M U Z E U M
Akademii Rzygaczy


Strona główna
ZOO Akademii

Jak kręcone schody po świecie wędrowały

Znana i często reprodukowana rycina Johanna Carla Schultza przedstawia wnętrze sieni domu, który stał niegdyś w Gdańsku przy Heilige-Geist-Gasse 101, naprzeciwko Kaplicy Królewskiej, mniej więcej tam, gdzie do niedawna była "Cafe Akademia" na rogu Grobli I i Św. Ducha. Jak na kilku innych rycinach z tego cyklu, pojawiają się tu postacie w dawnych strojach, pełnią jednak tylko rolę sztafażu. Głównym tematem ilustracji i najważniejszym elementem wyposażenia sieni są wspaniałe, rzeźbione w dębie kręcone schody z początku XVIII wieku. U ich podnóża, jak to było w zwyczaju w dawnym Gdańsku, znajdują się wielkie figury halabardników. Warto zauważyć też małą postać chłopca (Pigmeja?), na którego barkach spoczywa skręcona kolumna, tworząca oś spiralnych schodów.
schody1.jpg
Takich schodów - arcydzieł snycerskich było w Gdańsku około połowy XIX wieku więcej. W. F. Zernecke w swoim "Neuester Wegweiser durch Danzig und dessen Umgegend" z 1843 roku pod hasłem "Starożytne schody (Alterthümliche Treppen)" wymienia obiekty z Ratusza Prawego Miasta, Wielkiej Zbrojowni, domu Schewelów przy św. Ducha (to właśnie te z ryciny Schultza), domu Wedela przy Piwnej 8, Domu Opatów Pelplińskich przy Elżbietańskiej 3 (zachowane do dziś) i z kilku innych kamienic, głównie przy Piwnej i Mariackiej. Jednak większość pragmatycznie nastawionych Gdańszczan uznała już wówczas, że dawny patrycjuszowski Gdańsk odchodzi w niebyt, a w nowych czasach nie będzie miejsca dla pamiątek przeszłości. Brak było zrozumienia dla piękna starych kamienic: wspaniałe fasady i przedproża popadały w ruinę, wyburzano je, by zrobić miejsce dla domów odpowiadających "nowoczesnym" gustom, pozbywano się także starego umeblowania. Tak pisał o tych czasach Jan Kilarski: "Wyzyskali to spekulanci i wykupywali za bezcen wspaniałe urządzenia wnętrz: meble, srebra, szkła, porcelanę, nawet klatki schodowe. Wiele z tego sprzedawano do Polski znajdując tam chętnych kupców, boć z dawna istniało w nas rozmiłowanie w gdańskim sprzęcie." Dodajmy, iż sprzedawano także elementy architektury zewnętrznej, jak portale czy przedproża, a nabywcami bywali nie tylko Polacy, ale także m. in. Anglicy czy mieszkańcy terenów w głębi Niemiec.
Zdając sobie sprawę z wagi dokonujących się zmian, J. C. Schultz i jego uczniowie - gdańscy artyści rozmiłowani w pięknie rodzinnego miasta przystąpili w tym czasie do wykonywania ilustracji dokumentujących wygląd zabytkowych wnętrz gdańskich. Kilka z nich wyszło spod ręki jednego z najzdolniejszych uczniów Schultza, Georga Ferdinanda Gregoroviusa. Wśród wnętrz "sportretowanych" przez niego znalazła się także sień z kamienicy Schewelów. Trzeba przyznać, że uczeń znacznie lepiej niż mistrz ukazał proporcje schodów i całego pomieszczenia, zajmującego przecież przyziemie typowej, nie najszerszej gdańskiej kamienicy - u Schultza figurki ludzi służących za sztafaż są nienaturalnie zmniejszone, co widać choćby przez porównanie ich wzrostu z wysokością barokowej szafy.
schody2.jpg
