Wydział Parahistorii


Strona główna
ZOO Akademii

Oczy Ukrzyżowanego

Dobiegał końca wiek XV. Na Starym Przedmieściu rozrastały się zabudowania konwentu franciszkanów. Budowany przez nich kościół Św.Trójcy wielkością ustępował jedynie Bazylice Mariackiej. Mnisi starali się także, aby wnętrze świątyni było równie piękne i ozdobne jak wznoszony przez nich gmach. W gronie "szarych mnichów" - jak ich wówczas nazywano - było wielu utalentowanych artystów, stąd wnętrze piękniało z dnia na dzień. Najzdolniejszym z artystów odzianych w habit był brat Laurenty, który z twardej dębiny potrafił wyczarować takie ornamenty, że niektórzy gdańszczanie zaglądali tutaj wyłącznie w celu podziwiania jego sztuki. Nic więc dziwnego, że to właśnie jemu przeor zlecił wykonanie figury Ukrzyżowanego.
oczy.jpg
Praca zajęła bratu Laurentemu długie, długie miesiące - sam rysował, lepił gliniany model rzeźby, zbierał dobrze wysuszone drewno, przenosił wielki krzyż... Powiadano, że od momentu rozpoczęcia wielkiego dzieła mnich żył wyłącznie modlitwą i pracą: pościł, umartwiał się, przez cały ten czas nie wyrzekł ani słowa. Na dzień przed Wielkim Tygodniem rzeźba została skończona i umieszczona wewnątrz kościoła.
Licznie przybyli gdańszczanie patrzyli w oniemieniu - nigdy wcześniej takiego krucyfiksu nie widzieli! Figura liczyła dwa i pół metra a męka Chrystusa przedstawiona została w taki sposób, że oglądający zastanawiali się: "Azali żyw jeszcze czy już martwy?" Największe wrażenie robiły jednak oczy Ukrzyżowanego, pełne straszliwego bólu i trwogi przed nadchodzącą śmiercią. Takiego spojrzenia nie można było wprost wytrzymać i kto tylko uniósł głowę od razu ją spuszczał i czym prędzej odchodził.
Wieść o niezwykłym krucyfiksie szybko obiegła miasto i do kościoła Św. Trójcy schodziły się tłumy, aby popatrzeć na niezwykłe dzieło. Znaleźli się jednak zawistni (lub tacy, którym zbytnio dokuczało nieczyste sumienie), którzy poszli do przeora ze skargą, poddając w wątpliwość talent mistrza i wartość artystyczną rzeźby. Przynosili plotki o rzekomych przewinieniach brata Laurentego, straszyli, że brzemienne niewiasty rodzić będą potwory zapatrzywszy się w rzeźbę. W końcu zaczęli grozić, że jeżeli przeor nie zrobi niczego tej sprawie, to udadzą się do samego burmistrza. Chcąc nie chcąc, przełożony konwentu zlecił twórcy przemalowanie twarzy Chrystusa. Brat Laurenty nie bardzo mógł zrozumieć sens takiej pracy, lecz polecenie musiał wykonać.
Był piękny, wiosenny poranek. Niemłody już twórca, trzymając w rękach paletę z farbami oraz kilka pędzli, po zbudowanych specjalnie rusztowaniach, wspiął się do swojej figury. Po raz ostatni spojrzał w bolesne oczy Ukrzyżowanego, po czym zwracając twarz w stronę Głównego Miasta głośno zawołał:
- Niech Pan przymknie oczy na niegodziwość waszą!
Wystarczyło kilka wprawnych pociągnięć pędzla artysty i źrenice oczu Zbawiciela zgasły, przysłonięte powiekami. A w chwile później farby i pędzle wysunęły się z rąk artysty i martwy mnich osunął się na deski rusztowań. Pochowano go po cichu, nie chcąc, aby wieść o okolicznościach wydarzeniu rozeszła się po mieście.
Po raz pierwszy zdarzyło się to podczas drugiej wojny ze Szwedami, gdy Gdańsk dzielnie odpierał ataki wroga, a z powierzchni ziemi zaczęły znikać całe przedmieścia. Krucyfiks znajdował się wtedy czasowo w kaplicy św. Anny i tam właśnie zauważono, że Chrystus swoimi bolesnymi oczami znowu spogląda w dół. Sytuacja taka powtórzyła się jeszcze parokrotnie - za każdym razem, gdy Gdańsk znajdował się w szczególnie trudnej sytuacji, powieki Ukrzyżowanego unosiły się na chwilę. Miało to miejsce na przykład w roku 1734 i w okresie wojen napoleońskich. Konserwatorzy zabytków twierdzą, że w okresie dwudziestolecia międzywojennego oczy Chrystusa były zamknięte. Ale jakie miał oczy w przededniu wybuchu ostatniej, najstraszniejszej z wojen i w przededniu marcowej zagłady miasta? Tego nikt nie jest w stanie powiedzieć...
Na podstawie Miasta tysiąca tajemnic Jerzego Sampa spisała prof.Pętelka

Foto: prof. Grün

© by Akademia Rzygaczy Members