M U Z E U M
Akademii Rzygaczy


Strona główna
ZOO Akademii

Baptysterium

Pierwszym - a czasem i ostatnim ale niewątpliwie niezbędnym - sakramentem chrześcijanina jest chrzest. Odkąd zaczęto chrzcić małe dzieci, każdy chrześcijanin rozpoczyna swoją przynależność do kościoła tym właśnie aktem. Nic więc dziwnego, że urządzenia techniczne wspomagające tak ważną ceremonię są nieodłącznie związane z wystrojem kościołów. Miejsce, w którym chrzci się kandydatów do wspólnoty wiernych nazywa się baptysterium. Dawne baptysteria były zwykle osobnym pomieszczeniem w ramach kościoła, a czasem nawet osobnym budynkiem w kompleksie zabudowań kościelnych. Z czasem ta odrębność zaczęła zanikać, by w końcu ograniczyć urządzenia chrzcielne do samotnej chrzcielnicy, nierzadko odsuniętej w kąt kościoła.
W Kościele Mariackim była kiedyś stara, kamienna chrzcielnica. Nie wiadomo jak wyglądała. Wiadomo tylko, że stała gdzieś w pobliżu Bramy Kaletników. W 1613 r. usunięto ją z kościoła. W 1835 r. trafiła do prywatnego ogrodu, gdzie służyła jako podstawa fontanny. Tu ślad się urywa.
Zanim jednak pozbyto się starej, wysłużonej chrzcielnicy, podjęto starania o umieszczenie w Marienkirche baptysterium z prawdziwego zdarzenia. Miała to być już nie tylko stojąca sobie gdzieś z boku chrzcielnica, ale reprezentacyjny, godny Miasta obiekt, umieszczony pośrodku głównej nawy, zaraz "na początku" kościoła.
9 listopada 1552 r. ojcowie Kościoła Mariackiego zawarli stosowną umowę z Corneliusem Hohem na wykonanie ośmiobocznego, kamiennego cokołu z piaskowca gotlandzkiego. W miesiąc później podobna umowa zawarta została z Heinrichem Neuborgiem i Bartelem Pasteydem – rzeźbiarzami, którzy mieli ozdobić cokół reliefami o treści religijnej. Uwinęli się z robotą dość szybko, skoro już w następnym roku mógł do pracy przystąpić malarz Jakub, który pokrył cokół polichromią. 17 kwietnia 1554 roku rozpoczęto prace montażowe, które zakończyły się w czerwcu.
Baptysterium1.jpg Baptysterium2.jpg
Baptysterium Kościoła Mariackiego przed II wojną światową
Wykonanie odpowiednio wspaniałej chrzcielnicy właściwej przekraczało widać umiejętności miejscowych rzemieślników, skoro ojcowie Kościoła wydelegowali Corneliusa Hohe do Utrechtu, gdzie w imieniu parafii omówił kwestię wykonania wszystkich brązowych elementów baptysterium, w tym wspaniałej chrzcielnicy, z Hynrichem Wyllemssenem i Adrianem Hynrichssenem (być może synem poprzedniego). Na tym delegacje się nie skończyły, bowiem w celu zawarcia umowy udała się do Utrechtu odrębna delegacja, która już 2 października 1554 roku dopełniła wszelkich formalności. Wywiązanie się z umowy zajęło Holendrom bez mała dwa lata. Po upływie kolejnego roku, zamówione przedmioty z brązu załadowano na statek w Antwerpii i wysłano do portu przeznaczenia. 29 września 1557 r., w dzień św. Michała, w okolicach Helu, statek z cennym ładunkiem należący do Piotra Jensena został w czasie burzy staranowany przez drugi statek, pędzony wiatrem na oślep. To, że okręt wiozący chrzcielnicę nie poszedł na dno, uznane zostało za cud i przypisane właśnie owemu świątobliwemu ładunkowi. Józef Zawirowski, autor Przewodnika po Gdańsku wydanego nakładem Gdańskiej Macierzy Szkolnej, przytacza legendę, jakoby pokrywa czaszy chrzcielnicy została wyrzucona za burtę przez marynarzy, jako ofiara dla żarłocznego morza, co miało rzekomo sprawić, że okręt uniknął zatopienia. Dlatego też według legendy gdańska chrzcielnica – co zaiste dość nietypowe dla tego typu obiektów z tego okresu – nie miała pokrywy.
Baptysterium3.jpg
XVI-wieczna chrzcielnica z Marienkirche

