Wydział Postaciologii



Strona główna
ZOO Akademii

Beniamin Bartholdy

Urodził się 28 listopada 1778 r.
Mieszkał w domu ojca, perukarza i fryzjera, przy Beutlergasse (Kaletników) 3.
Kiedy upadła Rzeczpospolita, a Gdańsk ugiął się w końcu pod naciskiem Prus i wpuścił wojska pruskie w obręb swych murów, Beniamin był piętnastoletnim uczniem Gimnazjum Miejskiego. Już w dwa lata później został ze szkoły wydalony za odmowę podporządkowania się szkolnym tradycjom.
Jak większość Gdańszczan wiedział o wybuchu i ideach rewolucji francuskiej. Nie on jeden w rewolucji widział szansę na nowy, lepszy świat, wolny od tyranów. Jego znienawidzonym tyranem był, rzecz jasna, król pruski.
Przeciw niemu właśnie postanowił poderwać Gdańszczan.
W tym celu zawiązał wraz ze szkolnymi kolegami tajne sprzymierzenie - Związek Wolnych Prusaków. Początkowo działalność Związku polegała na burzliwych dyskusjach politycznych, historycznych i militarnych. Młodzi spiskowcy liczyli na objęcie Gdańska powstaniem kościuszkowskim. Zawiedli się jednak, ale nie zrezygnowali.
Od czasu przystąpienia do spisku Fryderyka Kummera, Związek począł czynić przygotowania do zbrojnego powstania. W tym celu gromadzono broń, proch i amunicję. Spiskowcy gorliwie ćwiczyli strzelanie. Bartholdy opracował wojskową organizację spisku i biało-zielony mundur przyszłych powstańców. W celu zapewnienia środków na wywrotową działalność Bartholdy opodatkował siebie i towarzyszy. Fundusze starczyły na zakup amunicji i prochu do pistoletu i muszkietu oraz kilku kul i granatów.
W 1796 r. spiskowcy uznali, że gotowi są do powstania. Na dzień jego wybuchu wybrali Wielki Czwartek. Bartholdy napisał odezwę do mieszkańców Gdańska i Prus, wzywającą ich do zbrojnego wystąpienia przeciwko znienawidzonemu tyranowi.
13 kwietnia 1796 r., w domu przy Beutlergasse 3, spiskowcy przygotowywali się do walki. Przynieśli broń i prowiant.
Bartholdy postanowił w ostatniej chwili zwerbować dwóch bezrobotnych tragarzy i, sprowadziwszy ich do swojej kwatery głównej, jął przekonywać ich do idei powstania. Tragarze odmówili udziału w rewolucji. Negocjacje trwały jednak na tyle długo, że znajomi tragarzy zebrali się pod domem Batholdych. Tłum zaczął rosnąć samoistnie, padła bowiem plotka o pożarze. Zbiegowisko zainteresowało w końcu władze policyjne i wojskowe, wiedziano bowiem o przygotowywanym powstaniu od zdrajcy - jednego z towarzyszy Bartholdy'ego.
Zbiegowisko rozpłynęło się równie samoistnie jak powstało, kiedy ludzie nie znaleźli ani pożaru, ani nic innego co by ich interesowało. Tym niemniej przysłani przez władze pruskie policjanci postanowili zbadać sprawę u źródeł. Było ich dwóch. Jeden pozostał przed domem, drugi wszedł do środka. Wystraszeni jego widokiem spiskowcy uciekli na piętro.
Wódz powstania nie stracił zimnej krwi i spokojnie rozmawiał z policjantem, a następnie poprosiwszy o chwilę na przygotowanie się do wizyty w cyrkule, zniknął w domu. Czekający na niego policjanci poprosili o pomoc w jego zatrzymaniu przechodzącego ulicą żołnierza. Widok wojskowego munduru wystraszył Bartholdy'ego. Oddał w kierunku policjantów dwa strzały - oba chybione. Następnie ratował się ucieczką po dachach kamienic wraz z jednym z towarzyszy. Pozostali spiskowcy zostali ujęci w mieszkaniu.
Wykrycie spisku i aresztowanie jego uczestników spowodowały szeroko zakrojone śledztwo władz pruskich, podejrzewających, że stanowił on jedynie "wierzchołek góry lodowej" i że stoją za nim patrycjusze, a może nawet i stronnicy byłej Rzeczypospolitej. Skromna prawda o zasięgu sprzysiężenia wyszła jednak szybko na jaw.
Spiskowcy otrzymali wysokie kary więzienia, a ich przywódca skazany został na karę śmierci przez ścięcie. Wieść o ułaskawieniu zachowano dowcipnie na ostatnią chwilę i odczytano Bartholdy'emu akt łaski już na szafocie. Kara śmierci zamieniona została na dożywotnie więzienie.
Spisku nie potraktowano jednak tak poważnie, jak by na to wskazywały początkowo bardzo surowe wyroki. W trzy lata po feralnym Wielkim Czwartku wszyscy spiskowcy byli już na wolności, a dożywocie Beniamina zamieniono na 10 lat więzienia.
Wyszedł z więzienia w 1802 roku, po złożeniu oświadczenia potępiającego własną młodzieńczą popędliwość i marzycielstwo.
Wrócił do Gdańska i ukończył Gimnazjum Akademickie.
Nie kontynuował jednak edukacji, przecząc bowiem swojemu oświadczeniu, wyjechał do Francji, by walczyć po stronie Napoleona.
Kiedy napoleoniada skończyła się, jak się skończyła, wrócił do Gdańska jako wojenny inwalida. Zamieszkał w domu przy Pierwszej Grobli 13.
Resztę życia spędził jako prywatny nauczyciel, wolał bowiem biedę niż służbę okupantowi w jakiekolwiek formie.
Zmarł w roku 1819.
Opracował: prof. wirt. Grün


10 września 2004
© 2004-2007