Wydział Bellografii
i Certaminologii


Strona główna
ZOO Akademii

Wojna z Rzecząpospolitą

W 1575 r. Rzeczpospolita, tradycyjnie skłócona wewnętrznie, obrała sobie dwóch królów: 12 grudnia cesarza Maksymiliana II Habsburga, a w trzy dni potem Annę Jagiellonkę, a na jej męża wojewodę siedmiogrodzkiego Stefana Batorego.
Już za poprzedniego Jagiellona Rzeczpospolita podjęła próby wycofania się z przywilejów nadanych Miastu przez jej niegdysiejszego króla, Kazimierza Jagiellończyka. Jednym z przejawów tej tendencji były konstytucje Karnkowskiego - przejściowy sukces polskiej dyplomacji w walce przeciwko uprzywilejowanej pozycji miejskiej republiki. Podwójna elekcja po niesławnej rezygnacji Henryka de Valois z funkcji polskiego króla, stała się bezpośrednią przyczyną wznowienia konfliktu między Gdańskiem a Rzecząpospolitą. Gdańszczanie łączyli nadzieje na utrzymanie swojej pozycji z postacią króla-elekta Maxymiliana, ten niestety zmarł wkrótce (12 października 1576 r.), a Stefana Batorego koronowano w Krakowie w maju 1576 r. Stany pruskie złożyły mu hołd w Toruniu, zabrakło jednak wśród nich przedstawicieli Gdańska. Uznanie nowego króla za następcę Jagiellonów w ich zwierzchnictwie nad Miastem, uzależniło ono od potwierdzenia i zagwarantowania posiadanych przywilejów - nie różnił się w tym Gdańsk wcale od polskiej szlachty, która w identyczny sposób wymuszała na kolejnych swoich wybrańcach zatwierdzenie własnych przywilejów. Trzeba zaznaczyć, że Gdańszczanie wówczas wyraźnie oświadczali, że nie chodzi im o zerwanie związków z Polską - to byłoby ekonomiczne samobójstwo - a jedynie o zaprzestanie przez polskich królów łamania obetnic udzielonych "po wieczne czasy" przez ich poprzedników, a nierzadko przodków.
01.jpg 02.jpg 03.jpg
Stefan Batory na potrecie Marcina Kobera, ok. 1583 r.

Anna Jagiellonka wg Marcina Kobera, 1595 r.

Maksymilian Habsburg wg. Atrium heroicum Caesarum, regum imaginibus illustr., Augsburg 1600-1602.

Batory, wybrany na króla Polski pod hasłem "wojennego nam trzeba pana", nie zawiódł oczekiwań swoich wyborców i przystąpił szybko do działań odwetowych względem nieposłusznego miasta. Wezwał tedy Gdańsk na królewski sąd do Malborka, ale przedstawiciele Miasta nie stawili się tam, co było o tyle logiczne, że nie mogli się stawić na "królewski sąd" osoby, której za króla nie uznawali. Wobec takiej postawy, Batory 15 września 1576 r. wyznaczył pięciodniowy termin oczekiwania na gdańską pokorę, a wobec jego bezskutecznego upływu, 24 września 1576 r. obłożył Gdańsk banicją, za rzekomą zdradę stanu. Spowodowało to wybuch nastrojów antypolskich i antykatolickich w Mieście. Tłumy ruszyły na "polskie" klasztory Karmelitów, Dominikanów i Brygidek oraz na oliwską siedzibę Cystersów. Jednocześnie przystąpiono też do "czyszczenia przedpola", czyli palenia wsi wokół Gdańska, motywując to koniecznością wojenną. Dziwnym jednak trafem najbardziej strategicznie położone, a przez to skazane na unicestwienie, były dobra biskupa włocławskiego Stanisława Karnkowskiego oraz dobra katolickich klasztorów. W ten sposób spłonęły m.in. Sopot i Brzeźno. Przewidując, że konflikt z Batorym nie zakończy się wymianą not dyplomatycznych, Gdańszczanie postanowili zatroszczyć się o stan wojska i fortyfikacji. W tym celu zlecono miejskiemu budowniczemu, Janowi Kramerowi, zajęcie się miejskimi umocnieniami, zwiększono liczebność miejskich oddziałów sprowadzając z Danii najemników i powołując tzw. kompanie obywatelskie spośród mieszczan oraz zaczęto się rozglądać za odpowiednim dowódcą dla tej armii.
04.jpg
Panorama Gdańska wg. F.Hogenberga, 1573.