Ostatecznie jednak udało się Jensenowi doprowadzić statek do Miasta i przybić do pomostu pod Wielkim Żurawiem, za pomocą którego przeniesiono ładunek na nabrzeże i stamtąd, 16 listopada 1557 r., już bez przeszkód, przetransportowano go do kościoła.
W cztery dni później chrzcielnica i jej wspaniałe ogrodzenie zostały zamontowane na dobrze już przykurzonym cokole.
Ksiądz Bogdanowicz podaje za Gruberem i Keyserem, że całość przedsięwzięcia kosztowała 10 465 marek. Bardzo trudno jest porównać tę cenę do dzisiejszych realiów. Pewne wyobrażenie może dać przeliczenie tej kwoty na srebrne grosze – a byłoby ich ponad 200.000 – i porównanie z dniówką sprowadzonego z Wenecji mistrza murarskiego – 45 gr – czyli mniej więcej 25 marek miesięcznie. Dla porównania koszt budowy galeonu w 20 lat później wynosił 7.000 florenów czyli około 4,5 tysiąca marek. Widać więc jasno, że mariackie baptysterium nie należało do tanich inwestycji.
Zainteresowanych ideowym przesłaniem reliefów wyrzeźbionych przez Neuborga i Pasteyda na kamiennym cokole baptysterium odsyłam do książki Ks. Bogdanowicza Dzieła sztuki sakralnej Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, w której uczony kapłan zamieścił arcydokładny opis kolejnych scen.
Tak więc pośrodku głównej nawy Kościoła Mariackiego stanęło baptysterium wystarczająco piękne i drogie, aby być godnym największego miasta nad Bałtykiem i największej świątyni w tym mieście. Mimo, że znalazło się wewnątrz kościoła i nie stanowiło odrębnego pomieszczenia, to dzięki cokołowi, na który wchodziło się po kilku schodkach i gęstej kracie ogrodzenia, stanowiło przestrzeń bardzo wyraźnie wydzieloną z kościelnego wnętrza.
Nikt chyba nie próbował policzyć ile gdańskich dzieci zostało ochrzczonych w tym „Jordanie”. Na pewno były ich tysiące.
Zespół urządzeń chrzcielnych z 1557 r. służył Gdańszczanom przez cztery stulecia. Aż do roku 1942, kiedy to, wbrew propagandzie zwycięstwa, w obliczu coraz częstszych nalotów alianckich na Gdańsk, nazistowskie władze zezwoliły na ewakuację najcenniejszych zabytków poza Miasto. Ewakuowane przedmioty lokowano na prowincji, umieszczając je w kościołach i innych „bezpiecznych” miejscach.
Ewakuowano również metalowe części baptysterium. Trafiły do kościoła w Żuławach Książęcych (które ks. Bogdanowicz nazywa Żuławkami).
Wiosną 1945 r. w Mieście rozpętało się piekło. Ale to już inna historia.
A potem przyjechał do Gdańska Jan Kilarski i z pomocą przedwojennych konserwatorów, Willego Drosta i Ericha Volmara rozpoczął wyścig z czasem i czerwonoarmistami, o to, kto pierwszy natrafi na cenne obiekty schowane w różnych okolicznych miejscowościach. Odnalazł wiele. Kilka razy się spóźnił. Spóźnił się niestety również do Żuław Książęcych, gdzie, zgodnie z informacją uzyskaną od Volmara i Drosta, znajdowała się chrzcielnica i jej ogrodzenie. Kilarskiego ubiegł jakiś oddział wojska, który po prostu zabrał „cenny surowiec”. Nikt nigdy nie widział więcej ani chrzcielnicy, ani ogrodzenia. Prawdopodobnie trafiły do hutniczego pieca, bo brąz zawsze był w cenie, a w czas wojenny w szczególności.
Baptysterium4.jpg
Baptysterium przed powrotem brązowych rzeźb

Z dawnego wystroju baptysterium pozostał na miejscu tylko kamienny cokół. Puste miejsce przygarnęło z czasem odnalezioną po wojnie chrzcielnicę z Kościoła św.Jana. Na cokół wróciły też ocalałe z wojennej zawieruchy żelazna bramka, dwie figury ewangelistów, z czterech niegdyś zdobiących podstawę chrzcielnicy oraz osiem figur przedstawiających cnoty. Z tych elementów skomponowano nowe baptysterium, które oglądać możemy do dziś.
Baptysterium6.jpg Baptysterium5.jpg Baptysterium7.jpg
Odlew zaginionej chrzcielnicy

Baptysterium dzisiaj

Chrzcielnica z Kościoła św.Jana

Stara chrzcielnica nie przepadła jednak nieodwracalnie. Ocalał jej gipsowy odlew, który ustawiono niedawno w jednej z kaplic południowej nawy kościoła. Teoretycznie istnieje więc możliwość jej ponownego odlania i ustawienia tak powstałej kopii na miejscu zaginionego oryginału. Chrzcielnica z Kościoła św.Jana powinna przecież kiedyś wrócić na swoje miejsce. Ciekawe ile kosztowałoby dzisiaj wykonanie kopii zaginionych brązowych części baptysterium...

Opracował: prof. wirt. Grün

Ilustracje:
1) i 2) www.bildindex.de
3) Erich Keyser, Danzig aufgenommen von der staatlischen Bildstelle, Berlin 1928
3) fragm. zdjęcia z: Maria i Andrzej Szypowscy, GDAŃSK, Warszawa 1978
4) - 6) foto: prof. wirt. Grün

27 stycznia 2005
© 2005 Aleksander Masłowski

© by Akademia Rzygaczy Members