Wydział Archistologii



Strona główna
ZOO Akademii

Nad Kanałem Raduni

Obrazki poniższe przedstawiają Kanał Raduni tuż przed miejscem, w którym mija on Kościół św. Ignacego. Przyjrzyjmy się zmianom jakie zaszły w polu widzenia. Kanał płynie jak płynął i to od czasów krzyżackich. Drzewa podrosły, na nowszym zdjęciu nie widać więc już kościoła, poza małym fragmentem dachu. Ulica, która biegnie równolegle do kanału zmieniła nazwę. Jeszcze przed ostatnią wojną nazywała się Radauneufer ('Brzeg Raduni'), która to nazwa odpowiadała bardzo dokładnie topografii. Z tamtej nazwy pozostawiono po wojnie jedynie końcówkę - brzeg. I ta końcówka, nie wiedzieć czemu w liczbie mnogiej, zastąpiła dawną nazwę.
Skupmy się na obiekcie widocznym, w centrum obu zdjęć. Budynek ten, powstały w latach 1893-94, to dawny katolicki sierociniec dla chłopców (orphanotrophia pro pueris). Niegdyś zdobiły go neogotyckie szczyty, które stracił przy okazji podwyższenia go o jedno piętro połączonego z upudełkowieniem. Zapewne dało to duże korzyści w postaci przestrzeni, ale budynek stracił wiele na swoim wyrazie. Nie czas jednak żałować wyglądu, skoro do dziś znajduje się tam dom dziecka, o ile wiem, już koedukacyjny, a więc walory użytkowe obiektu są z pewnością ważniejsze od estetycznych.
kanalraduni1.jpg kanalraduni2.jpg
1910

2004

kanalraduni3.jpg
Grób ks.Dankmanna

Sierociniec dla chłopców powstał z funduszy charytatywnych zebranych wśród mieszkańców Gdańska (przede wszystkim Starych Szkotów, ale i pozostałych dzielnic). Do ofiarności zachęcał Gdańszczan między innymi katolicki dziekan Miasta i proboszcz w Kościele św. Mikołaja, ks. Wojciech Spors. Prowadzenie sierocińca powierzono Siostrom Boromeuszkom, które zajęły się wychowankami przeniesionymi do "własnego" domu z dotychczasowych pomieszczeń zajmowanych w Szpitalu NMP przy Schleusengasse, obecnej Kieturakisa.
Budynek i siostry przetrwały względnie spokojnie przewalenie się przez Gdańsk Armii Czerwonej, głównie dzięki księdzu Arvedowi Dankmannowi, ostatniemu kapelanowi sierocińca, który, jako absolwent prawa na Uniwersytecie w Dorpacie, znał dobrze język rosyjski i pewnie tej właśnie umiejętności miejscowego księdza (która uratowała jakoby również Kościół św. Mikołaja), zawdzięczał sierociniec to, że nie został podpalony przez czerwonych Hunów, a siostrom udało się uniknąć losu tysięcy Gdańszczanek.
Była to bodajże ostatnia zasługa księdza Dankmanna dla placówki, której był kapelanem. Zmarł już w miesiac później i pochowany został na cmentarzu przy Kościele św. Ignacego. Jego grób można do dzisiaj oglądać niedaleko mogiły ks. Leona Miszewskiego.

Opracował: prof.wirt. Grün

Ilustracje:
1) zdjęcie z książki J.Sampa, Orunia
2) i 3) foto: prof.wirt. Grün
© 2004-2009