W październiku 1576 r. w Toruniu odbywał się sejm Rzeczypospolitej, przy okazji którego gdańska delegacja, z burmistrzem Konstatnynem Ferberem na czele, wyłuszczyła Batoremu stanowisko Miasta, podtrzymując propozycję uznania go królem w zamian za gwarancję posiadanych przez Gdańsk przywilejów. Jak się łatwo domyśleć, nie odjechali następnie spokojnie w stronę domu. Porywczy Węgier kazał uwięzić posłów, anulował przywileje handlowe Gdańska, nakazał konfiskatę majątku Gdańszczan w Rzeczypospolitej, a cały handel morski planował przenieść do Elbląga. Energiczne działania "króla wojennika" nie spotkały się jednak z entuzjazmem wśród stanów sejmujących. Nikt nie miał specjalnej ochoty "umierać za Gdańsk", płacić na ten cel tym bardziej, a do tego szlachta obawiała się wpływu konfliktu z "oknem na świat" na swoje dochody. Oburzony Batory miał to ponoć skwitować stwierdzeniem: "Złymi stróżami jesteście swojej wolności."


Gdański grosz oblężniczy z 1577 r. - podobiznę królewską zastąpiono wizerunkiem Chrystusa.

Tymczasem Gdańsk miał już odpowiedniego dowódcę dla swojej armii. Okazał się nim Jan Winkelborch (w niektórych źródłach nazywany "Winkelbruch"), pochodzący z Kolonii, niegdysiejszy landsknecht z czasów wojen religijnych w Rzeszy, wsławiony wieloma brawurowymi i skutecznymi akcjami militarnymi. 24 grudnia 1576 roku, przybył nieco już wiekowy Winkelborch do Gdańska i zaczął roztaczać przed Radą śmiały plan rozbicia polskiej armii w polu, zanim ta dotrze pod Miasto. Udało mu się przekonać Gdańszczan do tych zamiarów. 7 kwietnia 1577 r. armia złożona z trzech tysięcy najemników, wspartych kilkoma tysiącami mieszczan, wymaszerowała przez miejskie bramy i skierowała się na południe. Miasto żegnało swoich obrońców wiwatami i salwami z dział. Ledwie jednak to wspaniałe wojsko zdążyło przekroczyć linię obwałowań, zerwała się straszna burza, która spowodowała, że w szeregach zapanował zamęt i panika. Nie wiedzieć czemu warunki atmosferyczne tak przeraziły zaprawionych w boju landsknechtów i przyzwyczajonych do zmiennej pogody Gdańszczan. Dość na tym, że wycofujący się bezładnie do Miasta żołnierze i mieszczanie, próbowali przepłynąć fosę - na mostach wszyscy się nie mieścili - i wielu z nich potopiło się przy okazji. W Gdańsku odebrano ten niemiły incydent jako przestrogę. Ale widać nie dość skuteczną, skoro Winkelborch ponownie przekonał Radę o nieodzowności uderzenia na Polaków z dala od Miasta. Może decyzję o ponownym wyprowadzeniu wojska poza bezpieczne miejskie fortyfikacje ułatwiły rajcom wieści o coraz dalszym zapuszczaniu się polskich wycieczek w posiadłości wiejskie Gdańska i niemiłosiernym ich grabieniu.
06.jpg
Constantin Ferber

