M U Z E U M
Akademii Rzygaczy


Strona główna
ZOO Akademii

Kubek do kawy z Gesellschaftshaus Neufahrwasser

Kubek, bo nazwanie przedmiotu filiżanką było by nadużyciem semantycznym, jest typowym, masowym wyrobem z przełomu XIX i XX w. Tego typu masywną, nieco toporną i pozbawioną finezji zastawę stołową produkowano we wszystkich większych europejskich manufakturach. Ten egzemplarz pochodzi moim zdaniem z którejś ze śląskich wytwórni, pomimo, że brak na nim sygnatury. Porcelana codziennego użytku przeznaczona do różnego rodzaju lokali gastronomicznych musiała być odporna na uszkodzenia mechaniczne, niedroga i praktyczna. Próżno szukać w tego typu wyrobach urody i ozdobności charakterystycznych dla przedmiotów używanych przez zamożniejszą część społeczeństwa. Naczynia takie są zazwyczaj białe, ozdobione jedynie skromną kalką z nazwą lokalu, miejsca i nazwiskiem właściciela.
Kubek ma bardzo typową formę, będącą uproszczeniem wzorów przeznaczonych do użytku domowego i kolekcjonerskiego. Forma ta wywodzi się z połowy XIX w. kiedy w północnej Europie modę dyktowała biedermeierowska estetyka. Jest to duży, grubościenny, bardzo ciężki (waży ponad 350 g) kubek. Dzięki temu przetrwał ponad 100 lat jedynie z pęknięciem przy górnej nasadzie ucha.

Na froncie, pośrodku naczynia umieszczono jednobarwną kalkę w kolorze różowym o treści "Gesellschaftshaus Neufahrwasser", zamkniętą w owalnej winiecie, która potwierdza ponad stuletnią historię przedmiotu. Prócz tego stopkę, krawędź i uszko zdobią skromne paseczki w tym samym kolorze. Widać, że niejedną kawę z kubka wypito i niejedną łyżeczką w nim mieszano. Wskazują na to liczne otarcia szkliwa na zewnątrz i wewnątrz naczynia.
Kubek1.jpg Kubek2.jpg Kubek3.jpg
Nazwę "Gesellschaftshaus" najzręczniej można przetłumaczyć jako "Dom Towarzystwa". W polskojęzycznych rejonach tego rodzaju przybytki nazywano resursami. Były to wielofunkcyjne budynki służące ogólnie rozumianej rozrywce i celom towarzyskim. Bywały wykorzystywane jako teatry, miejsca wystawiennicze, sale koncertowe i balowe, a na co dzień jako restauracje i kawiarnie. Były chętnie i tłumie odwiedzane zarówno przez zamożniejszych mieszkańców okolicy jak i przyjezdnych.
Nasuwa się pytanie gdzie w Nowym Porcie znajdował się ów Gesellschaftshaus. Mieścił się przy ulicy, przy której ja mieszkam. Jego adres to Sasperstrasse (Na Zaspę) 57/60 . Został wybudowany w 1904 r. i był własnością niejakiego Splitta. Miejsce wręcz wymarzone na tego typu lokal. Dom Towarzystwa stał przy wschodnim końcu ulicy, nieopodal przystani, przy której zatrzymywały się statki dowożące pasażerów z i do Gdańska. Ulica Starowiślna (Weichselstrasse), z którą graniczył była nadrzecznym deptakiem, z którego rozciągał się piękny widok na Twierdzę Wisłoujście, Mewi Szaniec i Westerplatte.
Plan.jpg Gsh1.jpg
Próbując określić dokładniejsze położenie nieistniejącego Domu Towarzystwa, trzeba sięgnąć do map z początku XX w. i popatrzeć na współczesną zabudowę. Niestety nie przypomina ona klimatem tej sprzed stulecia. Znikły okoliczne lokale rozrywkowe, domy dla marynarzy różnych narodowości i tłumy ludzi spragnionych rozrywki. Poza tym rozległość dawnej działki o numerze 57/60 przy ul. Na Zaspę może wprawić w zakłopotanie. Patrząc od narożnika ulic na Zaspę i Władysława IV (Sasperstr./Bergstr.) na samym rogu stała okazała kamienica wybudowana na przełomie XIX/XX w. nawiązująca w stylu do manieryzmu. Do niej przylegały garaże straży pożarnej, równie leciwe, jak kamienica. Po kamienicy nie pozostał nawet ślad, garaże stoją do dzisiaj. Przypuszczalnie nowoporcki Gesellschaftshaus stał w miejscu gdzie obecnie znajduje się parking jednostki Straży Pożarnej „Florian”.
Na koniec pozostawiłam historię o tym, w jaki sposób kubek trafił po dziesiątkach lat znów do Nowego Portu.

2 lata temu otrzymałam obszernego maila od pewnej Pani mieszkającej w Warszawie. Osoba ta całe lata temu kupowała ode mnie śląską XIX-wieczną porcelanę. Później szperając w internecie trafiła na moje publikacje umieszczone na portalach, forach i blogu. Zapamiętała moje dosyć charakterystyczne imię i nazwisko. Po nitce do kłębka postanowiła do mnie dotrzeć i upewnić się, czy jestem tą samą osobą, o której myślała. Okazało się, że z myślą o mnie kupiła właśnie ten kubek od sprzedawcy z południa Polski. Pani Maria postanowiła zrobić mi prezent i chciała, żeby kubek wrócił "do domu". Niestety różne koleje losu sprawiły, że przeleżał u niej, prawie zapomniany, 2 lata. Na szczęście w marcowe, słoneczne popołudnie odebrałam od kuriera niewielką paczkę z wielkim prezentem.

Pani Mario. Jeszcze raz serdecznie dziękuję, za taki wspaniały podarunek. To naprawdę niezwykłe, że są ludzie, którzy bezinteresownie potrafią obcej osobie sprawić tyle radości.

Przypuszczam, że sam kubek jako pamiątkę z pobytu w Nowym Porcie zabrał któryś z gości "Gesellschaftshausu", a po dekadach trafił do kogoś handlującego starociami i poprzez Panią Marię w moje ręce. I w ten sposób historia po raz kolejny zatoczyła koło.

Opracowała: prof. wirt Fritzek
© by Akademia Rzygaczy Members