Biblioteka

Strona główna
ZOO Akademii

Artur Górski - Zemsta Fahrenheita

zemsta.jpg
Magrat:
Notka wydawcy na okładce brzmi niezwykle smacznie - „Mafia próbuje zdobyć tajemnicze, nieznane dotąd, dzieło Rembrandta, które rzekomo należało niegdyś do fizyka, Daniela Gabriela Fahrenheita.”, jeśli dodamy, że dzieło to przedstawiać miał wnętrze bazyliki mariackiej poziom atrakcyjności dodatkowo wzrasta. Wrażenia nie osłabia się nawet gdy autor Artur Górski lojalnie uprzedza, iż wątek ten jest jego czystą fantazją. Nie jest to pierwsza książka Górskiego związana z Gdańskiem – w roku 2010 wydana została pierwsza część cyklu poświęconego tajemniczym artefaktom z przeszłości - „Zdrada Kopernika”.
Może zastanawiać brak recenzji „Zdrady...”. Otóż nie jest to żaden problem, schemat „Zemsty Fahrenheita” jak i poziom są bowiem bardzo zbliżone do książki opiewającej tajemnicze historie z życia wielkiego astronoma i pod pewnymi względami recenzja ta może mieć w zasadzie zastosowanie dla obu tych powieści. Pewnych zbieżności fabularnych nie sposób wręcz nie zauważyć. Poza oczywistościami w postaci zagadki związanej z wielką, naukową osobistością i zależnościami między dwoma głównymi bohaterami (o których później), Artur Górski m.in. wprowadza w obu książkach postaci bałkańskich snajperów z przeszłością, pochodzące z zachodu kobiety w średnim wieku, które na własne życzenie wplątują się kontakty z mafią, usługi seksualne w dość specyficznych warunkach, czy mające to samo podłoże konflikty na zajęciach z kick-boxingu. Jak na tak niewielką objętościową książeczkę to już wystarczająco dużo, by mieć pewne wrażenie deja vu. Na ile jest to jednak zamierzone działanie autora, a na ile ograniczony zasób bohaterów i ich sytuacji życiowych – trudno zgadnąć.
Główny bohater, Łukasz Dybowski, mimo pewnych predyspozycji (inteligent, z zawodu wydawca, po godzinach kick-boxer) został nakreślony bardziej jako typowy everyman, niż jako polska odpowiedź na Jamesa Bonda. Mimo starań brakuje mu przede wszystkim charyzmy i czegokolwiek, co mogło by mu zyskać moją sympatię, bądź też niechęć. Nieco lepiej na tle nijakiego Dybowskiego prezentuje się jego przeciwnik, złośliwy i wygadany Włoch Stefano Parezzo, choć samo ubranie bohatera w ekstrawagancki fioletowy garnitur to trochę za mało, by uczynić z niego barwną postać. Pozostali bohaterowie są już zupełnie mętni i niezapadający w pamięć. Zadziwiło mnie również mało wiarygodne, czy też raczej bezmyślne zachowanie niektórych postaci w pewnych istotnych dla fabuły sytuacjach, bo szczerze wątpię, że autor po prostu chciał wykreować ich na niezbyt rozgarniętych. Takie beztroskie zachowanie prezentuje m.in. jeden z policjantów, który za swoją naiwność będzie musiał sporo zapłacić. Górski kazał policjantom zaliczyć także jeszcze jedną wpadkę, tym razem merytoryczną – choć morderstwo z pierwszych stron powieści miało miejsce pod pomnikiem Neptuna, według jednego z funkcjonariuszy ludzie zaczęli bać się chodzić po Starym Mieście...
Zostawiając już szczegóły książki - literatura sensacyjna według reguł sztuki powinna charakteryzować się wartką akcją, zaskakującymi zwrotami i trzymającymi w napięciu momentami – tego w „Zemście Fahrenheita” (podobnie zresztą jak i w „Zdradzie...”) jest jak na lekarstwo. Można się łudzić, że autor nadrabia te braki ciekawymi bohaterami lub intrygującą fabułą... Niestety, wydaje się, że na atrakcyjnym pomyśle (który również ostatecznie mnie nie ukontentował) się skończyło. Również kompozycja książki nie powala na kolana – miejscami nieco chaotyczna, pełna jest nic nie wnoszących, a nawet „rozcieńczających” fabułę retrospekcji. Zbyt liczne jak na 172 stronicową powieść punkty widzenia również utrudniły mi czytelnicze zaangażowanie.
Za jaśniejszy punkt książki uważam za to reklamę kilku gdańskich lokali i traktującej o Fahrenheicie książki pana Januszajtisa. We wstępie znaleźć możemy nawet podziękowania dla iBedekera (link niestety został podany z drobnym błędem). Ciekawe także były pewne domniemania na temat powodu wyjazdu Fahrenheita z Gdańska. Do nielicznych zalet zaliczyłabym również pewne walory edukacyjne, książka bowiem zawiera parę ciekawostek związanych z tą prawdziwą historią. Podsumowując – pomysł jak najbardziej trafiony, wykonanie – zdecydowanie nie.
© by Akademia Rzygaczy Members