M U Z E U M
Akademii Rzygaczy


Strona główna
ZOO Akademii

Wielki dźwig stoczni Schichaua

W wielu wspomnieniach dawnych Gdańszczan przywoływany jest, współtworzący sylwetkę miasta na równi z wieżami kościołów, ratusza czy dworca kolejowego, potężny 60-metrowej wysokości dźwig Stoczni Schichaua. W książce "Danzig 1944 Gdańsk" znalazłem informację, jakoby dźwig ten nazywano Langer Heinrich, wydaje się jednak, że jest to pomyłka - "Długim Henrykiem" był inny charakterystyczny żuraw tej samej stoczni - dźwig pływający o udźwigu 100 ton, zakupiony w 1906 r. Oba żurawie są zresztą notorycznie mylone w literaturze, łącznie z albumami z serii "Był sobie Gdańsk", gdzie w kilku miejscach wielki dźwig został mylnie określony jako żuraw pływający. Z kolei pewien stary człowiek, spotkany przez prof. Grüna wiosną 2005 roku, twierdził, że Niemcy, zatrudnieni 60 lat wcześniej przy demontażu tego dźwigu, nazywali go po prostu "dziadkiem" (Der Grossvater).
hammerkran1.jpg
Wielki dźwig (określany jako "młotowy" - Hammerkran) stanął przy basenie wyposażeniowym stoczni w styczniu 1914 r., w czasach jej największego rozkwitu. Przedsiębiorstwo założone przez elbląskiego konstruktora Ferdinanda Schichaua budowało w tamtych latach potężne okręty wojenne i niemniej potężne statki pasażerskie. Ogromny, 60-metrowej wysokości żuraw młotowy o nośności 250 ton umożliwiał przenoszenie na wyposażany statek całych sekcji maszynowych, kotłów parowych, turbin itp. Spełniał więc podobną rolę, jak w bliższych nam czasach wielkie stoczniowe suwnice. Charakterystyczna sylwetka dźwigu widoczna jest na wielu fotografiach. Był jednym ze znaków rozpoznawczych Gdańska, choć pracował w tym mieście jedynie 31 lat.
hammerkran2.jpg
Żuraw młotowy i panorama Stoczni Schichaua na kolorowym zdjęciu z początku lat czterdziestych.

Podobno w 1945 r. po przejściu frontu stan techniczny stoczni Schichaua był jeszcze stosunkowo dobry, może z wyjątkiem zniszczonych pochylni. W każdym razie wielki żuraw stał nadal, co widać na niektórych fotografiach. Jednak gdańskie stocznie, jak wszystkie zakłady przemysłowe na wyzwolonych terenach, zostały obsadzone przez sowieckie władze wojskowe, które wcale nie kwapiły się, by przekazać je Polakom. W maju 1945 r., po rozmowach w Moskwie, Rosjanie narzucili porozumienie, zgodnie z którym przyznali sobie prawo wywiezienia 70% urządzeń stoczniowych, a jedynie 30% miało pozostać w Polsce. Proporcje te wyglądały zresztą różnie w poszczególnych zakładach. I tak ustalono, że na terenie dawnej Danziger Werft pozostanie nieco więcej niż owe 30%, dzięki czemu będzie możliwe szybsze uruchomienie tego zakładu, a w zamian za to była stocznia Schichaua zostanie ogołocona niemal doszczętnie.
hammerkran3.jpg
Żuraw młotowy na przedwojennej pocztówce. Po prawej widoczny dźwig pływający "Długi Henryk".

Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że w tej ostatniej w ręce zdobywców wpadło kilka niemal ukończonych i kilka dalszych, prawie gotowych okrętów podwodnych. "Trofiejnyje Komandy" wykazały dużą determinację: gdy 26 lipca 1945 r. Sowieci oficjalnie przekazali stocznię Polakom, znajdowały się w niej jedynie gołe hale produkcyjne, w których w dodatku nie zostawiono ani jednej szyby. Zdemontowane i wywiezione do Rosji zostały wszystkie maszyny, dźwigi i narzędzia, a nawet żelazne bolce i nity. Oznaczało to również wyrok na wielki żuraw młotowy. "Demontaż" przeprowadzono, tnąc po prostu kolosa na kawałki aparatami spawalniczymi.
hammerkran4.jpg
To zdjęcie, ze zbiorów W.Gruszczyńskiego, wykonano prawdopodobnie po zakończeniu działań wojennych. Jest to zapewne jedno z ostatnich zdjęć wielkiego dźwigu przed jego "demontażem".

Losy dźwigu po tej "operacji" są niejasne i można natrafić na sprzeczne ze sobą opinie. Jedna z uporczywie powtarzanych wersji głosi, że statek wiozący elementy pociętego żurawia do Rosji zatonął w okolicach Kłajpedy (tak twierdzą np. profesorowie Jerzy Doerffer i Franciszek Otto w książce "Miasto i ludzie"), podobno w wyniku sabotażu rozzłoszczonych jego wywożeniem Polaków. Sądzę, że faktycznie jakiś transport sowiecki poszedł na dno, ale co nim płynęło, a tym bardziej, z jakiego powodu zatonął, mogłyby potwierdzić jedynie dokumenty sowieckie z lata 1945 r., do których, jak podejrzewam, dotarcie nigdy nie będzie możliwe (podobnie wypowiedział się Brunon Zwarra w IV tomie "Wspomnień gdańskiego bówki"). Gdyby nawet transport z częściami dźwigu dotarł do miejsca przeznaczenia, to nie sądzę, by po takim "demontażu" Sowietom udało się go kiedykolwiek zestawić na nowo i przystosować do użytku. Prawdopodobnie więc cała operacja przyniosła im jedynie tyle korzyści, ile wart był złom stalowy uzyskany w ten sposób. A może jednak się mylę i pewnego dnia okaże się, że sędziwy "Gamierkran" wciąż jeszcze pracuje wytrwale w jakiejś stoczni nad morzem, dajmy na to, Białym albo Ochockim?
hammerkran_mapka.jpg
Opracował: prof. wirt. Pumeks


17 sierpnia 2005<BR>
© Marcin Stąporek 2003-2005
© by Akademia Rzygaczy Members