Już w tydzień po niefortunnym wymarszu wojska gdańskie były ponownie gotowe do rozprawienia się z armią Batorego. 16 kwietnia 1577 r. gdańska armia rozpoczęła marsz w kierunku Tczewa. W dziesięć dni później, nad Jeziorem Lubieszowskim, napotkała wojsko polskie pod komendą hetmana Jana Zborowskiego, który otrzymawszy wiadomość o kierunku marszu gdańskiej armii wyprowadził swoje skromne siły w pole, dla obrony Tczewa pozostawiając jedynie kilkudziesięciu ludzi z roty kasztelana lubelskiego Firleja.
Siły strony polskiej stanowiło: 1132 husarzy, 215 kozaków, 680 piechurów, 2 działka polne i 27 hakownic. Strona gdańska, zgodnie z przedstawionym Batoremu po bitwie raportem hetmana, przedstawiała się następująco:
Proporzec samych knechtów . . . 600
Kapitan Kleimer          "         . . . 500
      "      Lemka           "         . . . 600
      "      Estereicher    "         . . . 600
      "      Ransau          "         . . . 500
      "      Wecztein        "         . . . 300
Cechów mieszczanów, którzy dwie chorągwie mieli, powiadają ich być więźniowie jedni 8 a drudzy 10 tysięcy, gdyż pewnej liczby nie wiedzą, albowiem co żywo szło jak na pewny bitunek:
pieszego ludu strzelnego . . . . . . 3100
mieszczan z cechy . . . . . . . . . . . 8000
suma jazdy . . . . . . . . . . . . . . . . . 800
Dział gwater slangów sztuk . . . . . . 4
Dupel flangoneth . . . . . . . . . . . . . . 1
Moździerzów na śrót do strzelania,
     które kotami zowią, sztuk . . . . . 2
Wozów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 3,
na których działek żelaznych . . . . 30.
Według źródeł gdańskich mieszczan nie było więcej niż pięć tysięcy.
Noc z 16 na 17 kwietnia upłynęła bez incydentów. Obie armie czekały do świtu, kiedy to rozpoczęto zrazu niezbyt znaczące działania zaczepne. Główne siły gdańskie zbudowały dla siebie prowizoryczne szańce za jeziorem, nie daleko wsi Lubieszów, natomiast artyleria została rozlokowana na pobliskim wzgórzu. Winkelborch kazał zbudować most przez wpadającą do jeziora rzekę, bowiem umyślił sobie obejść niepostrzeżenie jezioro i zaatakować Polaków od tyłu. Manewr ten nie udał się jednak, bowiem wszystko wskazuje na to, że Zborowski wpadł na identyczny pomysł, przeto kiedy rozgorzała bitwa walczono po obu stronach jeziora. Mimo wielokrotnej przewagi liczebnej, w starciu z ciężką konnicą Mikołaja Żółkiewskiego, armia gdańska poniosła całkowitą klęskę. Część armii gdańskiej, która zamierzała obejść jezioro została do niego zepchnięta. Próbując przebyć jezioro wpław, wielu żołnierzy utonęło. Tych, którzy próbowali uciekać lądem wyrzynali ze szczególną zaciekłością hajducy, głusi na protesty samego hetmana. Okoliczna ludność wzięła aktywny udział w rzezi, o czym hetman pisze: Ich pobitych ludzi trudno wiedzieć, bo w pogoni różno je bito, a ktemu chłopstwo po lesiech, po górach, po wsiach, po stodołach bili, mordowali.. Pogoń za uchodzącymi Gdańszczanami była tak zajadła, że na polu bitwy wieczorem udało się zgromadzić zaledwie około dwóch setek jazdy, która wraz z pozostałą na miejscu piechotą ruszyła w kierunku Tczewa, by bronić go przed gdańskim desantem zbliżającym się Wisłą.
Na polu bitwy zostały gdańskie tabory, 40 armat, sztandary i kilka tysięcy zabitych po stronie gdańskiej oraz ponad tysiąc wziętych do niewoli. Według raportu hetmana, pochowano na polu bitwy 4416 zabitych. Polacy ponieśli niewielkie straty – nie więcej niż stu poległych i drugie tyle rannych. Głównym powodem przegranej było zachowanie nie umiejących się bić mieszczan, którzy ulegli panice i skutecznie uniemożliwili walkę zawodowym zabijakom z oddziałów zaciężnych.
Atak na Tczew od strony wody również zakończył się porażką, tyle że już nie tak krwawą jak bitwa lądowa. Brak wiadomości od sił lądowych posiał zwątpienie wśród załóg okrętów, które w porę wycofały się spod Tczewa, unikając kolejnej rzezi, jaką zgotowałby im z pewnością wojewoda sandomierski Jan Kostka, który przybył do Tczewa z kilkoma dużymi działami.
Odpowiedzialnością za dotkliwą porażkę obarczono - i słusznie - wodza, czyli Winkelborcha. Oczywistym jego błędem było zabieranie na wyprawę wojenną pospolitego ruszenia miejskiego, które zapewne bardziej przydałoby się jako obrona samego Miasta. Jego położenie było o tyle nieciekawe, że przeżył bitwę i wrócił z niedobitkami do Gdańska, gdzie zarzucono mu, że nie stać go na nic poza przechwałkami.
Jednego Gdańszczanie z pewnością się wówczas nauczyli: nie należy wyprowadzać wojska z Miasta.
07.jpg
Oblężenie Latarni przez Polaków (sztych nieznanego autora).

