Wydział Parahistorii


Strona główna
ZOO Akademii

Dzwonnik z Ratusza

W 1959 roku zamontowano na Ratuszu Głownego Miasta nowy zegar w miejsce tego, który spalił się razem z ratuszową wieżą pamiętnej wiosny ostatniego roku II wojny światowej. Nowy zegar wykonał Mistrz Henschke z Poznania.
Jak to w latach nieboszczki komuny bywało, uruchomienie obiektów o takim znaczeniu musiało odbywać się, niczym w starożytnym Rzymie, w określone dni roku, będące rocznicami wielkich wydarzeń z historii jedynie słusznej wówczas idei walki proletariatu z uciskiem. Do takich dat należały 7 listopada, 22 lipca i oczywiście 1 maja.
Właśnie 1 maja roku 1959 w południe nowy zegar, który nie mógł po prostu pokazywać godzin, ale musiał również sławić lud pracujący, odezwać miał się dwunastoma historycznymi uderzeniami w jeden z dzwonów. Dzwony nie były tak słuszne ideologicznie jak zegar, ale o tym się głośno nie mówiło.
I tak, w majowe przedpołudnie, pod wieżą Ratusza zebrał się lud pracujący ze swoimi najwybitniejszymi lokalnymi reprezentantami w postaci władz Miasta.
Niestety niemalże w ostatniej chwili okazało się, że coś w zegarze nie działa i, wbrew oczekiwaniom ludności, a zwłaszcza władz, nie będzie on w stanie zadzwonić dwanaście razy w pierwszomajowe południe. Mogło się to skończyć bardzo źle, ale od czego legendarna już zdolność Polaków do radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach.
Otóż kiedy zbliżało się owo arcyważne południe, a ojcowie Miasta i tłum Gdańszczan zgromadzony na Długim Targu z nadzieją spoglądali na błyszczące w słońcu wskazówki i cyfry ratuszowego zegara, Zdzisław Kwaśny, ówczesny, a zarazem pierwszy w powojennej historii Gdańska miejski konserwator zabytków, stojący w umówionym miejscu, spoglądał niecierpliwie na zegarek. Kiedy zegarek ten wskazał godzinę dwunastą, wyjął białą chusteczkę i zamachał nią. Na ten znak, Mistrz Henschke, obserwujący wszystko ze szczytu ratuszowej wieży, chwycił w dłonie młot i w zastępstwie swojej nieco niedysponowanej konstrukcji, uderzył nim dwanaście razy w dzwon.
Na dole rozległy się brawa i owacje.
Tak to, dzięki przemyślnemu fortelowi, uratowano honor wszystkich, od samego Miasta po zegarmistrzowski kunszt.
Usterka, która uniemożliwiła zegarowi wywiązanie się z pokładanych w nim pierwszomajowych nadziei, została wkrótce potem usunięta i przez następnych kilkadziesiąt lat oznajmiał on (już automatycznie) mieszkańcom Gdańska nadejście godziny dwunastej.

Na podstawie relacji Zdzisława Kwaśnego, zamieszczonych w I tomie Wspomnień z odbudowy Głównego Miasta, opowiedział (ubarwiając nieco): prof.wirt. Grün
© by Akademia Rzygaczy Members