Biblioteka

Strona główna
ZOO Akademii

Jacek Komuda, Galeony wojny

galeony1.jpg galeony2.jpg
Magrat:
Galeony wojny przykuwają uwagę czytelnika ładną okładką z herbem Miasta wkomponowanym w tytuł, co wyraźnie sugeruje, że Gdańsk będzie istotnym elementem fabuły. Z kolei osoba autora, wykształconego historyka specjalizującego się w opisywaniu Polski szlacheckiej, a przy tym okrzykniętego przez krytyków mianem antysienkiewicza daje nadzieję na kawał rzetelnej pod względem prawdy historycznej literatury. To przede wszystkim połączenie tych dwóch elementów skusiło mnie do sięgnięcia po Galeony. Czy książka ta spełniła moje nie tak w końcu wysokie oczekiwania? Otóż i tak, i nie. Komuda snuje swoją opowieść o demonicznym Lewiatanie na tle rzeczywistych wydarzeń z okresu potopu szwedzkiego i trzeba przyznać, że takie łączenie lekko trącącej fantastyką fikcji z opisami ówczesnych realiów wychodzi mu nadzwyczaj zgrabnie. Sporo miejsca pisarz poświęca na zagadnienie najbardziej nas interesujące - skrupulatne opisy wybranych gdańskich budowli i ich przeznaczenia świadczą o tym, że Komuda starannie przygotował się do pisania. Również doskonałe operowanie archaiczną polszczyzną wraz z licznymi kaszubskimi i niemieckimi wstawkami dodają książce historycznej wiarygodności, choć autor nie ustrzegł się dość podstawowych błędów w użytej niemczyźnie, pomijając umlauty i używając błędnych rodzajników. Trochę zbyt obszerny i przeszczegółowiony opis Bitwy pod Oliwą, choć z względów oczywistych w dużej mierze będący fantazją autora, także nie razi i można go uznać za całkiem prawdopodobny. Plusem są też przypisy na końcu książki, które wyjaśniają i rozwijają poszczególne wątki zaczerpnięte z historii.
Duże wątpliwości budzą natomiast postaci z Dickmannem na czele – Komuda z rozpędu chyba obdarzył go charakterem pasującym raczej do polskiego szlachcica, niż do admirała niderlandzkiego pochodzenia. Jednoznacznie negatywnie ukazał też Gdańszczan wyposażając ich w bogaty zestaw wad takich jak zepsucie, nieudolność czy głupota. Takie usterki sprawiają, że etykietka antysienkiewicza została nadana autorowi na wyrost. I pomimo tego, że nie poleciłabym tej książki miłośnikom Gdańska, muszę przyznać, że jako lektura pociągowa sprawdza się bardzo dobrze.
© by Akademia Rzygaczy Members