Dziś z tych wspaniałości pozostało już bardzo niewiele. II wojna światowa pochłonęła m. in. schody z Ratusza Prawomiejskiego (na ich miejscu znajduje się powojenna rekonstrukcja), z Sieni Gdańskiej Lessera Giełdzińskiego i te z kamienicy przy Piwnej 8. W udostępnianej od 1996 r. nowej Sieni Gdańskiej zamontowano oryginalne schody sprowadzone z pałacu w Kłaninie (przed 1885 r. znajdowały się one w jednym z domów mieszczańskich w Gdańsku przy ulicy Ławniczej - Matzkausche Gasse), jednak reprezentują one już niższy poziom kunsztu snycerskiego, podobnie jak (również oryginalne) schody w Ratuszu Staromiejskim. Tym bardziej na uwagę zasługują schody z kamienicy przy Św. Ducha. Istnieją one do dziś, choć znajdują się setki kilometrów od Gdańska...
A było to tak: w 1856 r. właściciele kamienicy przy Św. Ducha 101 postanowili pozbyć się "staromodnych" sprzętów z sieni swego domu, choć nie bezinteresownie. Akurat przebywała w Gdańsku Katarzyna z Branickich Adamowa hrabina Potocka (1825-1907) - skądinąd dama legendarnej urody, która w młodości odrzuciła zaloty samego Ludwika Bonaparte, późniejszego cesarza Napoleona III. W tym czasie zajmowało ją urządzanie mężowskiego pałacu w Krzeszowicach pod Krakowem, gdy więc od jednego z wówczas najwybitniejszych w Gdańsku Polaków Aleksandra Makowskiego (1804-1874) - przedsiębiorcy i kolekcjonera dowiedziała się, że jakiś antykwariat wystawia owe barokowe sprzęty, od razu postanowiła je odkupić.
Przygotowywana transakcja nie spodobała się to gdańskim miłośników zabytków, którzy rok wcześniej pod wodzą Johanna Carla Schultza powołali Verein zur Erhaltung der altertümlichen Bauwerke und Kunstdenkmäler Danzigs (Stowarzyszenie na Rzecz Zachowania Starożytnych Budowli i Pomników Sztuki Gdańska). Uważali oni, że przedmioty te nie powinny opuścić Gdańska, i rozpoczęli protesty przeciwko "rabunkowi gdańskich zabytków przez Polaków". Zapewne przy tej okazji J. C. Schultz wykonał przywołaną na wstępie rycinę z widokiem wnętrza sieni, choć z daty w sygnaturce (1857) wynika, że ukończył ją dopiero w rok później. Co ciekawe, profesor wyraźnie wzorował się na wcześniejszej o 14 lat ilustracji swego nieżyjącego już ucznia Georga F. Gregoroviusa.
Pomimo protestów gdańskich tradycjonalistów Potoccy weszli w posiadanie cennego umeblowania sieni i szeregu dalszych gdańskich antyków (według tradycji rodzinnej Potockich, pani Katarzyna "na wszelki wypadek" kupiła po prostu cały antykwariat, w którym znajdowały się schody). Wówczas okazało się, że także pruska biurokracja stara się im uprzykrzyć życie. Powołując się na przepisy o wywozie dzieł sztuki za granicę, zmuszono Polaków do wysłania nabytków najpierw do Berlina, gdzie musiały one zostać przepakowane i dopiero wtedy można je było przetransportować do Krzeszowic.
schody3.jpg
W pałacu Potockich w Krzeszowicach powstał tak zwany "pokój gdański", urządzony na bazie oryginalnych elementów gdańskich (schody, strop, okno, część mebli), które uzupełniono innymi elementami, dopasowanymi stylistycznie. Skończoną formę, według projektu znanego krakowskiego architekta Tadeusza Stryjeńskiego (1849-1943), pokój uzyskał dopiero w roku 1887. Dominującym elementem jego wyposażenia były przede wszystkim piękne, kręcone schody. Przez otwór w stropie prowadziły one na pierwsze piętro, do pracowni właściciela pałacu. Zdjęcie, które tu pokazuję, pochodzi z książki wydanej w 1928 roku.
