M U Z E U M
Akademii Rzygaczy


Strona główna
ZOO Akademii

Jeruzalem

Każdy, kto zetknął się z gdańskimi legendami, pamięta na pewno mrożącą krew w żyłach historię o osobliwym obiekcie hotelowym, po polsku nazywanym zazwyczaj "Karczma Jeruzalem", a po niemiecku "Häuschen Jerusalem" (domek Jeruzalem). Legenda ta opowiada o parze chciwych karczmarzy (bądź jedynie o karczmarzu nazwiskiem Jerusalem), którzy uzupełniali swoje dochody mordując podróżnych, co do których mieli pewność, że nie mają w Mieście krewnych lub znajomych i że nikt nie będzie ich szukał. Specjalnie przygotowanym winem usypiali nieszczęśliwca, mordowali go, ograbiali z dobytku, a ciało ukrywali pod ziemią za karczmą (według innej wersji w pobliskim lasku). Żeby historia była naprawdę tragiczna, brakuje osobistej tragedii sprawców. Otóż mieli oni syna, który wyruszył szukać szczęścia w świecie (ewentualnie uciekł z domu po konflikcie z rodzicami). Szczęście to znalazł (przynajmniej w kwestiach finansowych), a po wielu latach, zatęskniwszy za domem, spieniężył cały majątek i powrócił do Gdańska jako majętny człowiek, pragnąc zrobić starym rodzicom niespodziankę. Pointa legendy jest oczywista: rodzice nie rozpoznają syna. Ten chwali się bogactwem, obiecuje hojną nagrodę za gościnność nazajutrz i smacznie zasypia. Rodzice, kierując się swoją nieodmienną chciwością, oczywiście mordują go we śnie i zagarniają złoto, które przy nim znajdują. Przeglądając dokumenty, które zamordowany podróżny miał przy sobie, natrafiają z przerażeniem na nazwisko swojego potomka. Jedna z wersji dodaje w tym miejscu makabryczny szczegół o odkopaniu już ukrytego w ziemi ciała, w celu jego identyfikacji – syn pary morderców miał mieć bowiem charakterystyczne znamię na karku, bądź między łopatkami. Matka dowiedziawszy się o strasznej pomyłce traci przytomność i z tego stanu uwalnia ją dopiero rychła śmierć. Ojciec natomiast dobrowolnie zgłasza się w Ratuszu, przyznaje do morderstwa na synu i wszystkich poprzednich. Idąc na Górę Szubieniczną, gdzie ma być łamany kołem, odmawia przyjęcia ostatniego poczęstunku w swojej karczmie.
Tyle legenda. Wszystkich, którzy uważają ją za legendę gdańską, czeka rozczarowanie. Motyw pomyłki zabójczych rodziców i karczmy, w której morduje się podróżnych, jest stary jak gatunek literacki nazywany kryminałem. Identyczną niemalże historię napotkamy w legendach wielu miejsc na świecie, w utworach literackich ("Czerwona oberża" Balzaca, "Niespodzianka" Rostworowskiego) i kilku filmach.
Zwróćmy jednak uwagę na finał legendy w wersji gdańskiej. Karczmarz prowadzony na stracenie odmawia w niej spożycia ostatniego poczęstunku w swojej dawnej karczmie. Tu legenda styka się z historią. Rzeczywiście tuż za ostatnią miejską bramą (Bramą Oliwską), przy drodze prowadzącej na miejsce straceń złoczyńców na Górze Szubienicznej, podawano skazańcowi ostatni, przedśmiertny napitek, po niemiecku nazywany nieco ironicznie Labetrunk (orzeźwiający napój). Ten zwyczaj również jest stary jak świat. Dlaczego w Gdańsku podawano go właśnie w Jeruzalem? Z powodu zbrodni, która wiązała się z tym miejscem? Najprawdopodobniej było odwrotnie. Praktyka dopełniania zwyczaju ostatniego poczęstunku dla skazańca dokonywana w tym miejscu, przy drodze z Miasta na miejsce straceń, spowodowała zapewne wybranie jej jako scenerii gdańskiej wersji legendy o parze zbrodniczych karczmarzy.
Skąd osobliwa, biblijna nazwa obiektu? W opowiadaniu autora słów hymnu Wolnego Miasta, Paula Enderlinga pt. Sztuka złota (Das Goldstück) czytamy:
- Dlaczego ta karczma nazywa się Jeruzalem, co?
- Któryś z poprzednich właścicieli tak ją nazwał. Był na krucjatach przeciwko niewiernym. Ale to było dawno temu.
Taka była prawdopodobnie ludowa etymologia nazwy. Przyznać trzeba, że nie do końca rozmijająca się z prawdą. W miejscu bowiem nazywanym Jerusalemshügel (Wzgórze Jerozolimskie), w przeszłości znajdowała się tzw. Kaplica Jerozolimska, zbudowana jeszcze przez Krzyżaków. Kaplica i teren wokół niej były scenerią corocznie urządzanej przez konwent i załogę gdańskiego zamku swoistej gry wojennej – inscenizacji zdobycia Jerozolimy przez krzyżowców w 1099 r. Rocznica ta, w tak huczny sposób świętowana przez Krzyżaków, przypada na 15 lipca, który to dzień kojarzy się nam z całkiem inną bitwą – również z udziałem rycerzy w białych płaszczach.
1605.jpg
Domek "Jeruzalem" na planie z ok. 1605 r.

