Biblioteka

Strona główna
ZOO Akademii

Zenon Gołaszewski - Szepty Raduni, szepty Motławy

szepty.jpg
Magrat:
Zenon Gołaszewski swoją debiutancką książkę poświęcił postaci Simona Materny, gdańskiego kupca, który w wyniku różnych represji związanych z zbójecką działalnością swego brata Gregora, sam przekwalifikował się na rozbójnika. Fabuła przedstawia się dość standardowo dla tego typu powieści – Materna napotyka miłość swojego życia, złych ludzi, próbujących go zniszczyć i zabić, i naturalnie przyjaciół wiernych do ostatka. Czytelnik otrzymuje pojedynki, romantyczne uniesienia i opisy licznych biesiad.
Autor miał zapewne ambicje, by książka miała charakter edukacyjny, stąd mnóstwo w niej odniesień do realiów ówczesnej Europy – wspomniany został Kolumb, bohaterowie czytają Petrarkę i opowiadają sobie o Robinie Hoodzie, na drugim planie przewija się Kopernik, a na pierwszym, nie wiadomo skąd i dlaczego, Francois Villon. Gołaszewski jednak trochę przedobrzył, w usta swoich bohaterów powkładał frazy, które mimo zachowania ówczesnego stylu brzmią nie jak naturalna rozmowa, a przerzucanie się cytatami z podręcznika historii. Równie nienaturalnie brzmią rozmowy, w których autor zawarł retrospekcje – ciężko sobie wyobrazić, by biesiadnicy, z których każdy brał udział w danym wydarzeniu opowiadali go sobie ze wszystkimi szczegółami. Mimo tych wad, świat rzeczywisty i wątki fikcyjne nie są od siebie oderwane i całkiem przekonująco się przenikają.
Okładka sugeruje powieść dla nieco młodszego czytelnika, a treść tylko potwierdza, że być może Zenon Gołaszewski rzeczywiście zamierzał napisać baśń – fabuła jest nieco naiwna i naciągana, w wydźwięku mocno sienkiewiczowska, bohaterowie jednowymiarowi, i oczywiście tylko przypadkiem zdecydowana większość tych tchórzliwych i podłych nosi nazwiska brzmiące z niemiecka, a szlachetnych i odważnych – polskie. Jednak z drugiej strony notka od wydawcy sugeruje, że książka w dużej mierze została napisana w oparciu o źródła historyczne, a notka biograficzna informująca nas, że autor jest m.in. historykiem, daje do zrozumienia, że książka jest napisana rzetelnie i bez uprzedzeń. Jednak już choćby sam fakt stworzenia czarno-białych bohaterów i takiegoż świata nie wzbudza zaufania co do przedstawionej w niej prawdy historycznej. Ten, kto przeczyta Szepty Raduni... i uzna ją za książkę w pełni historyczną, będzie uważał, że Ferberowie to nieprzeciętnie pazerni sadyści i skończone szumowiny, Krzyżacy to uosobienie zła i nieudolności, a Francois Villon dokonał żywota jako służący w Gdańsku. I to właśnie jest największa słabość książki – próba ukazania autentycznej historii w raczej nieprzekonującej formie.
Nie uważam jej jednak za zupełnie słabą – przyjemnie czytało się o życiu codziennym Gdańszczan, urocze są też opisy Orunii, Starego i Głównego Miasta. Za zabawny i odważny, choć niezbyt uzasadniony, uważam fragment, w którym autor sugeruje, że dzięki opowieściom emigrantów z Gdańska, część dokonań Szymona Materny przeniknęła do legendy o Robinie Hoodzie. Znakomita oczywiście była też sama idea napisania książki tak silnie osadzonej w historycznych realiach Gdańska. Choć oczywiście dobre chęci to nie wszystko.
© by Akademia Rzygaczy Members