W czasie okupacji gdańskie dzieła sztuki, łącznie ze schodami, jako dobra kultury niemieckiej zostałyby być może wywiezione z Krzeszowic, gdyby nie to, że w 1940 r. pałac Potockich stał się letnią rezydencją hitlerowskiego gubernatora Hansa Franka. Po wojnie pałac został "znacjonalizowany" i nie wrócił już do prawowitych właścicieli. Gdańskimi schodami zainteresował się wówczas profesor Karol Estreicher junior. Obawiając się, że bez odpowiedniej opieki ten niezwykłej klasy zabytek może ulec zniszczeniu, przeniósł je do odnawianego właśnie Collegium Maius w Krakowie. Od czasu zakończenia nowej aranżacji wnętrz (1949-1964) rzeźbione schody można podziwiać w reprezentacyjnym, wypełnionym pięknymi meblami i niezwykłymi eksponatami pomieszczeniu zwanym Stuba Communis. Niegdyś była to wspólna jadalnia i izba zebrań profesorów mieszkających w Collegium Maius, a obecnie jest to sala używana na wyjątkowo uroczyste okazje, gdzie podejmuje się szczególnie wybitnych gości Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz wybiera rektora uczelni.
schody4.jpg
Jak widać na zdjęciu, same schody zniosły wszystkie perypetie bez większego szwanku. Wejścia na nie nadal broni dwóch groźnych halabardników. Zniknęły za to, znajdujące się niegdyś na półpięterku, drzwi z rzeźbionym portalem; być może zostały w krzeszowickim pałacu. Nie wiem też, jakie są losy innych gdańskich zabytków kupionych przez Katarzynę Potocką. W Stuba Communis oprócz schodów znajduje się jeszcze gdańska barokowa szafa z XVIII wieku. Nie dotarłem jednak do informacji o jej pochodzeniu, a z tego, co widać na powyższym zdjęciu, trudno rozstrzygnąć, czy może to być ten sam mebel, który przedstawił na swojej rycinie J. C. Schultz. Co prawda wygląda dość podobnie, i nawet tak samo udekorowana jest fajansowymi wazami, ale myślę, że w różnych kolekcjach można znaleźć bardzo podobne szafy. Warto zresztą pamiętać, że nie każdy mebel określany jako gdański pochodzi rzeczywiście z tego miasta. Jak pisał ksiądz dr Tadeusz Kruszyński "Ponieważ gdańskie wyroby bardzo u nas ceniono, a znaczna ich ilość zapełniała domy szlacheckie i mieszczańskie, więc łatwowiernie każdy bogatszy barokowy sprzęt nazywano u nas gdańskim". Natrafiłem zresztą na nieco starsze zdjęcie Stuba Communis, wykonane zapewne w latach siedemdziesiątych XX wieku, gdzie miejsce pomiędzy gdańskimi schodami a kaflowym piecem (przeniesionym tu z dworku w Głębowicach) jest puste, co sugeruje, że szafa jest stosunkowo niedawnym nabytkiem w tym wnętrzu.
Opracował: prof. wirt. Pumeks

2003, zmieniony: 29 maja 2006

Źródła ilustracji:
1) rycina Johanna Carla Schultza z 1857 r., ze strony Bildindex der Kunst und Architektur.
2) rysunek Georga Ferdinanda Gregoroviusa z 1843 r., z książki A. Januszajtisa "Dzieciństwo i młodość Daniela Gabriela Fahrenheita", Wydawnictwo Bernardinum, 2002.
3) z książki "Gdańsk", pr. zbiorowa pod red. Stanisława Kutrzeby, Lwów-Warszawa-Kraków 1928.
3) ze strony www.arslonga.pl.


© Marcin Stąporek 2006

© by Akademia Rzygaczy Members