A zatem karczma czy kaplica?
Jej istnienie wzmiankowane jest źródłowo dopiero w 1506 r. A istnieć musiała przecież już w średniowieczu. Pochodzący z początku XVII w. schematyczny plan terenów składowych na północ od Miasta, ukazuje w miejscu opisanym jako Jorusalem budynek o skromnej kubaturze. A zatem możliwe, że karczma i kaplica współistniały w tym miejscu od średniowiecza, a przetrwała z tego zestawu jedynie karczma. Możliwa jest również adaptacja zrujnowanej w czasie któregoś z oblężeń kaplicy na potrzeby karczmy. Tu należy zwrócić uwagę na dość konsekwentne określanie obiektu w niemieckojęzycznej literaturze jako Häuschen (domek). Miejsce to nie jest zatem nazywane karczmą, ani w żaden inny sposób przystający do legendy o jej funkcji hotelowej. Owa skromna kubatura "domku" wskazuje na najbardziej prawdopodobną możliwość – budynek ten nigdy nie był karczmą, był natomiast pozostałością dawnej kaplicy, a jego jedyną funkcją wyszynkową było okazjonalne serwowanie ostatniego poczęstunku skazańcowi. Tę wersję zdają się potwierdzać dwie osiemnastowieczne relacje. W pierwszej, pochodzącej z roku 1723, cytowanej przez W. Deurera (Gdańsk i jego kościoły), Th. Meissner mówi o kaplicy, która położona jest przed bramą Młodego Miasta lub też tak zwaną Oliwską, i w której nie znajduje się nic poza dużym krzyżem. Autorem drugiej relacji jest sam Daniel Chodowiecki, który pod datą 11 czerwca 1773 r., w iście nie-malarski sposób zatracając perspektywę pisze: Po prawej stronie na wzniesieniu szubienica, nieopodal której stoi mały, biały domek, w którym skazaniec otrzymuje ostatni kubek napoju. W obu relacjach nie ma ani słowa o karczmie. W. Zernecke w swoim Neuester Wegweiser durch Danzig z 1843 r. podaje lakoniczny opis obiektu: viereckig gemauertes Häuschen (czworokątny murowany domek). Do karczemnej funkcji nawiązuje jedynie przytaczając legendę, stwierdzając jednocześnie, że prawdopodobnie pochodzenie nazwy "domku" bierze się od stojącej w tym miejscu Kaplicy Jerozolimskiej. Kończy opis arcyważną informacją o zburzeniu obiektu około 1804 r. – jednocześnie z miejską szubienicą. Gotthilf Löschin, mistrz detalu gdańskiej historii, a przy tym znawca archiwaliów, które nie dotrwały do naszych czasów, opisując w swoich Beiträge zur Geschichte Danzigs z 1837 r. szubienicę i drogę skazańca ku niej, wspomina o "domku »Jeruzalem«", gdzie skazaniec otrzymuje ostatni napój, kategorycznie sprzeciwia się jednak karczemnemu przeznaczeniu budynku. Podaje natomiast informację o pozostawaniu "domku" pod opieką zarządcy Kościoła Bożego Ciała, z czego wysnuwa wniosek o tożsamości obiektu z dawną Kaplicą Jerozolimską.
Wszystko wskazuje więc na to, że "Karczma Jeruzalem" nigdy nie istniała, a ta powszechnie przyjęta w polskim piśmiennictwie nazwa jest rażącą nadinterpretacją dość późnej legendy.
plan.jpg
Przybliżona lokalizacja domku "Jeruzalem"

Próbując określić dokładniejszą lokalizację "domku Jeruzalem" można pokusić się o porównanie planu okolicy z czasów jego istnienia, a więc sprzed początku XIX w., takiego, na który widać przebieg dróg, które z czasem stały się istniejącymi do dzisiaj ulicami (np. planu okolic Wielkiej Alei z 1786 r.), z planem ukazującym współczesny układ ulic. Nałożenie na siebie dwóch planów wskazuje na umiejscowienie "Jeruzalem" na tyłach posesji przy obecnej Alei Zwycięstwa 52. Jeśli "domek" miał porządne fundamenty – tam właśnie należałoby ich szukać.

Opracował: prof. wirt. Grün

Ilustracje:
1) Miasto historyczne w dialogu ze współczesnością, Gdańsk 2002
2) opracowanie autora z wykorzystaniem fragmentu Interaktywnego Planu Gdańska

Fragment opowiadania P.Enderlinga Das Goldstück w tłumaczeniu autora niniejszego artykułu na podst. tekstu w Unser Danzig 15/1987

3 lipca 2008
© 2008 Aleksander Masłowski
© by Akademia Rzygaczy Members