Biblioteka

Strona główna
ZOO Akademii

Anna Klejzerowicz, Sąd Ostateczny

sadostateczny.jpg
Magrat:
Ostatnimi czasy dużą poczytnością cieszą się kryminały z mocno zaakcentowanym wątkiem historycznym. Nie chodzi jednak o najpopularniejsze w gatunku kryminalnym powieści retro, których sama akcja rozgrywa się w realiach historycznych, a o książki, w których detektyw, by rozwiązać zagadkę, musi spojrzeć w przeszłość, nierzadko bardzo odległą. Innym zyskującym na popularności nurtem prozy kryminalnej jest tzw. kryminał miejski, gdzie autor jednym z głównych bohaterów czyni miasto. I taki właśnie kryminał miejski z wątkiem historycznym oferuje nam pod postacią „Sądu Ostatecznego” Anna Klejzerowicz, fotograf, pisarka i publicystka mieszkająca w Trójmieście.
Bohaterem „Sądu...” jest Emil Żądło, były policjant, który mundur porzucił na rzecz dziennikarstwa. Po okresie prosperity i wyrobieniu nazwiska w tej jakże kapryśnej branży dopadły go jednak lata chude, o których próbował zapomnieć za pomocą alkoholu, a które to zamiary skutecznie krzyżowała była żona regularnie dopominając się zaległych alimentów dla ich dziesięcioletniego syna. Z tej prostej drogi na dno przewrotnie ratuje go brutalne morderstwo dokonane na parze jego znajomych. Wplątany w to przypadkiem Żądło, pragnąc odnaleźć sprawcę nabiera wiatru w żagle i, aktywnie angażując się w śledztwo, w efekcie oczywiście je rozwiązuje. Nie brakuje tutaj gry na linii przestępca – detektyw, choć trudno powiedzieć po lekturze, dlaczego tak naprawdę morderca rzucił rękawicę. Być może był to kaprys chorego człowieka. Należy uściślić - bardzo chorego. Mamy bowiem do czynienia z seryjnym mordercą, który swoje ofiary stylizuje na potępieńców z tryptyku Hansa Memlinga, tytułowego "Sądu Ostatecznego". Nietrudno się domyślić, że sprawca uważa się za mściciela, narzędzie w rękach Boga, autorka zresztą całkiem sugestywnie przedstawia jego jednostronnie ukierunkowany punkt widzenia, choć bohater ten nie zapada w pamięć na dłużej.
Nad całą powieścią dominują w zasadzie dwie rzeczy – obecne chyba na każdej stronie papierosy i największa malarska chluba Gdańska, czyli tryptyk właśnie. Klejzerowicz ustami jednej z bohaterek w bardzo fachowy sposób, acz w odpowiednich, nieprzesadzonych dawkach, przedstawia nam jego burzliwą historię, genezę, bogate aspekty ikonograficzne, a nawet współczesne problemy z proboszczem, który chce powrotu obrazu do Kościoła Mariackiego. Gdańsk, opisany przez autorkę z dużą sympatią, pełni w książce funkcję tła, niezbędnej dla fabuły dekoracji. Klejzerowicz prowadzi nas po różnych mniej lub bardziej znanych zakątkach, nie przedstawia ich jednak w sposób, który pozwoliłby czytelnikowi nieznającemu Miasta rozruszać wyobraźnię. Mimo to wyraźnie wyczuwalny jest klimat - wakacyjny, leniwy i mimo grasującego seryjnego mordercy, całkiem spokojny.
Na początku książki autorka umieściła krótką „migawkę” z Gdańska życzliwie „wyzwalanego” przez Armię Czerwoną. Stanowi to mocne rozpoczęcie, ale przedstawione tam treści w miarę późniejszego rozwoju fabuły za bardzo ułatwiają czytelnikowi dojście do prawdziwych motywów mordercy. Brak stopniowania tajemnicy, ślepych uliczek w śledztwie, galerii podejrzanych i choćby minimalnych zwrotów akcji również odbiera sporo przyjemności z czytania. Przyjemności nie dają także dialogi, trochę przegadane, trochę zbyt bliskie codziennej, błahej i do niczego nie prowadzącej rozmowie. Za to całkiem zaskakującym momentem było pytanie Żądła o to, w którym muzeum wisi Sąd Ostateczny. Niby drobiazg, ale dziennikarz, który nawet nie podejrzewa, gdzie w Gdańsku wisieć może jego najbardziej znane dzieło sztuki, raczej nie wzbudza zaufania. W końcu wielu możliwości nie ma. Za zwykłe przeoczenie chcę uważać określenie zabójcy „cudzoziemcem polskiego pochodzenia”, treść książki bowiem zupełnie na to nie wskazuje. A skoro już mowa o narodowościach – zauważalna jest w ostatnim czasie tendencja do całkiem obiektywnego i zdystansowanego spojrzenia na historię Gdańska, zwłaszcza tę trudną, przedwojenną. Dobrze, że chociaż w literaturze.
„Sąd Ostateczny” jest bardzo wciągającym, choć przewidywalnym kryminałem ze zbyt „miłosnym” zakończeniem. Niewątpliwą za to zaletą jest, że Anna Klejzerowicz, autorka wielu artykułów z dziedziny historii sztuki, ze swobodą i przyjemnością pisze o tym, na czym się zna. Książkę można polecić zatem nie tylko fanom Gdańska i kryminałów, ale także ludziom zainteresowanym sztuką.
© by Akademia Rzygaczy Members