (1866-1927), botanik, od 1894 kustosz, a w l. 1910-22 dyrektor Westpreussisches Provinzialmuseum w Gdańsku.
3 Wolfgang La Baume (1885-1971), przyrodnik i archeolog, od 1911 kustosz, a w latach 1923-38 dyrektor muzeum w Gdańsku. Był także od 1924 docentem, a od 1928 profesorem Technische Hochschule w Gdańsku, a ponadto wykładał prehistorię na uniwersytecie w Królewcu. Autor licznych prac naukowych i kilku książek.
4 Słowo to - inaczej niż dziś - oznaczało po prostu pomieszczenie ;-)
5 Gustaf Kossinna (1858-1931), językoznawca i prehistoryk niemiecki, profesor uniwersytetu w Berlinie, twórca własnej metody etnicznej w interpretacji materiałów prehistorycznych, autor wielu książek. Poglądy Kossinny zdobyły wielką popularność w Niemczech, a w okresie nazistowskim stały się wręcz składnikiem oficjalnej ideologii państwa hitlerowskiego. Ciekawostką jest fakt, że prof. J. Kostrzewski był uczniem Kossinny i na jego seminarium uzyskał stopień doktora. Stosując w swoich badaniach te same założenia i metody doszedł jednak do krańcowo odmiennych wniosków.

Transkrypcja i przypisy: prof. wirt. Pumeks

19 czerwca 2004
© by Akademia Rzygaczy Members