Biblioteka

Strona główna
ZOO Akademii

Paweł Huelle, Weiser Dawidek

huelleweiser.jpg
Zoppoter:
Jestem zawiedziony. Wcześniej czytałem "Mercedes-Benz" i dochodzę do wniosku, że Huelle zamiast własnego stylu stosuje naśladownictwo, wcale się zresztą z tym nie kryjąc. Taki zabieg artystyczny, który jednak u mnie nie znajdzie poklasku. Wyłapałem niestety jeden błąd, dosyć powszechny. Otóż dawne kolejki SKM na 800V nigdy nie kursowały w berlińskim metrze (w rozumieniu kolei podziemnej), z tej prostej przyczyny, że berlińskie metro ma inną skrajnię (wagony są węższe), do której dostosowana jest infrastruktura. Wagony te pochodziły z berlińskiej S-Bahn, czyli nadziemnej kolejki miejskiej. One w metrze berlińskim zaklinowałyby się na pierwszym przystanku o peron... No i nie znalazły się te wagony w Gdańsku w wyniku żadnych reparacji wojennych, tylko po prostu zostały po wschodniej stronie frontu a potem granicy w zakładach naprawczych w Lubaniu (Lauban) i już nie wróciły do Berlina. Część z tych wagonów pojechała też do Związku Sowieckiego...
Pętelka:
Ja byłam "Weiserem" zachwycona: przeczytałam go jednym tchem, nawet do łazienki przemieszczając się z książką w ręku. Ale czytałam to jako pierwszą książkę Huellego. Podobały mi się jeszcze jego "Opowiadania na czas przeprowadzki", a potem już niestety nic.
Pumeks:
No tak, "Weiser" to już stara książka. Mnie od razu uderzyło że Huelle w pewien sposób naśladował schemat "Kota i Myszy" Grassa: opowieść o kimś, kto w dzieciństwie fascynował innością, miał jakieś niesamowite umiejętności i w niejasnych okolicznościach zniknął. Sądzę, że to nie było nieświadome nawiązanie. Ale mimo wszystko pomysł i wykonanie "Dawidka" dość oryginalne, dobrze się to czyta.
Inna sprawa, że pod pozorem znajomości Gdańska autor (a może tylko jego Dawidek?) walnął parę grubych błędów. Chyba, że to było zamierzone? Weiser czaruje kolegów i Elkę odkrywając im nieznany, przedwojenny Gdańsk. Raz im wskazuje aleję, po której rzekomo przechadzał się Artur Schopenhauer, kiedy indziej pokazuje na Jaśkowej Dolinie rzekomy pałac Schichaua. Jest jeszcze poniemiecki nagrobek, zdaje się że na cmentarzu w Brętowie, w którym ktoś (Huelle czy Weiser?) źle odczytał litery... Co ciekawe, ten ostatni błąd został poprawiony w drugim wydaniu "Dawidka" w londyńskim Pulsie, ale w następnych wydaniach drukują tak jak w pierwszym, czyli jakiś dziwny bełkot.
Co do dwóch panów Sch. to wyjaśniam, że rodzina Schopenhauerów wyniosła się z Gdańska gdy Artur miał 5 lat, a potem pan filozof mieszkał głownie we Frankfurcie n. Menem i tam się przechadzał alejkami, nie w Oliwie.
A Ferdynand Schichau mieszkał całe życie w Elblągu. Ale że ludzie słyszeli, że w Gdańsku była wielka stocznia Schichaua, to im się często wydaje, że to był największy tutejszy bogacz, i zdaje się pan Huelle też sobie tak pomyślał. Tymczasem ani Schichau, ani jego spadkobiercy żadnych pałacyków w Jaśkowej Dolinie nie budowali.
© by Akademia Rzygaczy Members