Spektakularne taktycznie zwycięstwo nad Jeziorem Lubieszowskim, nie miało żadnego znaczenia strategicznego, bowiem Gdańsk był daleko i wcale nie zamierzał się poddać, swiadom potęgi swych fortyfikacji. Jakby tego było mało, w społeczeństwie gdańskim zapanowała niespotykana solidarność przeciwko Polakom, przekraczająca granice ordynków, a nawet pojawiły się propozycje przejścia pod panowanie króla duńskiego, Fryderyka II. Ten ostatni wspierał zresztą Gdańsk finansowo i przysyłał zaopatrzenie dla miasta pozostającego już praktycznie w stanie oblężenia.
Wojna przeniosła się też w pewnym zakresie na morze. Kaprzy będący na usługach Batorego napadali na statki duńskie, wiozące żywność dla Gdańska, kaprzy gdańscy atakowali statki uprawiające handel z promowanym właśnie jako alternatywny port Rzeczypospolitej Elblągiem.
Tymczasem Polacy zaczęli koncentrować wojsko pod Gdańskiem, przymierzając się do oblężenia.
Próżno było jednak marzyć o zdobyciu twierdzy takiej jak Gdańsk, przy użyciu tak marnej artylerii jaką dysponował Batory. Od czerwca rozpoczęto działania oblężnicze, które nie dały jednak żadnych rezultatów. Batory pisał wówczas z obozu pod Gdańskiem: Pokory żadnej po tych złych ludziach nie baczymy, y owszem to widzimy, że nam dobrze strzelbą respondują (...).. Oddziały polskie zaatakowały też Latarnię, czyli późniejszą Twierdzę Wisłoujście. W nocy z 2 na 3 lipca oblężeni w Latarnii Gdańszczanie przeprowadzili tzw. "wycieczkę" na pozycje polskie, zdobywając 14 dział i niszcząc obóz dowódcy oblężenia, Ernesta Weyhera. Mimo, że Polakom udało się zburzyć wieżę i wybić wyrwę w murze wieńca, nie byli w stanie zdobyć i tego przyczółka. Tam też, okryty niedawno niesławą Winkelborch, znalazł śmierć na tyle chwalebną, że jego ciało zostało przewiezione do Miasta i uroczyście pochowane z udziałem Rady, wojska i mieszczan.
08.jpg
Latarnia w 1577 r. wg Hoburga

W takiej sytuacji po polskiej stronie zapadła decyzja o cofnięciu się spod Gdańska, co Gdańszczanie wykorzystali jako dogodny moment do odwetowego ataku na Elbląg. Flota złożona z kilkunastu okrętów gdańskich i duńskich, dowodzona przez duńskiego admirała Eryka Munka, 16 września 1577 r. uderzyła na konkurencyjny port doprowadzając do zablokowania torów wodnych przez zatopienie wyładowanych kamieniami statków. Dla pewności spalono również przedmieścia, składy i spichrze elbląskiej Knipawy oraz złupiono okoliczne wsie. Samego miasta nie dało się zdobyć, ani zniszczyć, bowiem jego mieszkańcy, wspierani przez polskie posiłki, dzielnie bronili Elbląga.
Wojna pozostawała nierozstrzygnięta. Batory nie miał ani środków, ani poparcia w Koronie, bowiem polski sejm wcale się nie spieszył z uchwaleniem podatków, które umożliwiłyby wystawienie armii mogącej realnie zagrozić Gdańskowi. Tym bardziej, że gdańscy agenci prowadzili szeroką akcję, której celem było skłonienia wpływowych osób w Rzeczypospolitej do powściągliwości w sprawach rozprawy z Miastem, a środkiem prowadzącym do tego celu hojne podarunki. Batory żalił się znowu, że przeciw jego ołowianym kulom, Gdańszczanie strzelają złotymi. Pozostawały więc tylko układy. Rozpoczęto je z udziałem mediatorów - głównie Hohenzollernów, ale także królów Danii i Szwecji - i ostatecznie ustalono, że król potwierdzi przywileje Miasta, cofnie wszelkie restrykcje gospodarcze, zwróci zajęte majątki Gdańszczan, za co ci przeproszą go najpokorniej za swoją oburzającą postawę i... uznają go za króla. Tak się też stało. 12 grudnia 1577 r. w Malborku przedstawiciele Gdańska, znowu pod przewodnictwem wypuszczonego z łęczyckiego lochu Konstatnyna Ferbera, przeprosili swojego nowego króla i złożyli mu w imieniu Miasta hołd.

Bitwa pod Wisłoujściem na obrazie H.Prella, zdobiącym niegdyś Salę Wety Ratusza Głównego Miasta
W cztery dni później, król potwierdził przywileje, zapewnił wolność wyznania gdańskim luteranon, za co wdzięczny Gdańsk, wypróbowaną na poprzednich suwerenach metodą, zobowiązał się do wypłacenia Stefanowi I Batoremu okrągłej sumy 200 tys. florenów (w 5 ratach) oraz odszkodowania dla klasztoru w Oliwie, złupionego w 1576 r. Porozumienie nie objęło jednak głównego przedmiotu sporu, którym były konstytucje Karnkowskiego i cło palowe, który to problem pozostawiono "do rozpatrzenia" przy okazji następnego sejmu.
Czytelnikowi pozostawiam ocenę, kto tę wojnę wygrał.

Opracował: prof.wirt. Grün

2 lutego 2005
© by Akademia Rzygaczy Members 2004-2009