Wydział Parahistorii


Strona główna
ZOO Akademii

Wizyta ostatniego Stolema w Gdańsku

Dawno, bardzo dawno temu, na ziemi Kaszubskiej żył liczny ród Stolemów. Mimo, że byli oni olbrzymi – tak ze sto razy więksi od ludzi – z ludźmi żyli w zgodzie, częstokroć im pomagając. Z czasem jednak ludzi przybywało coraz więcej i Stolemom – którzy choćby ze względu na swoją wielkość potrzebowali dużo miejsca – zaczęło być za ciasno. Przenieśli się więc do dalekiej Skandynawii, na północ od Stavager. Przez jakiś czas żyli tam spokojnie, ale wkrótce i stamtąd musieli uciekać jeszcze dalej na północ, aż pod sam Nordkaap. Równocześnie ich liczba coraz bardziej malała, aż w końcu został na świecie jeden, jedyny Stolem.
W 1454 r. Gdańszczanie przystąpili do podwyższania wieży kościoła Mariackiego. 6 lat później Mistrz Ertmann wykonał prowizoryczne zadaszenie podwyższonej o 36 m wieży, a tuz przed Wielkanocą 1466 r., Mistrz Andrzej i Mistrz Hinrik zakończyli osadzanie okien. Prace trwające 12 lat zbliżały się do końca.
W drugi dzień Wielkanocy Gdańszczan obudził potężny prysznic. Strugi wody wdzierały się do domu przez wszystkie otwory i szpary. Na ulicy woda zmyła nawet dwie przekupki, które akurat prowadziły zażartą dyskusję. Wszyscy rzucili się do okien, aby zobaczyć skąd bierze się ten niespodziewany, gigantyczny prysznic. Ku swojemu zdziwieniu i przerażeniu zobaczyli olbrzymią postać, kroczącą strumieniem Motławy. Była ona tak wielka, że prawie przesłaniała słońce a ziemia drżała pod jej stopami. Gdańszczanie zrozumieli, że to ich miasta zbliża się ostatni Stolem. Przerażeni mieszkańcy grodu zaczęli chować się, gdzie kto mógł; np. rajcy miejscy ukryli się w piwnicy Dworu Artura, w umieszczonych tam beczkach po winie.
Tymczasem Stolem znajdował się już na Głównym Mieście. Gdy zobaczył nową wieżę Mariacką, roześmiał się i powiedział:
- Ale ładny stołeczek zbudowały te maleństwa. Wprawdzie mógłby być szerszy, alem zmęczony daleka podróżą i chętnie sobie tutaj przysiądę.
Szczyt wieży zasłał olbrzymią kurtką i rozsiadł się wygodnie. Wieża zatrzeszczała pod nim, nawet w jednym miejscu zarysowała się – co do dziś jest dobrze widoczne – ale ostatecznie wytrzymała to olbrzymie obciążenie.
Stolem odpoczywał spokojnie przez chwilę, po czym zawołał swoim donośnym głosem:
- Hej ludzie! Panie burmistrzu! Panowie rajcy! Wyjdźcie ze swoich kryjówek! Nie zrobię wam żadnej krzywdy. Chciałem tylko odwiedzić ziemię swoich przodków. –
Tutaj Stolem bardzo się rozczulił (bo Stolemowie, mimo swojej wielkości byli bardzo wrażliwymi istotami) i uronił łzę, która potoczyła się w kierunku Starego Przedmieścia, tworząc Żabie Bajorko. Ośmieleni ludzie opuszczali swoje kryjówki i zbierali się wokół Stolema, zasiadającego na wieży Mariackiej. Zaczęli też z nim rozmawiać, wypytując o jego losy, wspominając dawne czasy. W pewnym momencie olbrzym powiedział:
- Mam pewne drobiazgi, które sam zrobiłem specjalnie dla was. Weźcie je dla swoich dzieci, do zabawy. -
Ze swoich przepastnych kieszeni zaczął wyjmować kamienne rzeźby: ptaków, żółwi, ryb, przeróżnych zwierząt, figury rycerzy i świętych.
- Drogi i szanowny Stolemie – w imieniu Gdańszczan głos zabrał burmistrz – Szczerze dziękujemy ci za tak wspaniałe dary. Niestety nie tylko nasze dzieci, ale również i my, dorośli jesteśmy zbyt słabi i nie będziemy w stanie udźwignąć tych rzeczy. Chcielibyśmy natomiast, aby twoje piękne zabawki ozdobiły szczyty naszych kamienic, gdzie każdy mógłby je oglądać i podziwiać. Jeżeli możemy cię jeszcze o coś poprosić, to pomóż nam je poustawiać, bo my do tej roboty musielibyśmy zatrudnić ze stu ludzi.
Stolem szybciutko porozstawiał kamienne figury na kamieniczkach Głównego Miasta, gdzie można je oglądać do dzisiaj, po czym zaczął zbierać się do dalszej drogi. Mieszkańcy Gdańska żegnali go bardzo hucznie: kwiecistymi przemówieniami, dzwonami, salwami armatnimi. Właściciel restauracji „Pod łososiem” wytoczył ze swoich piwnic beczkę goldwassera, zawartość której olbrzym wychylił niby naparstek. Zachciało mu się jednak na pożegnanie spłatać jakiegoś figla. Niewiele myśląc zaczerpnął garść wody z Motławy i chlusnął nią z góry na zebranych mieszkańców. Na ulicach miasta powstał niesamowity galimatias i zamieszanie, bo wraz z wodą na ulicę poleciały ryby, a mieszczanie rzucili się, aby je zbierać. Gdy wszystkie wyzbierali Stolema już nie było. Podobno udał się na południe w kierunku Tatr, gdzie – jak niektórzy mówią – zapadł w długi, bardzo długi sen.
Na pamiątkę tych niezwykłych odwiedzin Gdańszczanie postanowili pozostawić wieże Mariacką w takim kształcie, w jakim zastał ją Stolem. Bo wieść niesie, że kiedyś olbrzym obudzi się ze swojego snu i znowu przybędzie do Gdańska, aby pomóc jego mieszkańcom przywrócić dawną świetność miasta.
Na podstawie „Legend mariackich” ks. Stanisława Bogdanowicza zapodała: prof. Pętelka
© by Akademia Rzygaczy Members